Introduction

    PARADYGMAT 2.0

    January 17th, 2010 by Dirk Stieglitz

    PARADYGMAT6Nowy Paradygmat 2.0 powstaje w duecie. My, czyli Ilona Buchem i Joanna Wild, chociaż znamy się tylko wirtualnie (poznałyśmy się przez Paradygmat 1.0!) odkryłyśmy bardzo podobny zakres naukowych zainteresowań. Co nas łączy, to przede wszystkim  fascynacja tematem “Personal Learning Environments (PLE)”, czyli osobistych środowisk uczenia się.

    Ilona jest pracownikiem naukowym na Beuth Hochschule w Berlinie i w projekcie  Mediencommunity 2.0“ zajmuje się dydaktyką e-learningu 2.0, kollaboracją w sieciach społecznych  i wykorzystywaniem narzędzi Sieci 2.0 w procesie nauczania i uczenia się.

    Joanna zajumje sie tematem PLE w ramach swojej pracy badawczej i projektowej w Centrum Innowacji Społecznych – ZSI w Wiedniu. W projekcie REVIVE Joanna organizuje szkolenia i konsultacje dla projektantów kursów z zakresu zastosowania oprogramowań społecznościowych w dziedzinie kształcenia i szkolenia zawodowego.

    W Paradygmacie 2.0 chcemy pisać w Paradygmacie o nurtujących nas tematach związanych ze zmianami w edukcacji, jakie przynoszą nowe technologie społeczne. W planie mamy m. in. prezenacje ciekawych projektów, przegląd lieratury i wywiady z naukowcami.

    Będzie nam bardzo miło, jeżeli udacie sie z nami na wyprawę w ten blogo-eksperyment!

    Ilona Buchem i Joanna Wild

    PARADYGMAT 2.0 Blog Posts

    GoogleTranslate Service

    Konferencja PLE BCN Barcelona 2010

    July 19th, 2010 by Ilona Buchem

    Konferencja PLE (PLE = Personal Learning Environments, czyli osobiste srodowiska uczenia się) miała swoją premierę w Barcelonie (8-9 lipca 2010). Byłam jedą z organizatorów i o swoich wrażeniach z tej perspektywy napisałam tutaj.  Podczas konferencji rozmawiałam o PLE i o konferencji z wieloma osobami, które zajmują się tym tematem. Ale jak widzą to studenci? Jedną z uczestniczek konferencji była Aleksandra Jaroszyńska. Aleksandra studiuje w Barcelonie od trzech lat na międzynarodowym uniwersytecie ESEI kierunek Business Administration na poziomie Bachelor. Z Aleksandrą rozmawiałam po konferencji na Skypie. Byłam ciekawa jej spojrzenia na osobiste środowiska uczenia się i jej ocenę konferencji. Chciałam dowiedzieć się, jak studenci podchodzą do PLE i co daa im ta konferencja. Oto zapis naszej rozmowy.

    Ilona: Powiedz prosze, jak to się stało, że trafiłaś na konferencję PLE?

    Aleksandra: Z PLE zetknełam się po raz pierwszy w czasie moich zajęć. Mój wykładwca – Ricardo Torres Kompen, docent od Information Technology, wprowadził nas w ten temat z racji tego, że razem ze swoimi współpracownikami z Anglii prowadził badania odnośnie platform dla PLE. Jako studenci zostalismy zaangażowani do organizacji konferencji.

    Ilona : W jaki sposób wykładowca zbliżył was do PLE?

    Aleksandra: Na samym początku nie wiedzieliśmy, że będziemy studiować koncept PLE. Na zajęciach przede wszystkim bazowaliśmy na poznawaniu narzędzi sieci 2.0 takich jak Flickr, Twitter czy de.li.cio.us. Po około pół roku studiowania różnych aplikacji nasz wykładowca zadał nam jako pracę poskładanie ich wszystkich w jedno i stworzenie czegoś, co było by naszym perfekcyjnym narzędziem do nauki, czyli generalnie naszym PLE. Zajmowaliśmy się PLE z perspektywy użytkownika. Większość z nas nawet nie miała pojęcia o istnieniu Twittera czy Flickra, nie wspominając już o innych programach. Więc najpierw musieliśmy nauczyć się ich używać, potem debatowaliśmy nad tym jak mogą się przyczynić do naszego procesu nauki. A na koniec wdrażaliśmy praktykę w życie…

    Ilona : A w jaki sposob “złożyłas” twoje PLE? Czym się kierowałaś?

    Aleksandra: Moje PLE było dosyć specyficzne, dlatego, że oparłam je na koncepcie, którego nikt wcześniej nie założył. Dla mnie moje optymalne PLE to … mój własny computer, więc to do czego dażyłam to stworzenie wirtualnej wersji mojego PLE poprzez użycie “web operating systems”, czyli potocznie mówiac wirtualnego desktopu. Przestudiowałam kilka z dostępnych wersji pod względem tego, do jakiego stopnia mogą być one dostosowane do moich potrzeb, czyli pod względem tworzenia i modyfikowania dokumentów, słuchania muzyki, edytowania zdjeć, ale też z drugiej strony pod względem możliwości linkowania moich narzędzi sieci społecznych. Najlepszą platformą okazał się G.ho.st, który niestety obecnie już nie istnieje. Ale stworzyłam też moje PLE na bazie Ajax Windows. Ma więcej ograniczej, ale służy w miarę dobrze, no i wciąż jest na sieci …

    Ilona : Wróćmy teraz do konferncji PLE – jak ją oceniasz?

    Aleksandra: Myslę, że ze strony organizacyjnej wszystko było naprawdę świetnie przygotowane, było wiele możliwości poznania nowych ludzi i atmosfera naprawdę do tego zachęcała …

    Ilona : Ale…

    Aleksandra: Ale problem dla mnie i moich znajomych z uniwersytetu, którzy pomagali przy organizacji to było ukierunkowanie konferencji. Większość sesji i warsztatów była przeznaczona dla nauczycieli albo profesjonalistów zajmujących się badaniami nad PLE. Dla nas studentów byłoby dużo ciekawiej, gdyby zostały przedstawione nowe metody tworzenia PLE albo nowe platformy i aplikacje, ktróre mogłyby nasze PLE wzbogacić. Generalnie brakowało mi praktycznego podejscia do PLE. Większość konferencji, przynajmniej te sesje, w których uczestniczyłam, dotyczyły głównie konceptu PLE. My mieliśmy nadzieję na to, że dowiemy się np. jak używać PLE na studiach i w pracy.

    Ilona : Rozumiem. Jestem ciekawa, czy Twoje spojrzenie na PLE zmieniło się przez tą konferencję?

    Aleksandra: Powiedziałabym, że się rozszeżyło. Osobiście wciaż mam swoją własną wizję PLE jako miejsca, w którym znajdują się wszystkie materiały, których używam do nauki, rozrywki i generalnie rozwijania się. Natomiast rozmawiając z innymi użytkownikami PLE i słuchajac konferencji, zdałam sobie sprawę, że PLE nie jest tylko tym, czego nauczyl nas nasz wykładowca. Zrozumiałam, że PLE to znaczeniowo dużo szerszy koncept. Generalnie, pierwotne podchodziłam do PLE z punktu czysto wirtualnego, czyli moje pierwotne PLE zawierało jedynie “digital resources”, czyli zasoby wirtualne. Konferencja PLE uświadomiła mi po pierwsze, że PLE może istnieć poza komputerem. Po drugie, że dla wielu, PLE nie jest bazą danych informacji, ale łańcuchem, który łączy wiele informacji i tworzy przez to “ściezkę nauki“.

    Ilona : To z czego składa się Twoje PLE?

    Aleksandra: Moje PLE można podzielić na sekcje, które zresztą są widoczne w ułożeniu mojego pulpitu. Pierwsza część to wszystkie moje dokumenty, prezentacje, artykuły i prace, czyli typowa część biurowa, czyli to, co zazwyczaj nosimy na naszym USB. Druga część to sieć 2.0, czyli linki do Facebooka, Flickra i do moich bookmarków. Generalnie wszystko, co używam na sieci do kontaktowania się ze znajomymi i do szukania informacji. Trzecia część to moje ulubione RSS feeds, które mam zachowane – mój desktop wyświetla mi nowe artykuły, które się pojawiaja w moich ulubionych magazynach. No i dodatkowo to, co cenię w moim PLE to to jak mi pomaga w organizacji, czyli to, że mogę dodać do niego kalendarz, prognozę pogody, listę rzeczy do zrobienia, itp – czyli typowe dla aplikacji internetowych “widgets”. Poza tym z mojego PLE mam bezpośredni dostęp do moich e-maili, które są importowane ze wszystkich moich kont mailowych oraz dostęp do wszystkich komunikatorów, takich jak  Google Talk, MSN, itp.

    Ilona : Czy są jakieś problemy związane z prowadzeniem takiego własnego PLE?

    Aleksandra: Główny problem to stabilność platformy. W związku z tym, że używam mojego PLE na bazie wirtualnego pulpitu, dostep do niego i jego funkcjonalność jest zależna od osób trzecich no i niestety, jak widać na przykładzie G.ho.st, czasami jest to duży problem. Jest wiele innych problemów, na przykład to, że każda platforma oferuje coś innego, więc tak naprawdę cieżko jest znaleźć perfekcyjną wersję, która będzie zawierać wszystko to, czego potrzebuję w moim PLE. Szczerze mówiąc zbudowałam moje PLE ponad rok temu, ale pół roku temu kupiłam jeden z tych małych przenośnych laptopów i odkąd go mam, używam mojego wirtualnego PLE coraz mniej …

    Ilona : Dlaczego?

    Aleksandra: Bo głowną zaletą tego podejścia jest to, że PLE jako wirtualny pulpit jest dostępny z każdego komputera. W tej chwili mój laptop jest na tyle przenośny, że nie potrzebuję wirtualnego dostępu do pulpit, tylko noszę go ze sobą :) Generalnie wszystkie moje aplikacje są dostępne z pulpitu mojego komputera. Muszę jednak przyznać, że dużo łatwiej jest stworzyć taki dostęp z wirtualnego pulpitu niż z tego faktycznego w moim komputerze. Wiec to może być duży plus dla pozostania w wirtualnym PLE.

    To była bardzo ciekawa rozmowa. Bardzo chciałabym się dowiedzieć, jakich narzędzi sieci 2.0 używacie? Co jest Wszym osobistym środowiskiem uczenia się?

    Leave a Reply

    Spam Protection by WP-SpamFree Plugin


    Wirtualne warszaty i mapa myśli

    July 1st, 2010 by Ilona Buchem

    Moi drodzy, już niedługo już za momencik odbędzie się PLE konferencja #PLE_BCN w Barcelonie (8-9 lipca), którą przygotowujemy już od dawna (od dobrych 7 miesięcy). Właśnie dopinam wszystko do końca – przygotowywuję newsletter, prezentację na pecha kucha no i na warsztaty, które poprowadzę wraz z Cristina Costa (UK), Wolfgang Reinhardt (DE) i George Couros (CA) na temat definicji konceptu osobistych środowisk uczenia się. Tutaj możecie zobaczyć początkową kolekcję definicji. Warsztaty te będą miały formę „collaborative mind mapping“, czyli wspólne tworzenie mapy myśli w grupie realne i wirtualnej. W tym celu będziemy posługiwać się programem mindmeister, który daje bardzo wiele możliwści wspólnego tworzenia map myśli w tym samym czasie i asynchronicznie. Zarówno uczestnicy konferencji, jak i wszystkie inne osoby, które mają dostęp do Internetu i konto w minmeister bedą mogły uczestniczyć w tych warsztatach! Także zapraszam Was wszystkich serdecznie do brania udziału i tworzenia wspólnej mapy myśli! Warsztaty te odbędą sie w piątek, 9 lipca 15:45 do 17:00. We wtorek podam na tej stronie linka do początkowej mapy myśli i hasło do zalogowania się w piątek … ciąg dalszy nastąpi …

    Leave a Reply

    Spam Protection by WP-SpamFree Plugin


    Sieci spoleczne i Ning

    June 21st, 2010 by Ilona Buchem

    Rozmawiałam na Skypie z Markiem Hylą, założycielem i moderatorem sieci społecznej SzkoleniaXXIwieku na temat inicjowania i rozwijania sieci społecznych oraz o nowym modelu biznesowym Ning. Oto zapis naszej rozmowy.

    IB: Jest Pan znany w Polskiej spolecznosci e-learningowej. Czym się Pan zajmuje zawodowo? W jaki sposób porusza się Pan na codzień w sieci?

    MH: Zawodowo jestem menedżerem w firmie szkoleniowej – osobą odpowiedzialną za nowoczesne technologie w procesie szkoleń. Z sieci korzystam zarówno zawodowo, jak i pozazawodowo. Zresztą jak się nad tym zastanowić, to oba te zastosowania się ze sobą łączą. Trudno oddzielić ostrą kreską zawodowe i pozazawodowe korzystanie z sieci. No bo na przykład czy pisanie bloga to zastosowanie zawodowe, czy pozazawodowe? Albo korzystanie z LinkedIn? Albo z GoldenLine?

    IB: A dlaczego założył Pan sieć społeczną www.SzkoleniaXXIwieku.pl?

    MH: Chyba z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że postawiłem sobie za cel promowanie i rozwój rynku e-learningowego w Polsce. Po drugie dlatego, iż widziałem bardzo pozytywny wpływ na to jak jestem postrzegany przez książkę, którą napisałem, tzn. “Przewodnik po e-learningu“. Fakt bycia autorem bardzo dobrze wpłynął na mój osobisty brand (markę) na rynku, a blog był znacznie ciekawszą formą nawiązania kontaktu z osobami, zainteresowanymi tematem nauczania przez sieć. Warto też zauważyć, że nie bez powodu zacząłem pisać bloga na środowisku Ning, które pozwala właśnie na tworzenie społeczności, a nie po prostu na pisanie tekstów do poczytania. Zależało mi na tym, aby skupić ludzi, móc nawiązać z nimi kontakt.

    IB: Dla kogo sieć www.SzkoleniaXXIwieku.pl jest przeznaczona? Dla kogo szczególnie interesująca? Kim są uczestnicy tej sieci i co im daje bycie jej częcią?

    MH: Spolecznosc ta jest przeznaczona dla dwóch grup. Pierwsza grupa jest małoliczna – jedynym jej członkiem jestem ja sam :) . Mówiąc poważnie – blog jest dla mnie, tak jak pamiętnik, takim miejscem, gdzie mogę zapisać “sam dla siebie” rzeczy ciekawe, interesujące, ważne z perspektywy czasu, potrzebne do lepszego zrozumienia zmian jakie dzieją się na rynku. Grupa druga – to oczywiście wszyscy uczestnicy sieci. Udało mi się osiągnąć mój początkowy cel – członkami społeczności jest dość szeroki przekrój osób zarówno z firm, instytucji administracji publicznej, szkół i uczelni. Są tu i dyrektorzy, i specjaliści, i wykładowcy akademiccy, i studenci. Mam nadzieję (i to, póki co moim zdaniem, jest wartością dla uczestników sieci), że to, co wydaje mi się interesujące i co zapisuję “sam dla siebie” może być również interesujące dla innych. SzkoleniaXXIwieku mają jednak charakter dość jednostronnego przekazu. Mimo tego, że można bloga komentować, że jest forum, to jednak głównie piszę ja, a inni czytają. Cóż, taka jest specyfika większości blogów…

    IB: Tak, znam ten „problem”. Jakie tematy więc Pan porusza?

    MH:  Inicjuję zagadnienie, które czasem trafiają na podatny grunt i budzą dyskusje. Poruszam tematy interesujące mnie, obejmujące przede wszystkim nowoczesne technologie szkoleniowe, styk człowiek – technologia, innowacje technologiczne, które mogą wpłynąć na nasze życie, na to w jaki sposób postrzegamy świat, w jaki sposób się uczymy (w bardzo szeroko pojętym tego słowa znaczeniu).

    IB: Z pewnością chciałby Pan, aby więcej inicjatywy wykazywali uczestnicy, np. sami inicjowali nowe tematy lub więcej komentowali …

    Myślę o tym, by spróbować w ciągu najbliższych miesięcy lepiej wykorzystać potencjał tych prawie 750 osób, które są członkami społeczności. Planuję, by celebrując 1000 osobę wprowadzić jakieś istotne zmiany w formule społeczności, np. bardziej otworzyć społeczność, złamać trochę formułę jednostronnej komunikacji na rzecz oddania trochę większego pola dla uczestników. Oczywiście wymagało to będzie znacznej pracy stymulacyjnej z mojej strony – ale postaram się tego dokonać. Zadowolony nie jestem, ale nie obrażam się na rzeczywistość. Wiem, że taka jest specyfika sieci, społecznościowych mediów. Wiem jednak, że w dużej liczbie osób, z którymi nawiązałem kontakt tkwi ogromny potencjał. Chcę ten potencjał spróbować wykorzystać. Dlatego zachęcam ludzi do uczestnictwa w społeczności, zostawiania swoich danych, tworzenia profili. Wiem jednocześnie, że działa to na moją niekorzyść jeżli chodzi o liczbę odwiedzin na blogu – utworzenie własnego profilu to jednak dla wielu osób pewna bariera …

    IB: Jaka będzie Pana strategia? Jak chce Pan zaktywować członków społeczności?

    MH: Jak to osiągnąć? Szczerze powiedziawszy jeszcze nie wiem. Muszę zaproponować coś ciekawego, coś co da wartość uczestnikom sieci. Może od czasu do czasu będziemy robić jakieś ciekawe badania ankietowe, albo będę wysyłać do wszystkich personalnego e-maila z prośbą o wsparcie inicjatywy. Może otworzę formułę społeczności tak, aby każdy jej uczestnik mógł pisać tutaj swojego bloga. Może otworzę grupy zainteresowań. To tylko kilka pomysłów…

    IB: To ciekawie pomysły. A ma pan jakis model, wzór? Czy jest jakaś sieć społeczna, która jest dla Pana przykładem?

    MH: Mam raczej kilka inspiracji. Ninga wybrałem zachęcony przez Elliotta Masie, który na tym środowisku otworzył “LearningTown“. Zobaczyłem, że można zbudować społeczność liczącą tysiące osób w skali światowej. Stamtąd też zaczerpnąłem np. pomysł grup zainteresowań. Śledzę rozwój różnych trendów w zakresie komunikacji społecznościowej. Na przykład zmiany na LinkedIn pokazują co się zmienia, na co stawiają znacznie bardziej doświadczeni w komunikacji gracze. Przykładem jest coraz bogatsze i lepsze poznawanie ludzi poprzez sieci społeczne. To już nie są tylko podstawowe dane, ale (jeżeli, oczywiście, jest taka wola członka społeczności) możliwość poznania jego gustów czytelniczych, planów podróży itp. Do tego dochodzi oczywiście, coraz doskonalszy profil doświadczeń zawodowych. Innymi słowy – sieci społeczne pozwalają na coraz lepsze zdefiniowanie siebie – z korzyścią zarówno dla siebie samego, np. poprzez lepsze szanse rekrutacyjne, oraz innych, np. poprzez sprawniejsze znalezienie osób, które mogą pomóc w realizacji zawodowych czy pozazawodowych celów.

    IB: Moje następne pytanie odnosi się do Ning: Niedawno Ning ogłosił, że zamyka wszystkie swoje darmowe serwisy. Jak zareagowal Pan na ten nowy model biznesowy Ninga? W jaki sposób te zmiany wpłynęły na SzkoleniaXXIwieku?

    MH: W zasadzie nie wpłynęło to w żaden sposób na SzkoleniaXXIwieku, gdyż od zawsze korzystam ze środowiska płatnego. Moja reakcja była ostrożnie pozytywna. Chciałbym wierzyć w to, że ruch Ning sprawi, iż serwis będzie lepszy, bogatszy w funkcje, sprawniej działający, z mniejszą liczbą błędów. Działa to, oczywiście, na niekorzyść osób, które założyły społeczności w modelu darmowym, niemniej mówi się coraz częściej o tym, że model wartościowych serwisów w Internecie za darmo zaczyna się kończyć. Nie mam nic przeciw płaceniu rozsądnych pieniądzy za wysoką wartość usług.  Na razie nie odczułem zmian, chyba na to za wcześnie. Pojawiły się wprawdzie jakieś nowe funkcje, ale nie nastąpiła żadna rewolucja.

    IB: Na koniec proszę jeszcze powiedziec tym osobom, które same chciałayy założyc podobną sieć społeczną. Co jest ważne, jeżeli chce się (a) zainicjować i (b) umożliwić rozwój własnej sieci społecznej?

    MH: Moim zdaniem – trzeba chcieć to robić DLA SIEBIE. Jeżeli liczy się na to, że każdego dnia będziemy mieli setki czy tysiące odwiedzających, to szybko się zniechęcimy. Trzeba starać się być regularnym w tym, co się robi. Jeżeli podejmiemy decyzję, że piszemy co tydzień, to róbmy to co tydzień. Jeżeli mamy to robić co trzy dni, to utrzymujmy ten rytm. Ja staram się każdego miesiąca opublikować kilkanaście wpisów na blogu. Trzeba określić i trzymać styl bloga. Tworzyć go tak, aby ten styl był spójny. Trzeba też rugować z sieci osoby, które nie są gotowe podporządkować się takiemu stylowi. Ja np. byłem zmuszony usunąć profil osoby, która miała nieodpowiednie dla stylu naszej sieci zdjęcie. Mam też praktykę witać indywidualną wiadomością każdego nowego członka społeczności. Raz na kilka dni przeglądam listę nowych członków i wysyłam takie powitanie. Poświęcam na te wszystkie zadania pewnie 2 godzin tygodniowo. To może wydawać się dużo, ale tak czy siak – pewnie połowę tego czasu i tak poświęcałbym na szukanie, czytanie raportów, analizy itp. To co robię dodatkowo to dzielenie się swoimi przemyśleniami z innymi. Nie robię tego czysto altruistycznie. Poprzez moje działania w sieci buduję moja osobistą markę. Moja marka pomaga mi w biznesie, określa mnie w sieci, buduje znacznie doskonalszy profil niż wszystkie LinkdIny razem wzięte.

    IB: Dziekuję bardzo za rozmowe. Bardzo chętnie porozmawiam z Panem następnym razem na temat budowania własnej marki w sieci. To też bardzo ciekawy temat …

    Leave a Reply

    Spam Protection by WP-SpamFree Plugin


    Po co komu Twitter?

    June 14th, 2010 by Ilona Buchem

    Ostatnio Joanna zapytała mnie, dlaczego właściwie tweetuję (= używam Twittera). Kilka innych osób też zadało mi to pytanie, więc myślę, że jest to temat ciekawy dla wielu, szczególnie tych nie-tweetujących. Oto zapis naszej rozmowy:

    Joanna: Wiem, że zawzięcie tweetujesz. Kiedyś napisałaś, że czytasz nowe Tweety jeszcze przed poranną kawą… Co takiego daje ci Twitter?  Na czym polega  jego „czar“? Pytam oczywiście pod kątem procesu uczenia się, bo rozumiem, że informacja o tym że ktoś właśnie idzie na kawę niekoniecznie wzbogaca cię naukowo. Twitter jest na pewno szybkim zródłem informacji, ale czesto jest to informacja z drugiej reki, w dodatku podana w telegraficznym skrócie, a nie każdy jest urodzonym sprawozdawcą, czy reporterem. Szybkie zródło informacji niekoniecznie oznacza dobre i rzetelne zródło informacji….

    Ilona: Właśnie z Twitterem jest odwrotnie! Jest świetnym zródłem informacji – zarówno z pierwszej ręki (np. Tweety na temat konferencji PLE) jak i z drugiej ręki (np. Re-Tweety (RT), czyli informacje przez kogoś już ocenione jako wartościowe i dlatego przekazane dalej). Ale masz rację, Twitter jest mieszanką przeróżnych typów informacji i ważne jest, aby umieć filtrowac to, co jest subjektywnie ważne, interesujące itd. Chociaż to, co jest ważne i interesujące może się dosyć często zmieniać. Ja na przykład mam takie momenty, kiedy jestem tylko ukierunkowana na odbiór informacji fachowych i ignoruję Tweety, które donoszą o sprawach osobistych. Jednak czasami właśnie te osobiste Tweety są dla mnie bardzo ważne i cieszę się, że mogę w ten sposób być w kontakcie z ludzmi na innych płaszczyznach niż poziom zawodowy. Twitter to taka mieszanka publiczności i prywatności. I to właśnie jest w nim ciekawe. Każdego dnia możesz znaleść na Twitterze coś, co cię zainspiruje, ucieszy albo skłoni do myślenia, albo podsunie ci prosto „pod nos“ informację, której szukałaś już od dawna.

    Joanna: Czyli, kiedy wchodzisz na Twittera to z góry wiesz po co?

    Ilona: Czasami wiem, czasami nie. Najczęściej po prostu idę z falą i odkrywam w tym potoku informacji jakieś nowe wzory. Dam ci przyklad. Jakiś czas temu zapomnialam zupełnie, że miała być w TV transmisja z Eurowizji, a bardzo chciałam ją w tym roku zobaczyć, bo Niemcy mieli przesympatyczną kandydatkę (Lenę), ktróra nota bene wygrała.  Było już póżno i zaczełam szukać w Internecie, czy Lena już miała występ. Nie mogłam znalezć nic aktualnego, ani przez Google, ani przez strony programów TV. No i myślałam, że już przegapiłam. Wysłałam więc przez Twittera zapytanie, jak dała sobie radę Lena. W ciągu kilku sekund dostałam na tego Tweeta (wiadomość na Twitterze) kilka odpowiedzi! Okazało się, że wystep był jeszcze przed nami. Przez te Tweety odkryłam hasło tzw. taga #eurovision, za pomocą którego mogłam prześledzić wszystko to, co do tej pory zostało na Twitterze napisane na temat Eurowizji. Okazało się, że ludzie tweetowali już od kilku dobrych godzin na ten temat -  komentowali, co się dzieje, kto ma jakie szanse, kto miał dobry występ itp. Było też wiele dowcipnych Tweetów – przy kilku naprawdę śmiałam się do rozpuku!  Za pomocą Taga #eurovision zaczełam uszestniczyć w tym globalnym tweetowaniu  – komentowałam, odpowiadałam, re-tweetowałam. To była super zabawa! Jak wiesz, transmisje Eurowizji nie są najlepszą rozrywką pod słońcem, ale przez Twittera uczestniczyłam w bardzo fajnej globalnej party. To tak, jakby moi znajomi byli u mnie i razem komentowalibyśmy to, co się dzieje w TV. Było wesoło i miło spędziłam czas. Gdyby nie Twitter, to pewnie wyłączyłabym TV po 5 minutach. A tak, bez wychodzenia z domu byłam częścia społecznego, interaktywnego wydarzenia. Teraz coś podobnego dzieje się w związku z mistrzostwami świata w piłce nożnej … polecam hasło #worldcup!

    Joanna: Czy umiesz ocenić ile czasu dziennie poświecasz tweetowaniu? Jakby tak zebrać te sekundy, minuty razem?

    Ilona: Cieżko powiedzieć. Czasami pół godziny dziennie, czasami 15 minut, czasami 5 minut. Ale prawie codziennie wchodzę i patrzę co się dzieje, o czym się dyskutuje.

    Joanna: Czy zamiast np. czytać tweety o konferencji albo z konferencji, nie lepiej jest na niej być? Albo w tym czasie przeczytać artykuł z dobrego czasopisma naukowego?

    Ilona: Tak, dobrze być na konferencji, ale nie możesz być na wszystkich i zawsze. Dlatego jeżeli coś cię bardzo interesuje, a nie masz czasu godzinami śledzić livestreamów, możesz sobie taką kwintesencję przeczytać właśnie na Twitterze. Na podstawie Tweetów dowiadujesz się wtedy, jakie były najważniesze tematy, co ludzi poruszyło i o czym sie mówiło. A jeżeli to cię dalej interesuje, na pewno znajdziesz też pośród Tweetow linka na bloga, gdzie będziesz mogła poczytać więcej … Ale zapomniałyśmy w naszej rozmowie o najważniejszym aspekcie Tweetera – o ludziach, którzy są jego częścią. Porozmawiajmy następnym razem na ten temat pod kątem PLN – Personal Learning Networks …

    Leave a Reply

    Spam Protection by WP-SpamFree Plugin


    Cyfrowi tubylcy i gra w szkołę

    May 28th, 2010 by Ilona Buchem

    Czy nauczyciele w Polsce są dobrze przygotowani na pokolenie cyfrowych tubylców? Opdowiedzi na to pytanie szukałam w rozmowie z Lechosławem Hojnackim – nauczycielem i konsultantem, zajmującym się implementacją nowoczesnych technologii informacyjnych w procesie kształcenia dorosłych, przede wszystkim nauczycieli.

    IB: Ten kto zajrzy na Pana stronę internetową  http://www.hojnacki.net odkryje szybko, że jest Pan aktywny na wielu serwisach internetowych. Czym się Pan aktualnie zajmuje zawodowo?

    LH: W tej chwili pracuję jako wykładowca w  Kolegium Nauczycielskim w Bielsku-Białej. To taki niszowy w Polsce system kształcenia nauczycieli na poziomie trzyletnich studiów zawodowych, zbliżony bardziej do szkoły (niewielka liczba studentów, sporo praktyk) niż uniwersytetu. Jednocześnie pracuję jako konsultant w Regionalnym Ośrodku Metodyczno-Edukacyjnym “Metis” w Katowicach i zajmuję się implementacją tzw. nowych technologii w procesie dydaktycznym.

    IB: Ma Pan więc szerokie spojrzenie na zastosowanie TIK (technologii informacyjno – komunikacyjnej) w edukacji. Czy szkolenia nauczycieli w Polsce obejmują standardowo  tematy e-pedagogiczne? W jakim zakresie szkoleni są nauczyciele w temacie e-learningu 2.0? Jak to wygląda w przypadku czynnych nauczycieli,  a jak w przypadku studentów-adeptów?

    LH: Czynni nauczyciele w pewnych okresie swojego rozwoju zawodowego muszą się wylegitymować dowodami opanowania TIK. Na poziomie awansu zawodowego na nauczyciela mianowanego są to “umiejętności wykorzystywania w pracy technologii informacyjnej i komunikacyjnej;” natomiast na poziomie nauczyciela dyplomowanego (najwyższym) – „podejmowanie działań mających na celu doskonalenie warsztatu i metod pracy, w tym doskonalenie umiejętności stosowania technologii informacyjnej i komunikacyjnej”. Od nauczyciela stażysty i kontraktowego (najniższe) nie wymaga się w tym zakresie niczego. Nie ma jednak sztywnych reguł, co to znaczy “wylegitymować się” i duża część nauczycieli korzysta w tym celu ze szkoleń prowadzonych przez ośrodki doskonalenia nauczycieli lub inne instytucje, m.in. w ramach projektów unijnych. W praktyce posiadanie pewnej liczby zaświadczeń o ukończeniu szkoleń, ocenianych częściej w kategorii liczby godzin niż treści i poziomu – jest wystarczającym dowodem posiadania stosownych umiejętności. Członkowie komisji oceniają tylko dostarczone dokumenty określające umiejętności związane z TIK w warsztacie dydaktycznym i czynią to przez pryzmat własnej wiedzy i świadomości.

    Są to najczęściej spotykane źródła systemowej motywacji zewnętrznej dla nauczycieli. Jak widać nie ma tu miejsca na rozróżnienia dotyczące stosowania konkretnych metod, konkretnych typów serwisów, sposobów komunikowania się, w tym e-learningu 2.0. Ponadto, idąc dalej tropem systemowych uregulowań, komisje powoływane dla oceniania dokonań nauczycieli na kolejne stopnie awansu zawodowego nie tylko nie mają wytycznych, ale nawet możliwości kompetentnego oceniania metodycznych aspektów TIK – nie muszą mieć w swoim składzie ekspertów w tej dziedzinie.

    Są też uwarunkowania hamujące rozwój e-learningu 2.0 w szkołach:

    1. Organy nadzoru pedagogicznego (kuratorzy oświaty)  otrzymali wytyczne, aby czynnie zapobiegać ujemnym zjawiskom takim jak cyfrowa agresja i inne niebezpieczeństwa ze strony Internetu, dlatego dyrektorzy szkół (notabene w Polsce posiadający bardzo mały w stosunku do wielu krajów rozwiniętych zakres samodzielności) często uznają -  bardzo racjonalnie – że większym zagrożeniem dla ich interesów służbowych jest nadmiar kontaktu uczniów z Siecią, niż wielostronne jego obwarowania, a w praktyce – ograniczenia.

    2. Chyba większość polskich szkół dysponuje pracowniami otrzymanymi z, nazwijmy to, centralnego przydziału. Zdecydowana ich większość jest oparta na Windows oraz serwerach SBS o specyficznej konfiguracji. Konfiguracja ta opiera się na tzw. “filtrach treści niepożądanych” oraz kontrolowaniu i analizowaniu całego ruchu sieciowego przez serwer, który w efekcie, w standardowej konfiguracji blokuje nie tylko niepożądane strony, słowa i złośliwe skrypty, ale także wiele pożądanych stron, nieszkodliwych słów oraz bardzo potrzebnych skryptów. W praktyce w wielu szkołach używa się w związku z powyższym komputerów, na których nie da się uruchomić np. większości serwisów z epoki Web 2.0, ponieważ poprawnie działają tylko stare, statyczne strony nie zawierające żadnych skryptów (np. osadzonych filmików, edytorów online etc.). Takie pracownie skutecznie chronią szkołę przed Web 2.0. W związku z czynnikami opisanymi w punkcie 1. oraz z braku stosownych umiejętności, a często i świadomości, ta bardzo zła z punktu widzenia nowoczesnego korzystania z Sieci konfiguracja nie jest modyfikowana.

    IB: Wnioskuję z tego, że sieć społeczna jest przez szerokie grono ludzi traktowana jako zagrożenie?

    LH: To niestety powszechna postawa. Czasem artykułowana dość wprost np. w kategoriach zagrożeń, agresji, groźby uzależnienia lub jako bezwartościowy strumień śmieciowej informacji. Czasem świadomie lub częściej nieświadomie ta postawa ukrywana pod poglądami typu “nic nie zastąpi książki”, “skoro ONI używają ciągle Sieci to ktoś wreszcie musi ich nauczyć obywać się bez niej lub posługiwać się innymi narzędziami”, “a jak nie będzie komputera, kalkulatora, a jak braknie prądu, to będzie katastrofa”.

    IB: Muszę przyznać, że w Niemczech sytuacja wygląda jednak lepiej, ponieważ osiągnieto poziom, na którym przeważa już pragmatyczne pytanie „jak?“, np. „Jak możemy wporowadzić elementy sieci społecznej w szkołach?“. A jakie sa pozostałe wyzwania związane z kształceniem nauczycieli w tematyce e-learningu 2.0? Jakie strategie pedagogiczno-dydaktyczne sprawdzają się w praktyce? W jaki sposób wprowadza Pan nauczycieli w świat sieci społecznych?

    LH: Dziś wyraźnie widać, gdzie wiekowo przebiega granica między typowymi cyfrowcami, a bardziej tradycyjnie ukształtowanym pokoleniem uczniów. Nauczyciele szkół podstawowych zapoznani z faktami, zestawieniami, wynikami badań, naturą ważniejszych zjawisk – dość gremialnie dają się łatwo przekonać, iż jest to problem, z którym muszą się zmierzyć, bo po prostu otrzymują obraz sytuacji dobrze wyjaśniający obserwowane przez nich u uczniów zjawisk społecznych wywołanych  Web 2.0. Dla odmiany statystycznie zdecydowanie najtrudniej jest pracować z nauczycielami szkół ponadgimnazjalnych. W tej grupie nauczycieli najczęściej spotykam się z odmową, obrazą nawet. Nie widzą jeszcze konieczności zmiany metod pracy, populacja ich uczniów jeszcze nie jest w pełni cyfrowymi tubylcami i jeszcze da się próbować pracować po staremu. To smutne zjawisko, bo rozsądek wskazuje, że młodzież licealna byłaby najwdzięczniejszą grupą uczniów do metod i form pracy epoki Web 2.0.

    Czynnych nauczycieli zatem staram się na początku przekonać, że ich “klienci” zmienili się i będą się zmieniać dalej, w związku z czym oni muszą starać się podążać za zmianami (uwaga) wbrew ustrojowi organizacyjnemu szkoły, który rzeczywiście niesłychanie utrudnia postęp (uwaga: także w aspektach przeze mnie wcześniej tu nie wymienionych). Staram się także zaczynać od najprostszych technologicznie rozwiązań, które dają maksimum efektu przy minimalnych umiejętnościach, ale jakoś przynależnych do Web 2.0. Na przykład na początek wprowadzamam bloga na Bloggerze jako tablicę ogłoszeniową. Zaczynam więc od przekazu jednokierunkowe, ale z łatwością podejmowania dalszych kroków.

    Studentów traktuję zgoła inaczej, ponieważ tu jestem w stanie ustalić bardziej drastyczne reguły. Niezależnie od treści programowych, specjalności, roku i trybu studiów, wprowadzam jako obowiązującą metodę grupowy projekt oparty (przynajmniej  technicznie) na serwisach Web 2.0. Treści merytoryczne stawiam na drugim planie za zasadami współpracy, samozarządzania, angażowania ekspertów z zewnątrz, publikowania efektów, autoprezentacji w Sieci itd. Moje podejście wynika z tego, że zdecydowana większość studentów po raz pierwszy w życiu spotyka się z faktyczną metodą konstruktywistycznego projektu grupowego dopiero po maturze! Wielu z nich wykazuje także zasadnicze braki w podstawowych umiejętnościach komunikacyjnych związanych z TIK, wbrew kilkuletniemu cyklowi nauki tego przedmiotu w poprzednich etapach kształcenia.

    IB: Tak ten deficyt mają też studenci w Niemczech. Wynika to często z tego, że większości nauczycieli/wykładowców brakuje po prostu doświadczenia i umiejętności w wirtualnej współpracy, kooperacyjnych technikach, samoorganizacji na poziomie grupowym. A czy Pana zdaniem szersze kompetencje, lepsze zrozumienie mają uczniowie lub studenci? Kto rozumie zalety wirtualnej pracy grupowej i potrafi pracować/uczyć się w zdecentralizowanych, nieuporządkowanych hierarchicznie, wirtualnych grupach?

    LH: TAK, dzieci i młodzież żyją w Sieci bardziej i głębiej, niż sami to widzą, bo dla nich Sieć jest  przezroczysta. To zjawisko jest podobne w swojej naturze do szczerej deklaracji uczniów, że nie PISZĄ tylko esemesują, czatują. Oni nie nazywają tego pisaniem, traktują tak, jak my rozmowę. Natomiast dość powszechnie oddzielają tego rodzaju aktywności od szkoły, nie tylko ze względu na uwarunkowania, o których mówiłem wyżej lub takie jak powszechny zakaz używania komórek w szkole. To zjawisko tzw. “gry w szkołę” oznacza, że obie strony procesu (nauczyciel i uczeń) w szkole  używają reguł, których nie traktują jako przekładalne na świat zewnętrzny. Ani nauczyciele nie mają motywacji do uczenia np. komunikowania się w Sieci, ani uczniowie tego od nich nie oczekują.

    IB: Wspomniał Pan, że dzieci i młodzież nie piszą tylko esemesują i czatują. Na pewno często spotyka się Pan z pytaniem, czy takie praktyki nie zagrażają podstawowym kompetencjom pisania i czytania? Jak odpowiada Pan na takie pytania?

    LH: Jeżeli uznać, że taki rodzaj kompetencji, do którego przyzwyczaiły nas doświadczenia poprzednich pokoleń i nasze własne, to kompetencje prawdziwe, jedynie słuszne, stosowalne w przyszłości, albo nawet tylko “potencjalnie akceptowalne dla większości populacji cyfrowców”, to oczywiście czaty i esemesy stanowią zagrożenie.  Przy całym moim osobistym przywiązaniu do sztuki pisania i czytania oraz wielkiej literatury (proszę zauważyć, odruchowo zacząłem odpowiedź od zasygnalizowania, że stoję po tej samej stronie barykady, co inni imigranci cyfrowi), widzę wyraźną analogię do skądinąd bardzo słusznego twierdzenia, że rozwój motoryzacji zagraża zdrowym nawykom długich spacerów oraz kompetencjom jazdy konnej. Sam jeżdżę konno dobrze i od zawsze. Jednak na codzień poruszam się samochodem, a koń jest tylko moim hobby, ukłonem w stronę tradycji, zdrowym spędzaniem wolnego czasu i gimnastyką. To samo spotyka dziś tradycyjne formy przekazu tekstowego.

    IB: I na tym moglibyśmy już właściwie zakończyć naszą rozmowę, ale zadam jeszcze jedno pytanie: Czy udało się już Panu zarazić swoim entuzjazmem dla nowych technologii wielu nauczycieli?

    LH: Uchodzę za skutecznie zarażającego. Jeżeli ktoś mnie personalnie do czegoś wynajmuje, to znacznie częsciej do zarażania, inicjowania, uświadamiania niż np. do późniejszego systematycznego szkolenia. Niestety ciągle szkoła w Polsce obfituje w czynniki zrażające bardziej niż zarażające, ale w ciągu ostatnich dwóch lat widzę bardzo wyraźną zmianę nastawienia nauczycieli – na lepsze.

    Jakie są Wasze/Państwa doświadczenia i opinie na temat wprowadzania e-learningu 2.0 w szkołach? Dziękujemy za komentarze!

    Leave a Reply

    Spam Protection by WP-SpamFree Plugin


    Kognitywistyka i e-learning 2.0

    May 17th, 2010 by Ilona Buchem

    Badaniami nad e-learningiem zajmuje się pedagogika, informatyka, psychologia, socjologia, etnografia … oraz kognitywistyka. Czym zajmuje się kognitywistyka i czego od kognitywistyki może nauczyć się e-learning? Na ten temat rozmawiałam z Markiem Goliaszem z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz autorem bloga mechanikaumyslu.pl. Oto zapis naszej rozmowy:

    IB: Czym zajmuje się właściwie kognitywistyka?

    MG: Kognitywistyka jest nauką zajmującą się umysłem i jego funkcjami – myśleniem, uczeniem się, językiem, świadomością, emocjami. Jest to nauka o szeroko pojętym poznaniu. Cechą wyróżniającą kognitywistykę jest jej multidyscyplinarność – są w niej wątki psychologiczne, filozoficzne, informatyczne oraz neurobiologiczne.

    IB: A jak wykorzystywuje się kognitywistykę w e-learningu?

    MG: Jednym z zastosowań kognitywistyki jest problem wizualizacji danych – jak złożone pojęcia przedstawiać tym, którzy spotykają się z nimi po raz pierwszy. Standarowym przykładem wykorzystania nauk poznawczych w e-learningu jest teoria obciążenia poznawczego (cognitive load theory) Johna Swellera. Osobiście uważam, że w e-learningu jest szerokie pole do popisu dla kognitywistyki, ponieważ wiedza ekspercka i technologia nie wystarczą do zbudowania efektywnych środowisk przekazu wiedzy.

    IB: Dlaczego nie wystarczają wiedza ekspercka i technologie? Co tutaj proponuje kognitywistyka?

    MG: Obserwując sposoby wymiany wiedzy przez internet zauważam, że często eksperci nie przejmują się sposobem przekazu wiedzy, a firmy zajmujące się wdrażaniem e-learningu za bardzo stawiają na zachwycenie kursantów efektami graficznymi. Na mój sposób myślenia o przekazie wiedzy wpłynęło zdanie Cushinga Andersona – “Dobre szkolenie jest zawsze kompromisem między możliwościami percepcyjnymi osoby szkolonej a metodą prezentacji wiedzy i sposobem jej dostarczenia”. Badania kognitywistyczne pozwalają określić owe możliwości percepcyjne.

    Jednym z przykładów takich zastosowań jest zasada podwójnego kodowania sformułowana przez Paivio, zgodnie z którą, jesteśmy w stanie efektywniej kodować docierający do nas przekaz, jeśli wykorzystujemy zarówno wzrok jak i słuch. Dalsze badania pokazały, że wzrokowo lepiej kodujemy to, co konkretne, a to, co abstrakcyjne lepiej przyswajami słuchowo. Lepsze kodowanie oznacza w tym kontekście lepsze zapamiętywanie i późniejsze wydobycie z pamięci.

    IB: Jakie są dla Pana najbardziej zaskakujące wyniki badań kognitywistycznych?

    MG: Myślę, że bardzo ciekawym wynikiem na gruncie kognitywistyki było odkrycie przez Millnera i Goodale dwóch szlaków przetwarzania wzrokowego (two streams hypothesis) – jednego na użytek percepcji, a drugiego na użytek działania. Na poziomie mózgu za każdy z nich odpowiada osobny szlak neuronowy. Badanie to rzutuje na nasz sposób myślenia o percepcji jako o mechanizmie biernego przyswajania tego, co znajduje się na zewnątrz. Coraz więcej współczesnych badań pokazuje, że percepcja służy przede wszystkim sprawnemu działaniu.  Więcej o tym można przeczytać w wydanej przez PWN książce “Mózg wzrokowy w działaniu“. W dziedzinie uczenia się, a więc bliżej zagadnień e-learningu, duży wpływ wywarła na mnie książka Manfreda Spitzera “Jak się uczy mózg“. Autor pisze w niej o tym, że sieci neuronowe w naszym mózgu uczą się bez przerwy. Najbardziej wydajnym sposobem uczenia się jest więc zapoznawanie się z jak największą liczbą przykładów. Spitzer dowodzi, że nasz mózg potrafi sam wyekstrahować z tych przykładów reguły i zasady. Czyż nie jest to znaczący wynik dla metodyków e-learningu i wszystkich zajmujących się nauczaniem?

    IB: Jak najbardziej. Mysle, że z wynikami takich badań powinni zaznajomić się wszyscy, którzy zajmują się nauczaniem. Moje kolejne pytanie dotyczy pola badań kognitywistyki. Powiedział Pan, że kognitywistyka zajmuje się percepcją na poziomie indywiduum:

    Czy w kognitywistyce jest też nurt, który zajmuje się grupowymi zjawiskami, takimi jak współpraca międzyludzka, kooperacja?

    MG: Tak, coraz więcej badaczy zajmuję się takimi zagadnieniami jak poznanie społeczne (social cognition). Przykładem badań w tej dziedzinie jest odkrycie neuronów lustrzanych, czyli takich komórek nerwowych w korze premotorycznej, które aktywują się gdy obserwujemy czynności podejmowanych przez innych. Wyniki te są podstawą do tego, aby zdefiniować na nowo pojęcie empatii. Rozumiem jednak intencję Pani pytania. O tym jak skuteczne jest uczenie się od siebie nawzajem świadczy dynamika rozwoju forów internetowych i list dyskusyjnych. Trudno mi wskazać na konkretne badania, które opisywałyby ten fenomen. Widocznie, jest jeszcze wiele do zrobienia :)

    IB: Bardzo interesuje mnie właśnie social cognition, distributed cognition. Do tego nawiązuje też moje następne pytanie:

    Czy z perspektywy kognitywisktyki jest różnica między e-learningiem 1.0 a e-learningiem 2.0? Czy sieci społeczne zmieniają coś w na poziomie percepcji?

    MG: Na początku krótko objaśnię dlaczego trudno wypowiadać się “z punktu widzenia kognitywistyki”. Otóż nauka ta nie ma jednolitego paradygmatu. 30 lat temu kognitywistyczne badania umysłu cechowało założenie  – mózg jako komputer, a umysł jako wykonywany na tym komputerze program. Badania z różnych dziedzin naukowych, szczególnie psychologii i filozofii umysłu, ukazały słabość takiego podejścia. Kognitywistykę należy więc traktować bardziej jako szerokie spektrum badań i badaczy skupionych wokół tematyki funkcji umysłu. Dlatego też często wykluczające się stwierdzenia reprezentują punkt widzenia kognitywistyki.

    Mogę więc wyrazić swoje zdanie w oparciu o wiedzę, która składa się na szeroko pojęte nauki poznawcze.  Sądzę, że e-learning 2.0. jest pozytywnym zjawiskiem. Zagrożeniem jakie widzę jest tu jakość przekazywanej wiedzy. O tym jak pogodzić wiarygodność przekazu z zaangażowaniem internautów opowiem na przykładzie projektu student.pl, przy którym aktualnie pracuję. Rzecz polega na udostępnieniu kursu z pewnej dziedziny na kilku poziomach zaawansowania. Główna idea polega na tym, że ci, którzy wiedzą już więcej tzn. ukończyli pierwszy i drugi stopień, dzielą się swoją wiedzą z tymi, którzy dopiero rozpoczynają. Nie wymaga to żadnej szczególnej technologii, wystarczy forum i czat udostępnione w ramach platformy Moodle. Na efekty tego rozwiązania dopiero czekam, ponieważ projekt dopiero startuje.

    IB: Co ma Pan na myśli mówiąc “efekty”? Jakie efekty będą przedmiotem badań w tym projekcie?

    MG: Efektem będzie to, że kursanci będą chcieli angażować się coraz bardziej w kurs. Z jednej strony będą osiągać kolejne etapy, a z drugiej chętnie i rzetelnie wspierać tych, którzy są na wcześniejszych etapach. Rzetelność tego jak “starsi” wspierają młodszych będzie oceniana przez eksperta przygotowywującego kurs.

    IB: Czy na osiągniecie tych efektów, np. zaangażowanie, wymianę i wzajemną pomoc między uczacymi się, mają wpływ jakieś czynniki, którymi zajumje się kognitywistyka?

    MG: Tak, moim zadaniem jest właśnie zapewnić odpowiednią formę przekazu. Jednym ze sposobów jest odwołanie się do wiedzy, którą uczestnicy kursu mają “na wejściu”. Chodzi o to, aby używać tam gdzie to najbardziej potrzebne metafor i języka konkretu odwołujących się do codziennych doświadczeń i elementarnej wiedzy. Innym sposobem jest oddziaływanie na głębokość przetwarzania wiedzy. Bardzo często bowiem interakcja to tylko przeciąganie i klikanie. Nie trzeba znać badań psychologicznych, aby wiedzieć, że im lepiej opracujemy materiał, im bardziej się na nim skupimy, tym więcej w nas pozostanie. Środkiem do tego mogą być chociażby zadania polegające na napisaniu dłuższej wypowiedzi na forum czy hasła w słowniku.

    IB: W jaki sposób diagnozuje Pan wiedze “na wejsciu” i podejmuje decyzję o tym, jaką metaforę, jaki zwrot językowy zastosować?

    MG: Przyznam szczerze, że nie mam tu złotych zasad. Dla mnie punktem wyjścia jest zapewne znana Pani koncepcja metafor Georga Lakoffa, która dała podwaliny językoznawstwa kognitywnego oraz jej rozwinięcia. Lakoff twierdzi, że nasz system pojęciowy jest tak bogaty właśnie dzięki metaforze. Pojęcia abstrakcyjne biorą swój początek z naszych interakcji ze światem, z tego w jaki sposób się poruszamy itd. Stąd też diagnozowanie wiedzy wejściowej nie zawsze jest obowiązkowe, aby używać dobrych metafor. Pozwolę sobie przytoczyć pewną anegdotę o wybitnym fizyku R. Feymanie, którą słyszałem od swojego promotora. Otóż Feyman przysłuchiwał się kiedyś rozmowie dwóch matematyków zajmujących się bodajże topologią. Choć nie znał tematu pozwolił owym matematykom rozwiązać spór, który toczyli. Gdy zapytali go jak to zrobił powiedział, że gdy oni rozmawiali on wyobrażał sobie to co mówią jako wklęśniętą piłkę tenisową. Jest to dla mnie doskonały przykład tego, w jaki sposób metafora jest kluczem do zasobów naszego umysłu.

    IB: To bardzo ciekawe zagadnienie: Metafory jako centrum międzyludzkiej komunikacji. Więcej na ten temat przeczytać można w książce “Metafory w naszym życiu”. Dziekuję za tę interesującą rozmowę!

    Moje pytanie do czytelnikow: Jak sądzicie, w jakim kierunku powinny zmierzać badania kognitywistyczne, tak aby można było lepiej zrozumieć i zaprojektować procesy związane z sieciami społecznymi i osobistymi środowiskami nauczania się?

    Leave a Reply

    Spam Protection by WP-SpamFree Plugin


    Co to jest PLE? Proba definicji.

    May 11th, 2010 by Ilona Buchem

    W naszej dyskusji na temat Personal Learning Environments (PLEs), czyli osobistych środowisk uczenia sie, pominęłyśmy jak dotychczas próbę zdefiniowania PLE.  Ponieważ kilka osób zgłosiło się do nas z zapytaniem, co to własciwie jest PLE, wpis ten będzie próbą udzielenia odpowiedzi na to własnie pytanie. Sprawa nie jest prosta, bo po pierwsze definicji PLE jest wiele, a po drugie te definicje bardzo się od siebie róznią. Poniżej zamieściłyśmy zapis naszej rozmowy na Skypie. Mamy nadzieję, że zachęci was ona do włączenia się do dyskusji.

    Ilona: Chcemy dzisiaj porozmawiać o tym, czym jest PLE. Zależy nam na tym, aby definicja tego pojęcia była zrozumiala dla każdego, nawet dla osoby, ktora rzadko zagląda do Internetu, czy też korzysta z nowowczesnych technologii.

    Joanna : Może zacznijmy tak: osobiste – środowisko – uczenia się. Spójrzmy na każde slowo z osobna i na wszystkie razem. Co to oznacza?

    Ilona : Ja najchętniej zaczęlabym od słowa “środowisko”, bo ono jest dla mnie kluczowe dla zrozumienia tego, czym jest PLE. Czy to środowisko jest tylko wirtualne, czy realne? A moze wirtualne i realne?

    Joanna : W tej kwestii badacze dzielą się generalnie na dwa obozy. Przeważająca cześć używa określenia PLE wyłącznie w odniesieniu do nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Dla tych badaczy PLE składa się z aplikacji i serwisów internetowych, które umożliwiają uczącemu się tworzyć  i publikować nowe treści, przechowywać dokumentację związaną z procesem uczenia się, a także agregować informacje pochodzące od innych członków społeczności uczących się.

    Druga grupa badaczy rozumie PLE znacznie szerzej: PLE odnosi się nie tylko do narzędzi i technologii cyfrowych lecz obejmuje swoim znaczeniem także starsze technologie oraz inne nie-cyfrowe zasoby (np. kolegów w pracy, drukowane gazety i książki, telewizję i radio, teatr i kino, itp.) wspierające osobę uczącą się w osiągniąciu konkretnego celu uczenia się.

    llona : Ja mam szczerze powiedziawszy problem z tą szersza definicją, bo wydaje mi się ze robi ona z PLE taki koncept wiadro, do ktorego można wszystko włożyć. To tak jak z terminem „kompetencje” – jest ono tak szeroko definiowane, że trudno jest sprecyzować, co kompetencją nie jest lub co do kompetencji nie należy.

    Joanna: Niekoniecznie. Może lepiej bedzie to zrozumieć na przykładzie: W Paradygmacie poruszamy nurtujące nas tematy zwiazane z wykorzystaniem nowoczesnych technologii w procesie uczenia się i nauczania. Nasze dyskusje pozwalają mi spojrzeć na wiele rzeczy pod innym kątem, zmuszają mnie do refleksji i weryfikacji dotychczasowych koncepcji – czyli niewątpliwie się uczę. Używamy głównie dwóch narzedzi – skypa oraz bloga i nasza dotychczasowa komunikacja odbywa sie jedynie za posrednictwem tych dwoch technologii. Cały Pardygmat 2.0 a w nim:  ty, ja i ci, którzy nas komentują (czyli osoby), materiały, które cytujemy lub podlinkowujemy (czyli zasoby) skype i blog (czyli narzędzia) oraz nasze dyskusje (czyli aktywności) są niewątpliwie czescią mojego PLE.

    Ilona : To dobry przykład, ale jednak to świat wirualny. Mówimy tu o tym, jakie cyfrowe zasoby i narzędzia wykorzystujemy do tego, aby stworzyć również cyfrowe artefakty.

    Joanna: Wydaje mi się, ze stary podział na świat wirtualny i realny już dawno temu się zatarł. Czy jeżeli ja, ty i inni uczestnicy (osoby) spotkamy się na konferencji w Barcelonie i zogranizujemy razem warsztaty (narzedzie), których celem będzie wypracowanie definicji PLE (aktywność), w czasie których to warsztatów będziemy korzystać z przygotowanych wcześniej materiałów pomocniczych (zasoby), a wszystko będzie się odbywało w jednej z sal konferencyjnych  –  to nie będzie to już częścią mojego PLE? Tylko dlatego, że brakuje skypa, bloga, Internetu?  Według mnie te dwa światy się przenikają i wzajemnie na siebie oddzialywują. To moja opinia. A co dla ciebie ozacza PLE?

    Ilona : Moja własna definicja PLE nie jest jeszcze skamienieliną i cały czas się rozwija. Moja prywatna definicja PLE jest węższa i ogranicza się do indywidualnego (tzn. według własnych potrzeb, stylu uczenia się i innych preferencji) wykorzystywania aplikacji technicznych do uczenia się w pełnym tego słowa znaczeniu, a więc uczenie się poprzez dyskusje z innymi ludzmi, poprzez wspólne rozwiązywanie problemów, poprzez pracę nad jakimś zadaniem, poprzez czytanie tekstów, słuchanie nagrań i oglądanie filmów, odkrywanie przez to nowych treści i znaczeń, spojrzenie na sprawy z innej perspektywy, głębsze zrozumienie tematu, a przez to poszerzenie własnych umiejętności, poszerzenie pola działania. Definicja ta obejmuje więc tylko płaszczyznę wirtualną, a wraz z nią  cyfrowe artefakty, ktore zostały stworzone przez ludzi, np. wpis na blogu, text na wiki, link przesłany na Twitterze itp.

    Joanna:  Z jakich elementów składa się więc PLE  według twojej definicji?

    Ilona : To dobre pytanie, właściwie z różnych artefaktów i z róznych aplikacji sieciowych, które umożliwiają indywidualną recepcję, produkcję, aktualizację, agregację, kombinację, konfigurację tych wlasnie artefaktów. Indywidulaną, to nie znaczy odizolowaną od innych. Wręcz przeciwnie. Uważam, że uczenie się jest zjawiskiem społecznym, ponieważ to co czytamy, oglądamy, czego słuchamy jest stworzone przez ludzi, osadzone w społecznym kontekście, uformowane pod różnymi wpływami społecznymi. No i właśnie nowe technologie, takie jak aplikacje i sieci społeczne doskonale odzwierciedlają tą „filozofię”.  Chociaz sama powiem ci szczerze nie wiem, czy to słowo “artefakt” jest takie udane, bo czym ono różni się np. od informacji?

    Chcę tu jeszcze raz podkreślić, że moja definicja nie obejmuje bezpośrednio ludzi jako zasoby, tylko artefakty, ktore zostały stworzone przez tych ludzi. Często ludzie mówią, ze jestem częścią ich PLE albo ich zasobem. Mam wtedy wrażenie, że ktoś myśli, że ma nade mną kontrolę albo posiada kawałek mnie. To śmieszne i niedorzeczne. Ale to pewnie tylko taki skrót myślowy. Chodzi tu o to, że tą wiedzę, myśli, opinie, informacje, ktore eksternalizuję (chodzi mi tu o różnicę między implicit/explicit knowledge) wpływają w taki sposób na myślenie, spojrzenie, opinie itp. tych ludzi, że te osoby stwierdzają, że czegoś nowego się uczą.

    Natomiast, jesli dobrze zrozumialam, zgodnie z twoją definicją PLE obejmuje wszystko to, czego dana osoba używa w procesie uczenia się? To znaczy, że elementem PLE moze być i książka i rozmowa z szefową?

    Joanna : No i oczywiście nowoczesne technologie. I właśnie ta cyfrowa część PLE interesuje mnie naukowo i głównie nią się zajmuję. Jednocześnie staram się nigdy nie zapominać o tym, ze to tylko wycinek rzeczywistosci.

    Ilona:  Co do tego nie ma wątpliwości. Myślę jednak, że takie szerokie definiowanie PLE utrudnia operacjonalizację tego konceptu i badanie związanych z nim zjawisk. W większości publikacji i badań na temat PLE chodzi właśnie nie o ten cały wszechswiat uczenia się, tylko o ten specyficzny wycinek rzeczywistosci – wirtualność. Może więc potrzebujemy innej terminologii, aby odróżnić, kiedy mówimy o osobistym środowisku uczenia się, jako o szeroko pojętym środowisku realno-wirtualnym, a kiedy tylko o wirtualnym świecie i wykorzystaniu technologi do indywidualnych procesów uczenia się. W przeciwnym razie utrudniamy komunikację miedzy ludzmi – mówimy o PLE, ale właściwie o czym?

    Rozumiem, dlaczego definicja PLE jest poszerzana o real – chcemy uwzględnić wszystkie momenty, konteksty i sytuacje uczenia sie, czyli spojrzeć całościowo na człowieka jako indywiduum i jako część społeczności. Staramy sie to holistyczne spojrzenie odzwierciedlić w technice. To bardzo ważne, aby ludzie, ktorzy tworzą technikę mieli szerokie spojrzenie na to, co robi człowiek, kiedy się uczy.

    Moim zdaniem trzeba jednak odgraniczyć obiekty badań i posługiwać się ustalonym aparatem pojęciowym. Jednym z najważniejszych zadań nauk społecznych jest opisywanie badanej rzeczywistości i sprawdzanie hipotez/twierdzeń za pomocą jednoznacznie określonych terminów.

    No i na tym jak na razie stanelo. Przedstawiłyśmy Wam dwie definicje – jedną szerszą, która mowi, że PLE to wirtualne i realne środowisko uczenia się, które obejmuje ludzi, starą i nową technikę i wszystkie inne realne I wirtualne zasoby, które dana osoba wykorzystuje w procesie uczenia się. No i tę węższą definicje, która mówi, że PLE to wirtualne środowisko uczenia się, które obejmuje cyfrowe artefakty i aplikacje, tworzone przez ludzi. Co o tym myślicie?

    Leave a Reply

    Spam Protection by WP-SpamFree Plugin


    eLearning 2.0 w firmie i masa krytyczna

    May 4th, 2010 by Ilona Buchem

    Wiecie juz na pewno, ze chcemy na Paradygmacie 2.0 eksperymentowac z roznymi formami blogowania. Nasz pierwszy wpis mial forme rozmowy, dyskusji na temat poczatkow i podstaw PLE. Dzisiaj dla odmiany  wywiad. Czym rozniy sie od rozmowy? Wlasciwie najbardziej tym, ze zadajacy pytania nie duzo o sobie informuje. Kilka dni temu rozmawialam na Skypie z Piotrem Peszko, autorem bloga eLearning 2.0 i moderatorem forum elearningu na goldenline.pl, o tym, jak wyglada elearning w firmach, tzn. czy stosuje sie rozwiazania 1.0 czy 2.0, w jaki sposob wprowadza sie siec spoleczna, jakie czynniki wplywaja na to, czy uda sie wprowadzic wiki, blogi, twittera itd itp. … Oto pierwsza czesc zapisu naszej rozmowy.

    Ilona: Ok, zacznijmy od ogolow – czym sie zajmujesz?

    Piotr: Aktualnie projektuję rozwiązania e-learningowe dla produktu o nazwie GetThere. Właśnie uruchomiłem II edycję projektu dla osób 45 +, w którym jest dużo elearningu, a także zajmuję się wdrożeniem rozwiązania do zarządzania dokumentacją w modelu single-sourcing i połączeniu go z elearningiem.

    Ilona: Co to jest single-sourcing model?

    Piotr: Model zarządzania treścią  – kontentem w różnej formie – online, offline itd. Jest oparty na xml-u i pozwala na wielokrotne wykorzystywanie treści i jej konfigurowanie.

    Ilona: Masz przyklad?

    Piotr: Załóżmy, że masz bloga, piszesz różne treści, tagujesz … i nagle chcesz zrobić z niego książkę. Lipa – nie da się szybko i sprawnie. Single sourcing to podejście, które pozwala na edytowanie treści w jednym miejscu i eksportowanie jej do różnych – zdefiniowanych uprzednio formatów, np. elearningu, wiki, html-a, htmla dla urządzeń mobilnych, pdf, doc itd. itp. i wykorzystania tagów oraz tzw. conditionals zależnych od formatu wyjściowego

    Ilona: Aha, ciekawe, a masz moze linka do jakiejs aplikacji opartej na tym modelu?

    Piotr: Polecam DocBook na początek. To już trzeci taki project. Każdy inny, ale założenia podobne – po co pisać internal/external reference tutorial + online help + elearning, jeśli każdy z nich korzysta z tej samej treści. Trzeba zdefiniować źródło, procesy i ogień – niech się samo robi :)

    Ilona: Dzieki, to ciekawe. A co Ty robisz na AGH?

    Piotr: Na AGH juz nie wiele, ponieważ  od marca pracuję w Sabre Holdings Polska, pożegnałem się  z uczelnią :)

    Ilona: To ciekawe, a to co firmy robia w Polsce to bardziej elearning 1.0 czy 2.0?

    Piotr: Korporacje po prostu przenoszą swoje wypróbowane rozwiązania na nowy grunt. Posiadają LMS-y wielkie bazy szkoleń, dostęp do niemal wszystkich książek online, wiki, sociale itd. E-learning 1.0 istnieje jako pewna warstwa materialów odniesienia, a profile funkcjonują w wewnętrznych systemach społecznościowych. Także elearning 1.0, elearning 2.0 i workplace learning to chleb powszedni.

    Ilona: A jak laczycie elearning 1.0 i 2.0? Na przyklad, w jaki sposob wprowadzacie i stosujecie wiki, blogi? Slyszala, ze wie niektorych korporacjach wprowadza sie wiki w taki sposowb, ze kazdy pracownik musi napisac iles tam stron i iles tam stron skomentowac I to wszystko w scisle okreslonym czasie.

    Piotr: Hmm… no nie wiem czy przymus to najlepsze rozwiązanie. Wdrażałem kiedyć taki social w korporacji i wymuszanie okazało się fiaskiem, dopiero danie czegoś w zamian, np.  szybki dostęp do informacji poprzez wewnętrzny twitter, okazało się skuteczne. Problem jest taki, że ta firma jest bardzo nie-polska, a bardzo amerykańska, dlatego pewne rozwiązania są i funkcjonują globalnie.

    Ilona: Czyli co w tym przypadku wplywa na udane wprowadzanie sieci spolecznych w firmach?

    Piotr: Z mojego doświadczenia wynika, że musi zostać przekroczona pewna masa krytyczna, która pozwala społeczności uczącej się funkcjonować. Równiez pewien stopień anonimowości. On jest ważny w socialach. Zawsze są opory przed odsłonięciem swojej niewiedzy. To tak jak z tłumem zadającym pytania, albo dyskutującym. W grupie raźniej, stadne z nas zwierzę i lepiej się czujemy jeśli możemy zadać pytanie albo zasięgnać rady anonimowo nie narażając się na jakieś uwagi, czy docinki. Social network nie wypali w grupie 20 osob, ale np. w polskim klonie twittera – blipie bardzo często pojawiają się pytania kierowane “w eter” z tagiem #drogiblipie.

    Ilona: No to opowiedz, jak to bylo z tym twitterem w twojej firmie? Byla masa krytyczna? Odpowiedni stopien anonimowosci? Wszystko poszlo gladko?

    Piotr: To było jakieś 2-3 lata temu – facebook raczkował. Pracowników było około 200, twitter był, blip był, ale raczej jako eksperymenty. Okazało się jednak, że za wcześnie…

    Ilona: Dlaczego za wczesnie?

    Piotr: Bo nikt nie znał tych narzędzi i nie wiedział po co one są, jak z nich korzystać i co to daje. Dopiero jak okazało się, że ktoś to robi i to daje efekty zaczęto się tym interesować. To takie troszkę małpowanie. Z mojej perspektywy to mało one mają wspólnego z uczeniem się, raczej zabawa i zabijanie czasu – pracy :) Tak to niestety wygląda. Społeczności takie jak linkedin czy goldenline to głównie źródło potencjalnych pracowników / zleceniodawców + wymiana informacji ekspertów.

    Ilona: Czy w firmach w Polsce mozna ogolnie uzywac twittera? W Niemczech jest coraz wiecej firm, ktore to ograniczaja, wlasnie z tego powodu, ze nie sa uzywane do pracy, tylko do “zabawy”.

    Piotr: W wielu firmach nie ma przeszkód. To zależy od modelu pracy, ja na przykład nie wyobrażam sobie pracy bez 1) Google, 2) last.fm i kilku innych

    Ilona: Czyli nie ma zadnych problemow z eLearningiem 2.0?

    Piotr: cóż… z elearningiem 2.0 jest problem, bo nawet “specjaliści” dużo mówią na jego temat, a sami nie sa w stanie stworzyć we własnym miejscu pracy takiego środowiska, które byłoby chociażby namiastką 2.0. Moim zdaniem tez i w w firmach elearning 2.0 potrzebuje pewnej masy krytycznej zapaleńców, wtedy nie ma przeszkód i nie uczenie sie nie zależy od środków miejsca, czasu…

    Ilona: A sa jakies dobre przyklady PLE w Polsce?

    Piotr: Szczerze powiem, że się nie spotkałem. Może za mało szukam :) , albo nic nie wystaje ponad dno.

    Ilona: Nawet u Ciebie w firmie ;) ?

    Piotr: No to co teraz robimy to jest eLearning 2.0. Ja np. zarządzam projektem korzystając z Wiki. Wrzucam tam zasoby, uczestnicy komentują, dokładają swoje. Mam przygotowany szablon projektu, kopiuje go i zaczynamy.

    Ilona: Na zasadzie samoorganizacji – kto co da, czy masz jakas strategie zarzadzania?

    Piotr: Przewaznie stosuje SCRUM w standardowych, typowych projektach, a na wyższym poziomie sprawdza się PRINCE2. Bardzo dobre w Wiki jest to, że nie ma konieczności przygotowywania raportów, generowania dokumentów itd. Wszystko jest online – transparentne dla wszystkich. Wiadomo co się dzieje, kiedy i jak. No i właśnie tutaj wszyscy się uczą, bo nie ma innego wyjścia. Jesteś w projekcie = działasz na wiki.

    Ilona: Ok,a wady?

    Piotr: 1. Wypada zrezygnować z załączania plików; 2. Trzeba nauczyć konsekwencji stosowania Wiki; 3. muszą być jasne reguły – kto co może.

    Piotr: No i hmmm… trzeba umieć korzystać z wiki. A to czasami największy problem. Chociaż, nie wyobrażam sobie projektu, w którym nie korzysta sie z jakiegoś narzędzia współpracy online.

    Ilona: Jakie sa krytyczne punkty korzystania z wiki?

    Piotr: Rozmiar projektu, poziom digital literacy, sposób organizacji,  simplicity matters – łatwość obsługi produktu rozwiązującego istniejący problem to najlepiej sprzedawalna rzecz.

    Ilona: Czyli jakie uzasadnienie biznesowe ma uzywanie sieci spolecznych w korporacjach?

    Piotr: 1. Szybkość komunikacji, 2. Budowanie bazy wiedzy

    Piotr: chociaż… najważniejsze moim zdaniem jest umożliwienie przekazania informacji – wiedzy – od super-specjalistów wewnątrz firmy do klientów, lub przynajmniej sprzedawców. Bo sprzedawca jest ze swoją wiedzą nt. produktu bliżej klienta

    Ilona: Z tym przekazywaniem wiedzy w korporacjach to tez taki kij co ma dwa konce. jedej strony jest motywacja, zeby pokazac sie jako ekspert. Z drugiej nie moge odkryc wszystkich kart, bo ewentualnie nie bede juz ekspertem.

    Piotr: To zależy od struktury organizacji i tego w jaki sposób takie aktywności są wspierane – nie wymuszane. Jesli się jest ekspertem to zawsze jest co pokazywać. Cooper dobrze o tym napisał w “Wariaci rządzą domem wariatów” – polecam,

    Ilona: Dzieki. Ale czesto przeciez jest tak, ze ludzie w firmach nie zdradzaja takich informacji, ktore stanowia podsawe ich USP (unique selling proposition).

    Piotr: No trochę tak, ale np. jeśli ja projektuje rozwiązania elearningowe to nie mam problemów ze zrobieniem szkolenia na temat wersjonowania i jego znaczenia. Moim zdaniem wiedza eksperta jest tak szeroka, że zawsze jest się czym dzielić

    Ilona: I zdradzasz wszystkie twoje sztuczki?

    Piotr: Oczywiście, że nie. Ale nie mam oporów ze zdradzaniem szczegółów warsztatu. Np. w tamtym tygodniu prowadziłem warsztaty na temat screencastów i dokładnie mówiłem jak i czym to robię.

    Ilona: A gdzie byly te warsztaty? W waszej firmie?

    Piotr: Nie na Uniwersytecie Pedagogicznym, dla nauczycieli :)

    Ilona: Ho ho, i co beda stosowac?

    Piotr: No nie wiem, raczej ciężko

    Ilona: Dlaczego?

    Piotr: Nie ma zapotrzebowania…

    Ilona: No co ty?

    Piotr: Wiesz to tak jak seks z filozofem: ma czym, ma gdzie, ale po co…

    Ilona: (rofl)

    No tak, ale to juz inny rozdzial. Druga czesc rozmowy z Piotrem Peszko na tema eLearningu 2.0 w szkolnictwie wyzszym juz w krotce ;)   Ciekawa jestem, czy Wasze doswiadczenia z eLearningiem 2.0 w firmach sa podobe. Czy wszedzie jest problem z brakiem krytycznej masy? Co myslicie na temat anonimowosci w spolecznych sieciach w firmie? Przeciez anonimowosci moze oznaczac tez problemy … Moze ktos z Was ma ochote podzielic sie swoimi doswiadczeniami z perspektywy uzytkownika eLearningu w firmie? To byloby super ciekawe. Czekam na Wasze komentarze!

    Leave a Reply

    Spam Protection by WP-SpamFree Plugin


    Skad sie wzielo PLE?

    April 26th, 2010 by Ilona Buchem

    (Rozmowa na Skypie. Ilona mieszka w Berlinie, Joanna w Milton Keynes)

    Ilona : Hej Asia, a nie bylaby 22 mojego czasu dla ciebie za pozno?

    Joanna : Wiesz co, troche pozno, moze chociaz o 21.30, co?

    Ilona : Ok, jestem o 21:30. Boze, jakie z nas kobiety pracujace.

    Joanna : Prawda?

    Ilona: Prosze, powiedz mi jak to sie stalo, ze zainteresowalas sie tematem Osobistego Srodowiska Uczenia sie, czyli w skrocie z jezyka angielskiego PLE? Bylas w iCampie, to od tego sie zaczelo?

    Joanna: Dokladnie tak. Zaczelo sie od pomyslu projektu iCamp, zeby wprowadzic oprogramowania spolecznosciowe do szkol wyzszych. To byl 2005 rok. Wtedy pracowalam jeszcze w Centrum e-Learningu na AGH.

    Ilona: Ok, czy to byla pierwsza taka inicjatywa?

    Joanna: Moja tak :)

    Ilona: 2005 to juz kupa czasu… czyli mozemy przyjac, ze z poczatkiem projektu iCamp rozpoczela sie dyskusja na temat PLE, tak?

    Joanna: Wczesniej mowilo sie o oprogramowaniach spolecznosciowych i roli jaka moga odegrac w procesie uczenia sie. My tez nie zaczelismy od razu od slowa PLE.

    Ilona: A kto uchodzi za ojca PLE? lub matke? ;)

    Joanna: Wiesz, sukces ma wielu ojcow i matek… Jezeli wierzyc Wikipedii to po raz pierwszy uzyto sformulowania Personal Learning Environment, a wlasciwie Personal Learning/Research Environment, na konferencji JISC/CETIS w 2004 roku – autorow prezentacji bylo… No, zgadnij?

    Ilona: Dwoch? Trzech?

    Joanna: Dziewietnastu :-) Czesto tez wsrod pionierow wymienia sie Scotta Wilsona i jego wizje VLE przyszlosci.

    Ilona: A kto w iCampie byl najwiekszym wizjonerem PLE?

    Joanna: Wiesz co, trudno powiedziec. Na pewno duze uznanie nalezy sie pomyslodawcom samego projektu. Tyle ze na poczatku nie mowilo sie o PLE.

    Ilona: Tylko?

    Joanna: Mowilo sie o polaczeniu dwoch swiatow.

    Ilona: Jakich?

    Joanna: Jednym byly szkoly wyzsze i ich zamkniete platformy e-learningowe, drugim byl swiat studentow i swiat ludzi pracy, a w nim dominowaly serwisy spolecznosciowe

    Ilona: A dlaczego polaczenie tych dwoch swiatow bylo/jest takie wazne?

    Joanna: Bo studenci musza w czasie studiow zdobyc umiejetnosci poruszania sie po tym drugim swiecie, tym otwartym, globalnym, w ktorym ludzie wspolpracuja ze soba na odleglosc, poznaja sie przez sieci – tak jak my sie poznalysmy, i w ten sposob poszerzaja swoje horyzonty, rozwiazuja problemy, ucza sie ze soba i od siebie.

    Ilona: To ciekawe, ze mowisz o polaczeniu dwoch swiatow, bo czesto w dyskusji o PLE / VLE ludzie sie zacietrzewiaja i uwazaja, ze tylko jedna z tych dwoch drog jest dobra i sensowana. W marcu prowadzilam warsztaty na temat PLE w szkolnictwie wyzszym i przezylam to na wlasnej skorze – zazarte dyskusje dwoch obozow.

    Joanna : O, to ciekawe, powiedz cos wiecej

    Ilona : Jedni chca tylko PLE a drudzy tylko VLE. Ci co chca VLE argumentuja tak: studenci i docenci potrzebuja zamknietego srodowiska, w korym moga czuc sie bezpiecznie i popelniac bledy. Do tego dorzucja argumenty o ochronie danych osobowych.

    Joanna : Tak, to typowe argumenty przeciw. A ci drudzy?

    Ilona : A ci, ktorzy chca tylko PLE uwazaja, ze VLE ogranicza wszystkie ruchy i decyzje, ze poprzez swoje sztywne struktury powiela tylko tradycyjny system edukacji, ogranicza kreatywnosc i indywidualnosc. Nie widza sensu istnienia VLE.

    Joanna : A jaka jest twoja opinia? Ktory oboz reprezentujesz?

    Ilona : Wydaje mi sie, ze sa rozne sytuacje, rozne poziomy kompetencji i rozne potrzeby i ze PLE i VLE maja swoje uzasadnienie. Szczerze powiedziawszy chcialabym zalozyc trzeci oboz ludzi srodka ;)

    Joanna : To ja sie zapisuje!

    Ilona : To super! Wiesz, ostatnio mialam tez taki przypadek: Dozent na moim uniwersytecie poprosil mnie o rade, jak ma wprowadzic blogowanie dla swoich studentow.

    Joanna : I jaka rade mu dalas?

    Ilona : … zeby zaczal od Moodle.

    Joanna : Bloga Moodlu?

    Ilona : No wiem, az wstyd sie przyznac do czegos takiego na Potydysgu.

    Joanna : A czy mozna w nim juz komentowac? Bo projektanci kursow, z ktorymi wspolpracuje w projekcie REVIVE tez sie upierali zeby korzystac wylacznie z bloga na moodlu, tylko ze sie okazalo, ze komentowac nie mozna. A przynajmniej wtedy nie mozna bylo, dyskusje na ten temat toczyly sie mniej wiecej rok temu.

    Ilona : Nie wiem, szczerze ci powiem. Ale zapytam tego mojego docenta niedlugo o jego pierwszych doswiadczeniach Moodlem.

    Joanna : Ok, a dlaczego poradzilas temu docentowi zeby zaczal od Moodla?

    Ilona : Bo moja analiza jego potrzeb i podejscia do sprawy do takiego mnie wlasnie posunela wniosku. Po pierwsze upieral sie, aby wszystko to, co studenci beda pisac bylo niedostepne dla swiata zewnetrznego. Po drugie twierdzil, ze nie ma wystarajacego doswiadczenia i kompetencji, aby zalozyc cos wlasnego. A po trzecie uwaza Google za Big Brothera i nie chce wstawiac za duzo o sobie i o swoich studentach do sieci.

    Joanna : Ok, to wystarczy mi argumentow.

    Ilona : Wiesz, nie chcialam bys misjonarzem. Mysle, ze kazdy musi zdobyc wlasne doswiadczenia. I jezeli, ktos nie jest gotowy i otwarty, to niech sprobuje Moodla ;)

    Joanna: A propos bloga: w iCamp’ie nasi technolodzy pracowali miedzy innymi nad interoperacyjnoscia blogow w moodlu i w Wordpressie. Napisali nawet taka fajna wtyczke o nienajlepszej (bo mylacej) nazwie Feedback, ktory pozwala na oferowanie subskrypcji wlasnego bloga innym. Mysle, ze najlepiej na przykladzie: Dajmy na to student A ma bloga na moodlu a student B na Wordpressie. Student A korzystajac z wtyczki Feedback wysyla zawiadomienie o swoim blogu do studenta B – to takie zaproszenie: czytaj mnie. Student B przyjmuje zaproszenie, co jednoczesnie oznacza: ty tez mnie czytaj. Teraz student A wchodzac na swojego bloga w moodlu bedzie mogl czytac i odpisywac na wpisy studenta B i vice versa.

    Ilona: To ciekawe, a jak jeszcze udalo sie wam polaczyc obydwa swiaty w iCampie?

    Joanna: Innym bardzo udanym przedsiewzieciem byla wyszukiwarka o nazwie ObjectSpot i jej moodlowa wtyczka. Celem bylo polaczenie zamknietego swiata materialow dydaktycznych zamieszczanych na Moodlu z opcja wygodnego przeszukiwania materialow edukacyjnych rozproszonych w ramach licznych bibliotek cyfrowych i repozytoriow online. Bedac na Moodlu mozesz wklepac slowo klucz do wyszukiwarki ObjectSpot – odpowiedzia bedzie lista zasobow zawierajacych to slowo zebranych ze znanych bibliotek i repozytoriow edukacyjnych rozsianych po Internecie.  Zarowno Feedback jak i ObjectSpot opisane sa w podreczniku iCampa – na stronie Centrum e-Learningu AGH dostepna jest polska wersja tego podrecznika.

    Ilona: Ok, czyli wynika z tego, ze Moodle i inne VLEs sa ciezko przepuszczalne ale jednak przepuszczalne…

    Joanna: Jak sie chce, to sie da. To byly pierwsze proby laczenia VLE i PLE. W ramach kursow testowych w iCampie studenci i wykladowcy probowali tworzyc wlasne PLE – zakladali blogi i bookmarki, uzywali wiki i google docs, skypa i videokonferencji. VLE bylo tylko jednym z elementow PLE kazdego studenta. Chyba w ostatnim roku iCampa technolodzy zaczeli tez eksperymentowac z tak zwanym mash-up PLE, czyli laczeniem roznych oprogramowan i serwisow sieciowych w ramach jednej strony internetowej. Ale mnie juz wtedy w iCampie niestety nie bylo, zaczelam pracowac dla ZSI w zupelnie innym projekcie.

    Joanna: A kiedy zaczela sie twoja przygoda z PLE?

    Ilona :  Moja historia jest w porownaniu do Twojej bardzo krotka ale intensywna. Ja sie zajmuje PLE dopiero od ponad roku, odkad zaczelam pracowac w projekcie Mediencommunity 2.0. Przedtem pracowalam w Damiler. Bylam tam w dziale szkolen i robilam eLearning 1.0.

    Joanna : Czyli?

    Ilona : E-Learning 1.0 czyli nudy na pudy – dobrze opracowane (czesto miesiacami!) multimedialne (drogie!) WBTs (web-based trainings), ktore na koncu standardowo odpytywaly/testowaly wiedze deklaratywna. Czyli taka szkolka w firmie. No i caly czas probowalam przemycac jakies innowatorskie podejscia. Nie latwo bylo wprowadzic innowacje … w nauce. Wiesz jak to jest w duzych firmach, decyzje przechocza przez 5 szczebli zanim zostana podjete, a ludzie maja bardzo tradycyjne pojecie o tym, czym jest uczenie sie. Chce sie wszystko zaplanowac, mierzyc, kontrolowac. Trudno podjac jest decyzje o inwestycji w cos nowego, czego nie mozna wyrazic w ROI (return on investment).

    Joanna : I trwa to tak dlugo, az innowacja przestaje byc innowacja :)

    Ilona : Dokladnie.

    Ilona : Na szczescie szkolilam trenerow i mialam mozliwosc przemycyc cos nowego od czasu do czasu …

    Joanna : A teraz wiele firm ma wlasne blogi?

    Ilona : Tak, corporate blogs, ale to jest bardziej instrument marketingowy/PR. Z uczeniem sie nie ma niestety duzo wspolnego.

    Joanna : No to opowiedz troche wiecej o tym projekcie, w ktorym jestes teraz.

    Ilona : A wiec Mediencommunity 2.0 to jest projekt, ktory bada w jaki sposob siec spoleczna/Web 2.0 moze zostac zastosowowana w branzy poligraficznej i medialnej tak, aby polepszyc ksztalcenie zawodowe na roznych poziomach. Naszym celem jest poprzez siec spoleczna umozliwic dialog w branzy miedzy roznymi ludzmi, np. drukarzami z drukarni i grafikami z agencji, nauczycielami i uczniami, pracownikami z korporacji i z malej firmy. Chodzi o to, aby w takiej branzowej spolecznosci sieciowej, ci rozni ludzie mogli wedlug swoich indywidualnych potrzeb uzywac takich mechanizmow sieciowych jak wiki, blog, mikroblog, systemu zarzadzania zakladkami (np. Delicious) itp itd, po to, aby znajdowac odpowiedzi na wspolne pytania, rozwiazywac wspolne problemy i przy tym dzielic sie wiedza, doswiadczeniami, perspektywami. Probujemy roznych strategi, najczesciej idziemy metoda malych krokow i zachecamy tych, ktorzy maja jakis interesujacy temat, pomysl, potrzebe, aby zaczeli byc w tej spolecznosci aktywni.

    Joanna : To jak probujecie wprowadzac PLE?

    Ilona : Programujemy nasza platforme w systemie Drupal, co daje mozliwosc bardzo swobodnego laczenia roznych modulow, takich jak wiki, blogi itp, zaleznie od potrzeb uzytkownikow. Chcemy polaczyc tez Drupal i Moodle, czyli bardziej tradycyjne, linearne kursy z jasnym poczatkiem i koncem na Moodlu i nieformalna wymiane ad hoc w spolecznosci sieciowej na Drupalu. Pozy tym probujemy wciagac bezposrednio ludzi z branzy do uczestniczenia w procesie kreowania.

    Joanna : o.. to ciekawe

    Ilona : Tak, to bardzo wazny proces. Potrzebujemy ludzi, korzy sa otwarci i chca czegos nowego sprobowac. Jako mulitplikatorzy moga potem zmienic cos w swoim wlasnym otoczeniu i tak spirala zmian moze zmienic myslenie w branzy. A musi sie cos zmienic, bo ta branza przechodzi duze zmiany i ma kilka powaznych problemow, np. z zatrudnieniem.

    Joanna : Ok, a co kreuja te osoby?

    Ilona: Zachecamy np. nauczycieli szkol zawodowych i ludzi z firm, ktorzy zajmuja sie ksztalceniem mlodych ludzi w miejscach pracy aby kreowali wlasne srodowiska uczenia sie. A my ich w tym procesie wspieramy dydaktycznie i techniczne, pomagamy im stworzyc wlasne koncepty i je zrealizowac.

    Joanna : To jak wyglada PLE takiego nauczyciela?

    Ilona : Roznie, zaleznie od potrzeb mozna zintegrowac w takim wirtualnym srodowisku np. wiki, blog, bookmarking, forum i zdecydowac, co kto w jaki sposob moze uzywac. Nazwalismy to witualne grupy uczenia sie, aby ludzie z branzy lepiej mogli sobie wyobrazic, na czym to polega.

    Joanna : Tez ladnie. GLE – group learning environment. A jak pomagacie temu nauczycielowi? Co taka osoba musi wiedziec i jakie musi posiadac umiejetnosci, aby aktywnie wspoltworzyc takie grupowe srodowisko uczenia sie?

    Ilona : Czyli jakie kompetencje sa potrzebne do tego, aby stworzyc PLE albo GLE?  O tym pogadamy nastepnym razem, ok?

    Leave a Reply

    Spam Protection by WP-SpamFree Plugin


    Barcampy

    February 12th, 2010 by Ilona Buchem

    W zeszłym tygodniu byłam na nietypowej konferencji, na educampie w Hamburgu, ktróry jest formą barcampu. BarCampy, podobnie jak mówi Wikipedia (apropos: ktoś powinien zaktualizować ten artykuł ;-) ) to otwarte i interaktywne spotkania dotyczące określonych tematów. Takie nietypowe konferencje nazywane są też „nie-konferensjami“. Chodzi w nich o to, aby w przeciwieństwie do tradycyjnych konferencji, które są sztywne i nudne, umożliwić uczestnikom aktywne branie udziału i  współstwarzanie konferencji.

    Są m.in. politcampy dotyczące spraw politycznych,  socialcampy, dotyczace tematów socjanych, bibcampy dla bibliotekarzy, foocampy dla hackerów, musiccampy, genercampy, artcampy, gamecampy, photocampy no i są też educampy związane z edukacją.

    Celem takich barcampów jest wymiana doświadczeń i pomysłów, dyskusje i prezentacje  w otwartej i nieformalnej atmosferze. Program barcampu układają zwykle sami uczestnicy, tzn. podczas barcampu każdy może zaproponować jakiś temat i jeżeli znajdzie wystarczająco dużo uczestników, zorganizować sesję. Educamp w Hamburgu połączył jednak takie demokratyczne układanie programu z zaplanowaną dyskusją, do której zaproszeni zostali znani i raczej „tradycyjni“ profesorowie. W barcampach uczestniczą przeważnie bardzo różni ludzie, zacząwszy od profesorów, poprzez managerów, pracowników firm, naukowców, nauczycieli do studentów i uczni. I własnie o to chodzi w barcampach. Chodzi o to, aby taka heterogeniczna mieszanka mogła spojrzeć na interesujące ją tematy i problemy z  różnych perspektyw i przez to znaleść nowe drogi, nowe metody, nowe pomysły itd. Na barcampach uczestnicy używają chętnie twittera.  Tweety wyświetla na twitterwall (ekranie). Twittuje się na różne sposoby, można coś komentować, wyrażać swoje zdanie, zadawać pytanie itd. Przez to praktycznie każdy uczestnik ma możliwość aktywnie się udzielać i wpływać na rozwój sytuacji. No i do tego jest dobra zabawa :-)

    A co słychać na temat barcampów w Polsce? Znalazłam właśnie stronę na której wymienione są spotkania barcampowe w Polsce. Mam wrażenie, że wiekszość tych barcampów dotyczy tematów informatycznych lub biznesowych. Np. ogólnopolski barcamp skierowany był do startup’ów internetowych.

    Czy barcampy to zmiana paradygmatu?

    Leave a Reply

    Spam Protection by WP-SpamFree Plugin


P1000842P1000729P1000727P1000724P1000723P1000722P1000702P1000700P1000698P1000696P1000694P1000693P1000688P1000686P1000685