Archive for the ‘paradygmat’ Category

Cyfrowi tubylcy i gra w szkołę

May 28th, 2010 by Ilona Buchem

Czy nauczyciele w Polsce są dobrze przygotowani na pokolenie cyfrowych tubylców? Opdowiedzi na to pytanie szukałam w rozmowie z Lechosławem Hojnackim – nauczycielem i konsultantem, zajmującym się implementacją nowoczesnych technologii informacyjnych w procesie kształcenia dorosłych, przede wszystkim nauczycieli.

IB: Ten kto zajrzy na Pana stronę internetową  http://www.hojnacki.net odkryje szybko, że jest Pan aktywny na wielu serwisach internetowych. Czym się Pan aktualnie zajmuje zawodowo?

LH: W tej chwili pracuję jako wykładowca w  Kolegium Nauczycielskim w Bielsku-Białej. To taki niszowy w Polsce system kształcenia nauczycieli na poziomie trzyletnich studiów zawodowych, zbliżony bardziej do szkoły (niewielka liczba studentów, sporo praktyk) niż uniwersytetu. Jednocześnie pracuję jako konsultant w Regionalnym Ośrodku Metodyczno-Edukacyjnym “Metis” w Katowicach i zajmuję się implementacją tzw. nowych technologii w procesie dydaktycznym.

IB: Ma Pan więc szerokie spojrzenie na zastosowanie TIK (technologii informacyjno – komunikacyjnej) w edukacji. Czy szkolenia nauczycieli w Polsce obejmują standardowo  tematy e-pedagogiczne? W jakim zakresie szkoleni są nauczyciele w temacie e-learningu 2.0? Jak to wygląda w przypadku czynnych nauczycieli,  a jak w przypadku studentów-adeptów?

LH: Czynni nauczyciele w pewnych okresie swojego rozwoju zawodowego muszą się wylegitymować dowodami opanowania TIK. Na poziomie awansu zawodowego na nauczyciela mianowanego są to “umiejętności wykorzystywania w pracy technologii informacyjnej i komunikacyjnej;” natomiast na poziomie nauczyciela dyplomowanego (najwyższym) – „podejmowanie działań mających na celu doskonalenie warsztatu i metod pracy, w tym doskonalenie umiejętności stosowania technologii informacyjnej i komunikacyjnej”. Od nauczyciela stażysty i kontraktowego (najniższe) nie wymaga się w tym zakresie niczego. Nie ma jednak sztywnych reguł, co to znaczy “wylegitymować się” i duża część nauczycieli korzysta w tym celu ze szkoleń prowadzonych przez ośrodki doskonalenia nauczycieli lub inne instytucje, m.in. w ramach projektów unijnych. W praktyce posiadanie pewnej liczby zaświadczeń o ukończeniu szkoleń, ocenianych częściej w kategorii liczby godzin niż treści i poziomu – jest wystarczającym dowodem posiadania stosownych umiejętności. Członkowie komisji oceniają tylko dostarczone dokumenty określające umiejętności związane z TIK w warsztacie dydaktycznym i czynią to przez pryzmat własnej wiedzy i świadomości.

Są to najczęściej spotykane źródła systemowej motywacji zewnętrznej dla nauczycieli. Jak widać nie ma tu miejsca na rozróżnienia dotyczące stosowania konkretnych metod, konkretnych typów serwisów, sposobów komunikowania się, w tym e-learningu 2.0. Ponadto, idąc dalej tropem systemowych uregulowań, komisje powoływane dla oceniania dokonań nauczycieli na kolejne stopnie awansu zawodowego nie tylko nie mają wytycznych, ale nawet możliwości kompetentnego oceniania metodycznych aspektów TIK – nie muszą mieć w swoim składzie ekspertów w tej dziedzinie.

Są też uwarunkowania hamujące rozwój e-learningu 2.0 w szkołach:

1. Organy nadzoru pedagogicznego (kuratorzy oświaty)  otrzymali wytyczne, aby czynnie zapobiegać ujemnym zjawiskom takim jak cyfrowa agresja i inne niebezpieczeństwa ze strony Internetu, dlatego dyrektorzy szkół (notabene w Polsce posiadający bardzo mały w stosunku do wielu krajów rozwiniętych zakres samodzielności) często uznają –  bardzo racjonalnie – że większym zagrożeniem dla ich interesów służbowych jest nadmiar kontaktu uczniów z Siecią, niż wielostronne jego obwarowania, a w praktyce – ograniczenia.

2. Chyba większość polskich szkół dysponuje pracowniami otrzymanymi z, nazwijmy to, centralnego przydziału. Zdecydowana ich większość jest oparta na Windows oraz serwerach SBS o specyficznej konfiguracji. Konfiguracja ta opiera się na tzw. “filtrach treści niepożądanych” oraz kontrolowaniu i analizowaniu całego ruchu sieciowego przez serwer, który w efekcie, w standardowej konfiguracji blokuje nie tylko niepożądane strony, słowa i złośliwe skrypty, ale także wiele pożądanych stron, nieszkodliwych słów oraz bardzo potrzebnych skryptów. W praktyce w wielu szkołach używa się w związku z powyższym komputerów, na których nie da się uruchomić np. większości serwisów z epoki Web 2.0, ponieważ poprawnie działają tylko stare, statyczne strony nie zawierające żadnych skryptów (np. osadzonych filmików, edytorów online etc.). Takie pracownie skutecznie chronią szkołę przed Web 2.0. W związku z czynnikami opisanymi w punkcie 1. oraz z braku stosownych umiejętności, a często i świadomości, ta bardzo zła z punktu widzenia nowoczesnego korzystania z Sieci konfiguracja nie jest modyfikowana.

IB: Wnioskuję z tego, że sieć społeczna jest przez szerokie grono ludzi traktowana jako zagrożenie?

LH: To niestety powszechna postawa. Czasem artykułowana dość wprost np. w kategoriach zagrożeń, agresji, groźby uzależnienia lub jako bezwartościowy strumień śmieciowej informacji. Czasem świadomie lub częściej nieświadomie ta postawa ukrywana pod poglądami typu “nic nie zastąpi książki”, “skoro ONI używają ciągle Sieci to ktoś wreszcie musi ich nauczyć obywać się bez niej lub posługiwać się innymi narzędziami”, “a jak nie będzie komputera, kalkulatora, a jak braknie prądu, to będzie katastrofa”.

IB: Muszę przyznać, że w Niemczech sytuacja wygląda jednak lepiej, ponieważ osiągnieto poziom, na którym przeważa już pragmatyczne pytanie „jak?“, np. „Jak możemy wporowadzić elementy sieci społecznej w szkołach?“. A jakie sa pozostałe wyzwania związane z kształceniem nauczycieli w tematyce e-learningu 2.0? Jakie strategie pedagogiczno-dydaktyczne sprawdzają się w praktyce? W jaki sposób wprowadza Pan nauczycieli w świat sieci społecznych?

LH: Dziś wyraźnie widać, gdzie wiekowo przebiega granica między typowymi cyfrowcami, a bardziej tradycyjnie ukształtowanym pokoleniem uczniów. Nauczyciele szkół podstawowych zapoznani z faktami, zestawieniami, wynikami badań, naturą ważniejszych zjawisk – dość gremialnie dają się łatwo przekonać, iż jest to problem, z którym muszą się zmierzyć, bo po prostu otrzymują obraz sytuacji dobrze wyjaśniający obserwowane przez nich u uczniów zjawisk społecznych wywołanych  Web 2.0. Dla odmiany statystycznie zdecydowanie najtrudniej jest pracować z nauczycielami szkół ponadgimnazjalnych. W tej grupie nauczycieli najczęściej spotykam się z odmową, obrazą nawet. Nie widzą jeszcze konieczności zmiany metod pracy, populacja ich uczniów jeszcze nie jest w pełni cyfrowymi tubylcami i jeszcze da się próbować pracować po staremu. To smutne zjawisko, bo rozsądek wskazuje, że młodzież licealna byłaby najwdzięczniejszą grupą uczniów do metod i form pracy epoki Web 2.0.

Czynnych nauczycieli zatem staram się na początku przekonać, że ich “klienci” zmienili się i będą się zmieniać dalej, w związku z czym oni muszą starać się podążać za zmianami (uwaga) wbrew ustrojowi organizacyjnemu szkoły, który rzeczywiście niesłychanie utrudnia postęp (uwaga: także w aspektach przeze mnie wcześniej tu nie wymienionych). Staram się także zaczynać od najprostszych technologicznie rozwiązań, które dają maksimum efektu przy minimalnych umiejętnościach, ale jakoś przynależnych do Web 2.0. Na przykład na początek wprowadzamam bloga na Bloggerze jako tablicę ogłoszeniową. Zaczynam więc od przekazu jednokierunkowe, ale z łatwością podejmowania dalszych kroków.

Studentów traktuję zgoła inaczej, ponieważ tu jestem w stanie ustalić bardziej drastyczne reguły. Niezależnie od treści programowych, specjalności, roku i trybu studiów, wprowadzam jako obowiązującą metodę grupowy projekt oparty (przynajmniej  technicznie) na serwisach Web 2.0. Treści merytoryczne stawiam na drugim planie za zasadami współpracy, samozarządzania, angażowania ekspertów z zewnątrz, publikowania efektów, autoprezentacji w Sieci itd. Moje podejście wynika z tego, że zdecydowana większość studentów po raz pierwszy w życiu spotyka się z faktyczną metodą konstruktywistycznego projektu grupowego dopiero po maturze! Wielu z nich wykazuje także zasadnicze braki w podstawowych umiejętnościach komunikacyjnych związanych z TIK, wbrew kilkuletniemu cyklowi nauki tego przedmiotu w poprzednich etapach kształcenia.

IB: Tak ten deficyt mają też studenci w Niemczech. Wynika to często z tego, że większości nauczycieli/wykładowców brakuje po prostu doświadczenia i umiejętności w wirtualnej współpracy, kooperacyjnych technikach, samoorganizacji na poziomie grupowym. A czy Pana zdaniem szersze kompetencje, lepsze zrozumienie mają uczniowie lub studenci? Kto rozumie zalety wirtualnej pracy grupowej i potrafi pracować/uczyć się w zdecentralizowanych, nieuporządkowanych hierarchicznie, wirtualnych grupach?

LH: TAK, dzieci i młodzież żyją w Sieci bardziej i głębiej, niż sami to widzą, bo dla nich Sieć jest  przezroczysta. To zjawisko jest podobne w swojej naturze do szczerej deklaracji uczniów, że nie PISZĄ tylko esemesują, czatują. Oni nie nazywają tego pisaniem, traktują tak, jak my rozmowę. Natomiast dość powszechnie oddzielają tego rodzaju aktywności od szkoły, nie tylko ze względu na uwarunkowania, o których mówiłem wyżej lub takie jak powszechny zakaz używania komórek w szkole. To zjawisko tzw. “gry w szkołę” oznacza, że obie strony procesu (nauczyciel i uczeń) w szkole  używają reguł, których nie traktują jako przekładalne na świat zewnętrzny. Ani nauczyciele nie mają motywacji do uczenia np. komunikowania się w Sieci, ani uczniowie tego od nich nie oczekują.

IB: Wspomniał Pan, że dzieci i młodzież nie piszą tylko esemesują i czatują. Na pewno często spotyka się Pan z pytaniem, czy takie praktyki nie zagrażają podstawowym kompetencjom pisania i czytania? Jak odpowiada Pan na takie pytania?

LH: Jeżeli uznać, że taki rodzaj kompetencji, do którego przyzwyczaiły nas doświadczenia poprzednich pokoleń i nasze własne, to kompetencje prawdziwe, jedynie słuszne, stosowalne w przyszłości, albo nawet tylko “potencjalnie akceptowalne dla większości populacji cyfrowców”, to oczywiście czaty i esemesy stanowią zagrożenie.  Przy całym moim osobistym przywiązaniu do sztuki pisania i czytania oraz wielkiej literatury (proszę zauważyć, odruchowo zacząłem odpowiedź od zasygnalizowania, że stoję po tej samej stronie barykady, co inni imigranci cyfrowi), widzę wyraźną analogię do skądinąd bardzo słusznego twierdzenia, że rozwój motoryzacji zagraża zdrowym nawykom długich spacerów oraz kompetencjom jazdy konnej. Sam jeżdżę konno dobrze i od zawsze. Jednak na codzień poruszam się samochodem, a koń jest tylko moim hobby, ukłonem w stronę tradycji, zdrowym spędzaniem wolnego czasu i gimnastyką. To samo spotyka dziś tradycyjne formy przekazu tekstowego.

IB: I na tym moglibyśmy już właściwie zakończyć naszą rozmowę, ale zadam jeszcze jedno pytanie: Czy udało się już Panu zarazić swoim entuzjazmem dla nowych technologii wielu nauczycieli?

LH: Uchodzę za skutecznie zarażającego. Jeżeli ktoś mnie personalnie do czegoś wynajmuje, to znacznie częsciej do zarażania, inicjowania, uświadamiania niż np. do późniejszego systematycznego szkolenia. Niestety ciągle szkoła w Polsce obfituje w czynniki zrażające bardziej niż zarażające, ale w ciągu ostatnich dwóch lat widzę bardzo wyraźną zmianę nastawienia nauczycieli – na lepsze.

Jakie są Wasze/Państwa doświadczenia i opinie na temat wprowadzania e-learningu 2.0 w szkołach? Dziękujemy za komentarze!

Kognitywistyka i e-learning 2.0

May 17th, 2010 by Ilona Buchem

Badaniami nad e-learningiem zajmuje się pedagogika, informatyka, psychologia, socjologia, etnografia … oraz kognitywistyka. Czym zajmuje się kognitywistyka i czego od kognitywistyki może nauczyć się e-learning? Na ten temat rozmawiałam z Markiem Goliaszem z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz autorem bloga mechanikaumyslu.pl. Oto zapis naszej rozmowy:

IB: Czym zajmuje się właściwie kognitywistyka?

MG: Kognitywistyka jest nauką zajmującą się umysłem i jego funkcjami – myśleniem, uczeniem się, językiem, świadomością, emocjami. Jest to nauka o szeroko pojętym poznaniu. Cechą wyróżniającą kognitywistykę jest jej multidyscyplinarność – są w niej wątki psychologiczne, filozoficzne, informatyczne oraz neurobiologiczne.

IB: A jak wykorzystywuje się kognitywistykę w e-learningu?

MG: Jednym z zastosowań kognitywistyki jest problem wizualizacji danych – jak złożone pojęcia przedstawiać tym, którzy spotykają się z nimi po raz pierwszy. Standarowym przykładem wykorzystania nauk poznawczych w e-learningu jest teoria obciążenia poznawczego (cognitive load theory) Johna Swellera. Osobiście uważam, że w e-learningu jest szerokie pole do popisu dla kognitywistyki, ponieważ wiedza ekspercka i technologia nie wystarczą do zbudowania efektywnych środowisk przekazu wiedzy.

IB: Dlaczego nie wystarczają wiedza ekspercka i technologie? Co tutaj proponuje kognitywistyka?

MG: Obserwując sposoby wymiany wiedzy przez internet zauważam, że często eksperci nie przejmują się sposobem przekazu wiedzy, a firmy zajmujące się wdrażaniem e-learningu za bardzo stawiają na zachwycenie kursantów efektami graficznymi. Na mój sposób myślenia o przekazie wiedzy wpłynęło zdanie Cushinga Andersona – “Dobre szkolenie jest zawsze kompromisem między możliwościami percepcyjnymi osoby szkolonej a metodą prezentacji wiedzy i sposobem jej dostarczenia”. Badania kognitywistyczne pozwalają określić owe możliwości percepcyjne.

Jednym z przykładów takich zastosowań jest zasada podwójnego kodowania sformułowana przez Paivio, zgodnie z którą, jesteśmy w stanie efektywniej kodować docierający do nas przekaz, jeśli wykorzystujemy zarówno wzrok jak i słuch. Dalsze badania pokazały, że wzrokowo lepiej kodujemy to, co konkretne, a to, co abstrakcyjne lepiej przyswajami słuchowo. Lepsze kodowanie oznacza w tym kontekście lepsze zapamiętywanie i późniejsze wydobycie z pamięci.

IB: Jakie są dla Pana najbardziej zaskakujące wyniki badań kognitywistycznych?

MG: Myślę, że bardzo ciekawym wynikiem na gruncie kognitywistyki było odkrycie przez Millnera i Goodale dwóch szlaków przetwarzania wzrokowego (two streams hypothesis) – jednego na użytek percepcji, a drugiego na użytek działania. Na poziomie mózgu za każdy z nich odpowiada osobny szlak neuronowy. Badanie to rzutuje na nasz sposób myślenia o percepcji jako o mechanizmie biernego przyswajania tego, co znajduje się na zewnątrz. Coraz więcej współczesnych badań pokazuje, że percepcja służy przede wszystkim sprawnemu działaniu.  Więcej o tym można przeczytać w wydanej przez PWN książce “Mózg wzrokowy w działaniu“. W dziedzinie uczenia się, a więc bliżej zagadnień e-learningu, duży wpływ wywarła na mnie książka Manfreda Spitzera “Jak się uczy mózg“. Autor pisze w niej o tym, że sieci neuronowe w naszym mózgu uczą się bez przerwy. Najbardziej wydajnym sposobem uczenia się jest więc zapoznawanie się z jak największą liczbą przykładów. Spitzer dowodzi, że nasz mózg potrafi sam wyekstrahować z tych przykładów reguły i zasady. Czyż nie jest to znaczący wynik dla metodyków e-learningu i wszystkich zajmujących się nauczaniem?

IB: Jak najbardziej. Mysle, że z wynikami takich badań powinni zaznajomić się wszyscy, którzy zajmują się nauczaniem. Moje kolejne pytanie dotyczy pola badań kognitywistyki. Powiedział Pan, że kognitywistyka zajmuje się percepcją na poziomie indywiduum:

Czy w kognitywistyce jest też nurt, który zajmuje się grupowymi zjawiskami, takimi jak współpraca międzyludzka, kooperacja?

MG: Tak, coraz więcej badaczy zajmuję się takimi zagadnieniami jak poznanie społeczne (social cognition). Przykładem badań w tej dziedzinie jest odkrycie neuronów lustrzanych, czyli takich komórek nerwowych w korze premotorycznej, które aktywują się gdy obserwujemy czynności podejmowanych przez innych. Wyniki te są podstawą do tego, aby zdefiniować na nowo pojęcie empatii. Rozumiem jednak intencję Pani pytania. O tym jak skuteczne jest uczenie się od siebie nawzajem świadczy dynamika rozwoju forów internetowych i list dyskusyjnych. Trudno mi wskazać na konkretne badania, które opisywałyby ten fenomen. Widocznie, jest jeszcze wiele do zrobienia 🙂

IB: Bardzo interesuje mnie właśnie social cognition, distributed cognition. Do tego nawiązuje też moje następne pytanie:

Czy z perspektywy kognitywisktyki jest różnica między e-learningiem 1.0 a e-learningiem 2.0? Czy sieci społeczne zmieniają coś w na poziomie percepcji?

MG: Na początku krótko objaśnię dlaczego trudno wypowiadać się “z punktu widzenia kognitywistyki”. Otóż nauka ta nie ma jednolitego paradygmatu. 30 lat temu kognitywistyczne badania umysłu cechowało założenie  – mózg jako komputer, a umysł jako wykonywany na tym komputerze program. Badania z różnych dziedzin naukowych, szczególnie psychologii i filozofii umysłu, ukazały słabość takiego podejścia. Kognitywistykę należy więc traktować bardziej jako szerokie spektrum badań i badaczy skupionych wokół tematyki funkcji umysłu. Dlatego też często wykluczające się stwierdzenia reprezentują punkt widzenia kognitywistyki.

Mogę więc wyrazić swoje zdanie w oparciu o wiedzę, która składa się na szeroko pojęte nauki poznawcze.  Sądzę, że e-learning 2.0. jest pozytywnym zjawiskiem. Zagrożeniem jakie widzę jest tu jakość przekazywanej wiedzy. O tym jak pogodzić wiarygodność przekazu z zaangażowaniem internautów opowiem na przykładzie projektu student.pl, przy którym aktualnie pracuję. Rzecz polega na udostępnieniu kursu z pewnej dziedziny na kilku poziomach zaawansowania. Główna idea polega na tym, że ci, którzy wiedzą już więcej tzn. ukończyli pierwszy i drugi stopień, dzielą się swoją wiedzą z tymi, którzy dopiero rozpoczynają. Nie wymaga to żadnej szczególnej technologii, wystarczy forum i czat udostępnione w ramach platformy Moodle. Na efekty tego rozwiązania dopiero czekam, ponieważ projekt dopiero startuje.

IB: Co ma Pan na myśli mówiąc “efekty”? Jakie efekty będą przedmiotem badań w tym projekcie?

MG: Efektem będzie to, że kursanci będą chcieli angażować się coraz bardziej w kurs. Z jednej strony będą osiągać kolejne etapy, a z drugiej chętnie i rzetelnie wspierać tych, którzy są na wcześniejszych etapach. Rzetelność tego jak “starsi” wspierają młodszych będzie oceniana przez eksperta przygotowywującego kurs.

IB: Czy na osiągniecie tych efektów, np. zaangażowanie, wymianę i wzajemną pomoc między uczacymi się, mają wpływ jakieś czynniki, którymi zajumje się kognitywistyka?

MG: Tak, moim zadaniem jest właśnie zapewnić odpowiednią formę przekazu. Jednym ze sposobów jest odwołanie się do wiedzy, którą uczestnicy kursu mają “na wejściu”. Chodzi o to, aby używać tam gdzie to najbardziej potrzebne metafor i języka konkretu odwołujących się do codziennych doświadczeń i elementarnej wiedzy. Innym sposobem jest oddziaływanie na głębokość przetwarzania wiedzy. Bardzo często bowiem interakcja to tylko przeciąganie i klikanie. Nie trzeba znać badań psychologicznych, aby wiedzieć, że im lepiej opracujemy materiał, im bardziej się na nim skupimy, tym więcej w nas pozostanie. Środkiem do tego mogą być chociażby zadania polegające na napisaniu dłuższej wypowiedzi na forum czy hasła w słowniku.

IB: W jaki sposób diagnozuje Pan wiedze “na wejsciu” i podejmuje decyzję o tym, jaką metaforę, jaki zwrot językowy zastosować?

MG: Przyznam szczerze, że nie mam tu złotych zasad. Dla mnie punktem wyjścia jest zapewne znana Pani koncepcja metafor Georga Lakoffa, która dała podwaliny językoznawstwa kognitywnego oraz jej rozwinięcia. Lakoff twierdzi, że nasz system pojęciowy jest tak bogaty właśnie dzięki metaforze. Pojęcia abstrakcyjne biorą swój początek z naszych interakcji ze światem, z tego w jaki sposób się poruszamy itd. Stąd też diagnozowanie wiedzy wejściowej nie zawsze jest obowiązkowe, aby używać dobrych metafor. Pozwolę sobie przytoczyć pewną anegdotę o wybitnym fizyku R. Feymanie, którą słyszałem od swojego promotora. Otóż Feyman przysłuchiwał się kiedyś rozmowie dwóch matematyków zajmujących się bodajże topologią. Choć nie znał tematu pozwolił owym matematykom rozwiązać spór, który toczyli. Gdy zapytali go jak to zrobił powiedział, że gdy oni rozmawiali on wyobrażał sobie to co mówią jako wklęśniętą piłkę tenisową. Jest to dla mnie doskonały przykład tego, w jaki sposób metafora jest kluczem do zasobów naszego umysłu.

IB: To bardzo ciekawe zagadnienie: Metafory jako centrum międzyludzkiej komunikacji. Więcej na ten temat przeczytać można w książce “Metafory w naszym życiu”. Dziekuję za tę interesującą rozmowę!

Moje pytanie do czytelnikow: Jak sądzicie, w jakim kierunku powinny zmierzać badania kognitywistyczne, tak aby można było lepiej zrozumieć i zaprojektować procesy związane z sieciami społecznymi i osobistymi środowiskami nauczania się?

Co to jest PLE? Proba definicji.

May 11th, 2010 by Ilona Buchem

W naszej dyskusji na temat Personal Learning Environments (PLEs), czyli osobistych środowisk uczenia sie, pominęłyśmy jak dotychczas próbę zdefiniowania PLE.  Ponieważ kilka osób zgłosiło się do nas z zapytaniem, co to własciwie jest PLE, wpis ten będzie próbą udzielenia odpowiedzi na to własnie pytanie. Sprawa nie jest prosta, bo po pierwsze definicji PLE jest wiele, a po drugie te definicje bardzo się od siebie róznią. Poniżej zamieściłyśmy zapis naszej rozmowy na Skypie. Mamy nadzieję, że zachęci was ona do włączenia się do dyskusji.

Ilona: Chcemy dzisiaj porozmawiać o tym, czym jest PLE. Zależy nam na tym, aby definicja tego pojęcia była zrozumiala dla każdego, nawet dla osoby, ktora rzadko zagląda do Internetu, czy też korzysta z nowowczesnych technologii.

Joanna : Może zacznijmy tak: osobiste – środowisko – uczenia się. Spójrzmy na każde slowo z osobna i na wszystkie razem. Co to oznacza?

Ilona : Ja najchętniej zaczęlabym od słowa “środowisko”, bo ono jest dla mnie kluczowe dla zrozumienia tego, czym jest PLE. Czy to środowisko jest tylko wirtualne, czy realne? A moze wirtualne i realne?

Joanna : W tej kwestii badacze dzielą się generalnie na dwa obozy. Przeważająca cześć używa określenia PLE wyłącznie w odniesieniu do nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Dla tych badaczy PLE składa się z aplikacji i serwisów internetowych, które umożliwiają uczącemu się tworzyć  i publikować nowe treści, przechowywać dokumentację związaną z procesem uczenia się, a także agregować informacje pochodzące od innych członków społeczności uczących się.

Druga grupa badaczy rozumie PLE znacznie szerzej: PLE odnosi się nie tylko do narzędzi i technologii cyfrowych lecz obejmuje swoim znaczeniem także starsze technologie oraz inne nie-cyfrowe zasoby (np. kolegów w pracy, drukowane gazety i książki, telewizję i radio, teatr i kino, itp.) wspierające osobę uczącą się w osiągniąciu konkretnego celu uczenia się.

llona : Ja mam szczerze powiedziawszy problem z tą szersza definicją, bo wydaje mi się ze robi ona z PLE taki koncept wiadro, do ktorego można wszystko włożyć. To tak jak z terminem „kompetencje” – jest ono tak szeroko definiowane, że trudno jest sprecyzować, co kompetencją nie jest lub co do kompetencji nie należy.

Joanna: Niekoniecznie. Może lepiej bedzie to zrozumieć na przykładzie: W Paradygmacie poruszamy nurtujące nas tematy zwiazane z wykorzystaniem nowoczesnych technologii w procesie uczenia się i nauczania. Nasze dyskusje pozwalają mi spojrzeć na wiele rzeczy pod innym kątem, zmuszają mnie do refleksji i weryfikacji dotychczasowych koncepcji – czyli niewątpliwie się uczę. Używamy głównie dwóch narzedzi – skypa oraz bloga i nasza dotychczasowa komunikacja odbywa sie jedynie za posrednictwem tych dwoch technologii. Cały Pardygmat 2.0 a w nim:  ty, ja i ci, którzy nas komentują (czyli osoby), materiały, które cytujemy lub podlinkowujemy (czyli zasoby) skype i blog (czyli narzędzia) oraz nasze dyskusje (czyli aktywności) są niewątpliwie czescią mojego PLE.

Ilona : To dobry przykład, ale jednak to świat wirualny. Mówimy tu o tym, jakie cyfrowe zasoby i narzędzia wykorzystujemy do tego, aby stworzyć również cyfrowe artefakty.

Joanna: Wydaje mi się, ze stary podział na świat wirtualny i realny już dawno temu się zatarł. Czy jeżeli ja, ty i inni uczestnicy (osoby) spotkamy się na konferencji w Barcelonie i zogranizujemy razem warsztaty (narzedzie), których celem będzie wypracowanie definicji PLE (aktywność), w czasie których to warsztatów będziemy korzystać z przygotowanych wcześniej materiałów pomocniczych (zasoby), a wszystko będzie się odbywało w jednej z sal konferencyjnych  –  to nie będzie to już częścią mojego PLE? Tylko dlatego, że brakuje skypa, bloga, Internetu?  Według mnie te dwa światy się przenikają i wzajemnie na siebie oddzialywują. To moja opinia. A co dla ciebie ozacza PLE?

Ilona : Moja własna definicja PLE nie jest jeszcze skamienieliną i cały czas się rozwija. Moja prywatna definicja PLE jest węższa i ogranicza się do indywidualnego (tzn. według własnych potrzeb, stylu uczenia się i innych preferencji) wykorzystywania aplikacji technicznych do uczenia się w pełnym tego słowa znaczeniu, a więc uczenie się poprzez dyskusje z innymi ludzmi, poprzez wspólne rozwiązywanie problemów, poprzez pracę nad jakimś zadaniem, poprzez czytanie tekstów, słuchanie nagrań i oglądanie filmów, odkrywanie przez to nowych treści i znaczeń, spojrzenie na sprawy z innej perspektywy, głębsze zrozumienie tematu, a przez to poszerzenie własnych umiejętności, poszerzenie pola działania. Definicja ta obejmuje więc tylko płaszczyznę wirtualną, a wraz z nią  cyfrowe artefakty, ktore zostały stworzone przez ludzi, np. wpis na blogu, text na wiki, link przesłany na Twitterze itp.

Joanna:  Z jakich elementów składa się więc PLE  według twojej definicji?

Ilona : To dobre pytanie, właściwie z różnych artefaktów i z róznych aplikacji sieciowych, które umożliwiają indywidualną recepcję, produkcję, aktualizację, agregację, kombinację, konfigurację tych wlasnie artefaktów. Indywidulaną, to nie znaczy odizolowaną od innych. Wręcz przeciwnie. Uważam, że uczenie się jest zjawiskiem społecznym, ponieważ to co czytamy, oglądamy, czego słuchamy jest stworzone przez ludzi, osadzone w społecznym kontekście, uformowane pod różnymi wpływami społecznymi. No i właśnie nowe technologie, takie jak aplikacje i sieci społeczne doskonale odzwierciedlają tą „filozofię”.  Chociaz sama powiem ci szczerze nie wiem, czy to słowo “artefakt” jest takie udane, bo czym ono różni się np. od informacji?

Chcę tu jeszcze raz podkreślić, że moja definicja nie obejmuje bezpośrednio ludzi jako zasoby, tylko artefakty, ktore zostały stworzone przez tych ludzi. Często ludzie mówią, ze jestem częścią ich PLE albo ich zasobem. Mam wtedy wrażenie, że ktoś myśli, że ma nade mną kontrolę albo posiada kawałek mnie. To śmieszne i niedorzeczne. Ale to pewnie tylko taki skrót myślowy. Chodzi tu o to, że tą wiedzę, myśli, opinie, informacje, ktore eksternalizuję (chodzi mi tu o różnicę między implicit/explicit knowledge) wpływają w taki sposób na myślenie, spojrzenie, opinie itp. tych ludzi, że te osoby stwierdzają, że czegoś nowego się uczą.

Natomiast, jesli dobrze zrozumialam, zgodnie z twoją definicją PLE obejmuje wszystko to, czego dana osoba używa w procesie uczenia się? To znaczy, że elementem PLE moze być i książka i rozmowa z szefową?

Joanna : No i oczywiście nowoczesne technologie. I właśnie ta cyfrowa część PLE interesuje mnie naukowo i głównie nią się zajmuję. Jednocześnie staram się nigdy nie zapominać o tym, ze to tylko wycinek rzeczywistosci.

Ilona:  Co do tego nie ma wątpliwości. Myślę jednak, że takie szerokie definiowanie PLE utrudnia operacjonalizację tego konceptu i badanie związanych z nim zjawisk. W większości publikacji i badań na temat PLE chodzi właśnie nie o ten cały wszechswiat uczenia się, tylko o ten specyficzny wycinek rzeczywistosci – wirtualność. Może więc potrzebujemy innej terminologii, aby odróżnić, kiedy mówimy o osobistym środowisku uczenia się, jako o szeroko pojętym środowisku realno-wirtualnym, a kiedy tylko o wirtualnym świecie i wykorzystaniu technologi do indywidualnych procesów uczenia się. W przeciwnym razie utrudniamy komunikację miedzy ludzmi – mówimy o PLE, ale właściwie o czym?

Rozumiem, dlaczego definicja PLE jest poszerzana o real – chcemy uwzględnić wszystkie momenty, konteksty i sytuacje uczenia sie, czyli spojrzeć całościowo na człowieka jako indywiduum i jako część społeczności. Staramy sie to holistyczne spojrzenie odzwierciedlić w technice. To bardzo ważne, aby ludzie, ktorzy tworzą technikę mieli szerokie spojrzenie na to, co robi człowiek, kiedy się uczy.

Moim zdaniem trzeba jednak odgraniczyć obiekty badań i posługiwać się ustalonym aparatem pojęciowym. Jednym z najważniejszych zadań nauk społecznych jest opisywanie badanej rzeczywistości i sprawdzanie hipotez/twierdzeń za pomocą jednoznacznie określonych terminów.

No i na tym jak na razie stanelo. Przedstawiłyśmy Wam dwie definicje – jedną szerszą, która mowi, że PLE to wirtualne i realne środowisko uczenia się, które obejmuje ludzi, starą i nową technikę i wszystkie inne realne I wirtualne zasoby, które dana osoba wykorzystuje w procesie uczenia się. No i tę węższą definicje, która mówi, że PLE to wirtualne środowisko uczenia się, które obejmuje cyfrowe artefakty i aplikacje, tworzone przez ludzi. Co o tym myślicie?

eLearning 2.0 w firmie i masa krytyczna

May 4th, 2010 by Ilona Buchem

Wiecie juz na pewno, ze chcemy na Paradygmacie 2.0 eksperymentowac z roznymi formami blogowania. Nasz pierwszy wpis mial forme rozmowy, dyskusji na temat poczatkow i podstaw PLE. Dzisiaj dla odmiany  wywiad. Czym rozniy sie od rozmowy? Wlasciwie najbardziej tym, ze zadajacy pytania nie duzo o sobie informuje. Kilka dni temu rozmawialam na Skypie z Piotrem Peszko, autorem bloga eLearning 2.0 i moderatorem forum elearningu na goldenline.pl, o tym, jak wyglada elearning w firmach, tzn. czy stosuje sie rozwiazania 1.0 czy 2.0, w jaki sposob wprowadza sie siec spoleczna, jakie czynniki wplywaja na to, czy uda sie wprowadzic wiki, blogi, twittera itd itp. … Oto pierwsza czesc zapisu naszej rozmowy.

Ilona: Ok, zacznijmy od ogolow – czym sie zajmujesz?

Piotr: Aktualnie projektuję rozwiązania e-learningowe dla produktu o nazwie GetThere. Właśnie uruchomiłem II edycję projektu dla osób 45 +, w którym jest dużo elearningu, a także zajmuję się wdrożeniem rozwiązania do zarządzania dokumentacją w modelu single-sourcing i połączeniu go z elearningiem.

Ilona: Co to jest single-sourcing model?

Piotr: Model zarządzania treścią  – kontentem w różnej formie – online, offline itd. Jest oparty na xml-u i pozwala na wielokrotne wykorzystywanie treści i jej konfigurowanie.

Ilona: Masz przyklad?

Piotr: Załóżmy, że masz bloga, piszesz różne treści, tagujesz … i nagle chcesz zrobić z niego książkę. Lipa – nie da się szybko i sprawnie. Single sourcing to podejście, które pozwala na edytowanie treści w jednym miejscu i eksportowanie jej do różnych – zdefiniowanych uprzednio formatów, np. elearningu, wiki, html-a, htmla dla urządzeń mobilnych, pdf, doc itd. itp. i wykorzystania tagów oraz tzw. conditionals zależnych od formatu wyjściowego

Ilona: Aha, ciekawe, a masz moze linka do jakiejs aplikacji opartej na tym modelu?

Piotr: Polecam DocBook na początek. To już trzeci taki project. Każdy inny, ale założenia podobne – po co pisać internal/external reference tutorial + online help + elearning, jeśli każdy z nich korzysta z tej samej treści. Trzeba zdefiniować źródło, procesy i ogień – niech się samo robi 🙂

Ilona: Dzieki, to ciekawe. A co Ty robisz na AGH?

Piotr: Na AGH juz nie wiele, ponieważ  od marca pracuję w Sabre Holdings Polska, pożegnałem się  z uczelnią 🙂

Ilona: To ciekawe, a to co firmy robia w Polsce to bardziej elearning 1.0 czy 2.0?

Piotr: Korporacje po prostu przenoszą swoje wypróbowane rozwiązania na nowy grunt. Posiadają LMS-y wielkie bazy szkoleń, dostęp do niemal wszystkich książek online, wiki, sociale itd. E-learning 1.0 istnieje jako pewna warstwa materialów odniesienia, a profile funkcjonują w wewnętrznych systemach społecznościowych. Także elearning 1.0, elearning 2.0 i workplace learning to chleb powszedni.

Ilona: A jak laczycie elearning 1.0 i 2.0? Na przyklad, w jaki sposob wprowadzacie i stosujecie wiki, blogi? Slyszala, ze wie niektorych korporacjach wprowadza sie wiki w taki sposowb, ze kazdy pracownik musi napisac iles tam stron i iles tam stron skomentowac I to wszystko w scisle okreslonym czasie.

Piotr: Hmm… no nie wiem czy przymus to najlepsze rozwiązanie. Wdrażałem kiedyć taki social w korporacji i wymuszanie okazało się fiaskiem, dopiero danie czegoś w zamian, np.  szybki dostęp do informacji poprzez wewnętrzny twitter, okazało się skuteczne. Problem jest taki, że ta firma jest bardzo nie-polska, a bardzo amerykańska, dlatego pewne rozwiązania są i funkcjonują globalnie.

Ilona: Czyli co w tym przypadku wplywa na udane wprowadzanie sieci spolecznych w firmach?

Piotr: Z mojego doświadczenia wynika, że musi zostać przekroczona pewna masa krytyczna, która pozwala społeczności uczącej się funkcjonować. Równiez pewien stopień anonimowości. On jest ważny w socialach. Zawsze są opory przed odsłonięciem swojej niewiedzy. To tak jak z tłumem zadającym pytania, albo dyskutującym. W grupie raźniej, stadne z nas zwierzę i lepiej się czujemy jeśli możemy zadać pytanie albo zasięgnać rady anonimowo nie narażając się na jakieś uwagi, czy docinki. Social network nie wypali w grupie 20 osob, ale np. w polskim klonie twittera – blipie bardzo często pojawiają się pytania kierowane “w eter” z tagiem #drogiblipie.

Ilona: No to opowiedz, jak to bylo z tym twitterem w twojej firmie? Byla masa krytyczna? Odpowiedni stopien anonimowosci? Wszystko poszlo gladko?

Piotr: To było jakieś 2-3 lata temu – facebook raczkował. Pracowników było około 200, twitter był, blip był, ale raczej jako eksperymenty. Okazało się jednak, że za wcześnie…

Ilona: Dlaczego za wczesnie?

Piotr: Bo nikt nie znał tych narzędzi i nie wiedział po co one są, jak z nich korzystać i co to daje. Dopiero jak okazało się, że ktoś to robi i to daje efekty zaczęto się tym interesować. To takie troszkę małpowanie. Z mojej perspektywy to mało one mają wspólnego z uczeniem się, raczej zabawa i zabijanie czasu – pracy 🙂 Tak to niestety wygląda. Społeczności takie jak linkedin czy goldenline to głównie źródło potencjalnych pracowników / zleceniodawców + wymiana informacji ekspertów.

Ilona: Czy w firmach w Polsce mozna ogolnie uzywac twittera? W Niemczech jest coraz wiecej firm, ktore to ograniczaja, wlasnie z tego powodu, ze nie sa uzywane do pracy, tylko do “zabawy”.

Piotr: W wielu firmach nie ma przeszkód. To zależy od modelu pracy, ja na przykład nie wyobrażam sobie pracy bez 1) Google, 2) last.fm i kilku innych

Ilona: Czyli nie ma zadnych problemow z eLearningiem 2.0?

Piotr: cóż… z elearningiem 2.0 jest problem, bo nawet “specjaliści” dużo mówią na jego temat, a sami nie sa w stanie stworzyć we własnym miejscu pracy takiego środowiska, które byłoby chociażby namiastką 2.0. Moim zdaniem tez i w w firmach elearning 2.0 potrzebuje pewnej masy krytycznej zapaleńców, wtedy nie ma przeszkód i nie uczenie sie nie zależy od środków miejsca, czasu…

Ilona: A sa jakies dobre przyklady PLE w Polsce?

Piotr: Szczerze powiem, że się nie spotkałem. Może za mało szukam :), albo nic nie wystaje ponad dno.

Ilona: Nawet u Ciebie w firmie ;)?

Piotr: No to co teraz robimy to jest eLearning 2.0. Ja np. zarządzam projektem korzystając z Wiki. Wrzucam tam zasoby, uczestnicy komentują, dokładają swoje. Mam przygotowany szablon projektu, kopiuje go i zaczynamy.

Ilona: Na zasadzie samoorganizacji – kto co da, czy masz jakas strategie zarzadzania?

Piotr: Przewaznie stosuje SCRUM w standardowych, typowych projektach, a na wyższym poziomie sprawdza się PRINCE2. Bardzo dobre w Wiki jest to, że nie ma konieczności przygotowywania raportów, generowania dokumentów itd. Wszystko jest online – transparentne dla wszystkich. Wiadomo co się dzieje, kiedy i jak. No i właśnie tutaj wszyscy się uczą, bo nie ma innego wyjścia. Jesteś w projekcie = działasz na wiki.

Ilona: Ok,a wady?

Piotr: 1. Wypada zrezygnować z załączania plików; 2. Trzeba nauczyć konsekwencji stosowania Wiki; 3. muszą być jasne reguły – kto co może.

Piotr: No i hmmm… trzeba umieć korzystać z wiki. A to czasami największy problem. Chociaż, nie wyobrażam sobie projektu, w którym nie korzysta sie z jakiegoś narzędzia współpracy online.

Ilona: Jakie sa krytyczne punkty korzystania z wiki?

Piotr: Rozmiar projektu, poziom digital literacy, sposób organizacji,  simplicity matters – łatwość obsługi produktu rozwiązującego istniejący problem to najlepiej sprzedawalna rzecz.

Ilona: Czyli jakie uzasadnienie biznesowe ma uzywanie sieci spolecznych w korporacjach?

Piotr: 1. Szybkość komunikacji, 2. Budowanie bazy wiedzy

Piotr: chociaż… najważniejsze moim zdaniem jest umożliwienie przekazania informacji – wiedzy – od super-specjalistów wewnątrz firmy do klientów, lub przynajmniej sprzedawców. Bo sprzedawca jest ze swoją wiedzą nt. produktu bliżej klienta

Ilona: Z tym przekazywaniem wiedzy w korporacjach to tez taki kij co ma dwa konce. jedej strony jest motywacja, zeby pokazac sie jako ekspert. Z drugiej nie moge odkryc wszystkich kart, bo ewentualnie nie bede juz ekspertem.

Piotr: To zależy od struktury organizacji i tego w jaki sposób takie aktywności są wspierane – nie wymuszane. Jesli się jest ekspertem to zawsze jest co pokazywać. Cooper dobrze o tym napisał w “Wariaci rządzą domem wariatów” – polecam,

Ilona: Dzieki. Ale czesto przeciez jest tak, ze ludzie w firmach nie zdradzaja takich informacji, ktore stanowia podsawe ich USP (unique selling proposition).

Piotr: No trochę tak, ale np. jeśli ja projektuje rozwiązania elearningowe to nie mam problemów ze zrobieniem szkolenia na temat wersjonowania i jego znaczenia. Moim zdaniem wiedza eksperta jest tak szeroka, że zawsze jest się czym dzielić

Ilona: I zdradzasz wszystkie twoje sztuczki?

Piotr: Oczywiście, że nie. Ale nie mam oporów ze zdradzaniem szczegółów warsztatu. Np. w tamtym tygodniu prowadziłem warsztaty na temat screencastów i dokładnie mówiłem jak i czym to robię.

Ilona: A gdzie byly te warsztaty? W waszej firmie?

Piotr: Nie na Uniwersytecie Pedagogicznym, dla nauczycieli 🙂

Ilona: Ho ho, i co beda stosowac?

Piotr: No nie wiem, raczej ciężko

Ilona: Dlaczego?

Piotr: Nie ma zapotrzebowania…

Ilona: No co ty?

Piotr: Wiesz to tak jak seks z filozofem: ma czym, ma gdzie, ale po co…

Ilona: (rofl)

No tak, ale to juz inny rozdzial. Druga czesc rozmowy z Piotrem Peszko na tema eLearningu 2.0 w szkolnictwie wyzszym juz w krotce 😉  Ciekawa jestem, czy Wasze doswiadczenia z eLearningiem 2.0 w firmach sa podobe. Czy wszedzie jest problem z brakiem krytycznej masy? Co myslicie na temat anonimowosci w spolecznych sieciach w firmie? Przeciez anonimowosci moze oznaczac tez problemy … Moze ktos z Was ma ochote podzielic sie swoimi doswiadczeniami z perspektywy uzytkownika eLearningu w firmie? To byloby super ciekawe. Czekam na Wasze komentarze!

  • Search Pontydysgu.org

    News Bites

    Learning about technology

    According to the University Technical Colleges web site, new research released of 11 to 17-year-olds, commissioned by the Baker Dearing Educational Trust, the charity which promotes and supports University Technical Colleges (UTCs), reveals that over a third (36%) have no opportunity to learn about the latest technology in the classroom and over two thirds (67%) admit that they have not had the opportunity even to discuss a new tech or app idea with a teacher.

    When asked about the tech skills they would like to learn the top five were:

    Building apps (45%)
    Creating Games (43%)
    Virtual reality (38%)
    Coding computer languages (34%)
    Artificial intelligence (28%)


    MOOC providers in 2016

    According to Class Central a quarter of the new MOOC users  in 2016 came from regional MOOC providers such as  XuetangX (China) and Miríada X (Latin America).

    They list the top five MOOC providers by registered users:

    1. Coursera – 23 million
    2. edX – 10 million
    3. XuetangX – 6 million
    4. FutureLearn – 5.3 million
    5. Udacity – 4 million

    XuetangX burst onto this list making it the only non-English MOOC platform in top five.

    In 2016, 2,600+ new courses (vs. 1800 last year) were announced, taking the total number of courses to 6,850 from over 700 universities.


    Jobs in cyber security

    In a new fact sheet the Tech Partnership reveals that UK cyber workforce has grown by 160% in the five years to 2016. 58,000 people now work in cyber security, up from 22,000 in 2011, and they command an average salary of over £57,000 a year – 15% higher than tech specialists as a whole, and up 7% on last year. Just under half of the cyber workforce is employed in the digital industries, while banking accounts for one in five, and the public sector for 12%.


    Number students outside EU falls in UK

    Times Higher Education reports the number of first-year students from outside the European Union enrolling at UK universities fell by 1 per cent from 2014-15 to 2015-16, according to data released by the Higher Education Statistics Agency.

    Data from the past five years show which countries are sending fewer students to study in the UK.

    Despite a large increase in the number of students enrolling from China, a cohort that has grown by 12,500 since 2011-12, enrolments by students from India fell by 13,150 over the same period.

    Other notable changes include an increase in students from Hong Kong, Singapore and Malaysia and a fall in students from Saudi Arabia and Nigeria.


    Other Pontydysgu Spaces

    • Pontydysgu on the Web

      pbwiki
      Our Wikispace for teaching and learning
      Sounds of the Bazaar Radio LIVE
      Join our Sounds of the Bazaar Facebook goup. Just click on the logo above.

      We will be at Online Educa Berlin 2015. See the info above. The stream URL to play in your application is Stream URL or go to our new stream webpage here SoB Stream Page.

  • Twitter

  • RT @EU_Commission @EUErasmusPlus @EuropeanYouthEU @TNavracsicsEU @FedericaMog @vestager @Moedas @jyrkikatainen @JunckerEU @EC_StockholmRep @EcoledesPonts 7/7 "I will not accept any cuts to #ErasmusPlus programme. We need more young people to take part. With 9 million students participating and rumoured 1 million #Erasmus babies, it's a real European success." @JunckerEU pic.twitter.com/3Q8aMR2iY0

    About 2 days ago from Cristina Costa's Twitter via TweetDeck

  • Sounds of the Bazaar AudioBoo

  • Recent Posts

  • Archives

  • Meta

  • Upcoming Events

      There are no events.
  • Categories