Archive for the ‘paradygmat’ Category

Educamp.pl w Krakowie!

August 26th, 2010 by Ilona Buchem


”Lubię”

Na początku tego roku pisałam tutaj o barcampach i o tym, że jak na razie podobne inicjatywy w Polsce nie są widoczne. No i proszę – co za wspaniała niespodzianka – kilka miesięcy potem zostaje organizowany barcamp edukacyjny w Polsce – Educamp.pl.

Educamp.pl  to “nieformalne, otwarte, interaktywne spotkanie ludzi związanych z nowoczesną edukacją, Internetem i technologiami wspierającymi szkolenia. Celem spotkania jest integracja środowiska, wymiana doświadczeń i pomysłów oraz dobra zabawa.”

Zobaczcie koniecznie strone: http://www.educamp.pl/ – szykuje się naprawde świetny barcamp! Odbedzie się on 29 września 2010 w Krakowie o godzinie 18:00 w Drukarni Jazz Club.

Oto zasady uczestnictwa „spotkanie podlega trzem generalnym zasadom: (1)profesjonalne, (2)nieformalne, (3)otwarte. Profesjonalne, bo zapraszamy ekspertów, prezentujemy rozwiązania, promujemy idee i ułatwiamy nawiązywanie kontaktów. Nieformalne, bo przy wejściu obcinamy krawaty, spotykamy się w knajpie i przede wszystkim romawiamy. Otwarte, bo uczestnictwo nic nie kosztuje, może przyjść każdy i może się nieźle bawić.“

Są już pierwsze zgłoszenia na sesje pechakucha:

  • Wykorzystanie nowoczesnych form edukacji w nauczaniu języków obcych.
  • „World of Processes“ – koncepcja otwartego projektu szkoleniowego.
  • · „Wirtualizacja w zadalnym nauczaniu.“

Jest fotograf, jest DJ, którego można posłuchać już online, będą prezentować m.in. Rainer Hartlep, Marek Hyla, Jarosław Lipszyc, Renata Maroszek, Mateusz Tułecki.

Do tego lista partnerów do pozazdroszczenia – goldenline, inteligencja pedagogiczna, telerat, edukacja internet dialog, webshake.tv, profeo, dziennik internautów.

Organizatorzy zwracają się do wszystkich zainteresowanych z prośbą o pomoc w:

1. Poszukiwaniu sponsora imprezy (wszelkie kontakty i pomoc mile widziane)
2. Rozpropagowaniu idei spotkania via Wszystkie znane kanały komunikacji…

Ja też się dołączam do tej prośby. Naprawdę warto propagować i wspierać takie inicjatywy!

Prywatność i reputacja w sieci

August 13th, 2010 by Ilona Buchem

Gazeta wyborcza opublikowała niedawno artykuł Jeffreya Rosena pod tytułem „Sieć. Bez przebaczenia“, w którym autor opisuje problem prywatności w sieci i przytacza przykłady na to, jak negatwywne konsekwencje mogą mieć ślady cyfrowe pozostawione w internecie. Na przykład uczelnia w USA odmawia dyplomu studentce odbywającej staż nauczycielski w liceum, która wstawiła na MySpace swoje zdjęcie w pirackim kapeluszu z kubkiem w ręku, podpisane “pijany pirat”, albo 66-letniemu kanadyjskiemu psychoterapeutcie odmawia się dożywotnio wjazdu do USA na podstawie opisu eksperymentów z LSD  sprzed 30 lat.

Pytania stawiane przez autora w tym kontekście to m.in.:

„Jak żyć w świecie, gdzie internet wszystko rejestruje i niczego nie zapomina, gdzie wiecznie zapamiętana będzie każda fotka, każdy wpis na Twitterze czy blogu, wszystko, co piszemy my i co piszą o nas?“

„Czy pracodawca naprawdę powinien znać  uaktualnienia naszego statusu na Facebooku?“

„Jak kontrolować tożsamość w sieci, która niczego nie zapomina?“

Autor opisuje kilka możliwych rozwiazań (1) technologicznych, (2) ustawodawczych i (3) etycznych i zadaje pytanie, które z nich okażą się najbardziej skuteczne.

Opisywane rozwiązanie technologiczne to m.in.:

–  Zasadę anonimowości przeszukiwań po dziewięciu miesiącach (usuwając część adresu IP), np. Google

–  Nie przechowywanie żadnych identyfikowalnych danych osobowych, np. przeszukiwarka Cuil

– Ustanawianie limitu od minuty do 30 dni, po którym znikają sms-y on z telefonów nadawcy i odbiorcy, pn. TigerText.

– Technologia Vanish, powodującą samozniszczenie po określonym czasie elektronicznych danych.

Opisywane rozwiązania ustawodawcze to m.in.:

– Nowe przepisy, które pozwoliłyby korygować konta internetowe i zmieniać zapis w sieci, np. koncepcja “bankructwa reputacyjnego”, które pozwoliłoby wyczyścić konto i umożliwić “czysty start”.

– Automatyczne analizy reputacji takie jak pomiar statusu towarzyskiego, wiarygodności i przydatności zawodowej.

– Wprowadzenie zakazu zwolnienia bądź odmowy zatrudnienia z powodu dopuszczalnych prawem zachowań w czasie wolnym od pracy, np. na Facebooku, w ramach zakazu dyskryminacji z powodu zachowań po godzinach pracy.

– Wprowadzenie ustaw zobowiązujących portale do usuwania fałszywych i obraźliwych treści.

Opisywane rozwiązania etyczne to m.in:

– Normy społeczne oparte na szacunku i ułatwiające wybaczenie i puszczenie w niepamięć wzajemnych cyfrowych grzechów

– Strategie ekonomiki prywatności, np. uświadomienie sobie, jakie są świadome i nieświadome kompromisy towarzyszące decyzjom o ujawnieniu bądź ukryciu danych, albo rozważania o korzyściach z dzielenia się z innymi informacjami

– Strategie “emocjonalnego powiadomienia”, np. antropomorficzna ikonka, która patrzy na użytkownika z wyrzutem, zanim kliknie “wyślij”

Inne ciekawe informacje z artykułu to:

–       Biblioteka Kongresu USA zapowiedziała, że będzie przechowywać całe publiczne archiwum Twittera od 2006: URL

–       O roli społecznego zapominania w książce “Delete: The Virtue of Forgetting in the Digital Age”: URL

–       Projekt “Diaspora” jako reakcja na upublicznieniu prywatnych profili użytkowników Facebooka: URL

–       Kampania EU “Think B4 U post” na temat bezpiecznego internetu: URL

–       Firma Reputation Defender zajmująca się ochroną wizerunku online URL

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? W jaki sposób możemy chronić naszą prywatność, bronić naszej reputacji w sieci? Może znacie jeszcze jakieś inne rozwiązania? Które są skuteczne? Porozmawiajmy o tym!

PLE i kompetencje

August 2nd, 2010 by Ilona Buchem

Ten wpis na bloga zalegał już od dawna w mojej cyfrowej szufladzie (=dropboxie). Pora więc przedstawić moją zozmowę z Joanną na temat kompetencji niezbędnych do prowadzenia swojego własnego osobistego środowiska uczenia się i o tym, czym są nasze ślady cyfrowe…

Ilona: Podczas jednej z naszych pierwszych rozmów poruszyłyśmy zagadnienie kompetencji niezbędnych do tworzenia, modyfikowania i rozwijania własnego osobistego środowiska uczenia się. Czy potrzebujemy do tego specjalnych kompetencji?

Joanna: Podczas warszatów, które współorganizowałam w ramach projektu REVIVE pojawiły się opinie, że ani studenci ani nauczyciele nie posiadają dostatecznych kompetencji, m.in. wiedzy, umiejętności, zdolności, nawyków i postaw, aby efektywnie korzystać z oprogramowań społecznościowych i osobistych środowiska uczenia się. Najczęściej przytaczane argumenty wykładowców to: „studentom brakuje samodiscypliny“ i „studenci uczą się nie dla siebie ale dla egzaminu“. Argumenty studentów natomiast to: „wykładowcom brakuje umiejętności technicznych“ i „wykładowcom brakuje chęci do zmiany stylu nauczania, który uprawiają od lat“.  

Ilona: No i zajęłaś się tym problemem naukowo …
Joanna: Tak, tazem z kolegami z różnych instytucji naukowych zdecydowalismy się na przeprowadzenie serii wywiadów i dyskusji w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: Jakie kompetencje musi posiadać uczący się, aby móc samodzielnie tworzyć, rozwijać i modyfikować osobiste środowisko uczenia się? Analiza danych uzyskanych z wywiadów pozwoliła nam na podjęcie pierwszej próby stworzenia modelu kontinuum kompetencji. Udało nam się uporządkować kompetencje w ramach pięciu obszarów: (1) planowanie, (2) refleksja, (3) monitorowanie, (4) działanie i (5) współdziałanie, oraz trzech stadiów: (a) warunek minimalny, (b) element bazowy i (c) oczekiwany rezultat. Model ten został szczegółowo przedstawiony w 2009 na konferencji rozwoju e-edukacji w ekonomicznym szkolnictwie wyższym w Katowicach. Publikacja w języku polskim znajduje się w materialach z konferencji i w tej prezentacji.

Ilona: No dobrze, a możesz dać jakiś konkretny przykład kompetencji?

Joanna: Na przykład umiejętność kolekcjonowania śladów cyfrowych. Wszyscy zostawiamy różne rodzaje i formy śladów cyfrowych w Internecie, czy to tworząc nowy wpis na bloga, biorąc udział w grupie dyskusyjnej, czy też komentując wydarzenia na Twitterze. To ważne, aby te ślady w sposób systematyczny kolekcjonować, ponieważ jest to niezbędny krok ku kolejnym umiejętnościom, takim jak umiejętność dokonywania przeglądu, analizy i oceny jakości śladów cyfrowych, które zostawiamy oraz umiejętność rozpoznania swoich mocnych i słabych stron na tej podstawie. Refleksja nad naszymi aktywnościami z przeszłości pozwala nam nadawać jej sens. A ty w jaki sposób kolekcjonujesz swoje ślady cyfrowe?

Ilona: Zostawiam wiele śladów cyfrowych i czasami sama tracę orientacje, co gdzie zostawiłam. Dlatego używam swojego bloga Mediendidaktik 2.0, jako centrum, w którym gromadzę linki do miejsc, w których regularnie zostawiam cyfrowie ślady, czyli np. Twitter, YouTube, Diigo. Większości z tych miejsc używam każdego dnia, więc na bieżąco obserwuję przebieg swoich cyfrowych poczynań. Nie przeglądam jednak swoich starych wpisów na blogach. Ciągle coś tworzę i korzystam z tego co stworzyłam. To taki ciagły stan beta. Może kiedyś zajdzie taka potrzeba, aby zastanowić się, podsumować…
Joanna: Refleksja jest jednak ważnym elementem procesu uczenia się. Mnie osobiście też często brakuje czasu, aby spojrzeć wstecz. Nie sądzisz, że czasami za bardzo pędzimy do przodu?

Ilona: Tak, pędzimy do przodu, ale myślę, że czas na siedzenie w bujanym fotelu i przeglądanie cyfrowych śladów jeszcze się znajdzie. Zresztą byłoby to bardzo przyjemne. Miałabym na przykład wielką ochotę na badania auto-etnograficzne i analizę rozwoju własnej osobowości cyfrowej na podstawie cyfrowych śladów …

Konferencja PLE BCN Barcelona 2010

July 19th, 2010 by Ilona Buchem

Konferencja PLE (PLE = Personal Learning Environments, czyli osobiste srodowiska uczenia się) miała swoją premierę w Barcelonie (8-9 lipca 2010). Byłam jedą z organizatorów i o swoich wrażeniach z tej perspektywy napisałam tutaj.  Podczas konferencji rozmawiałam o PLE i o konferencji z wieloma osobami, które zajmują się tym tematem. Ale jak widzą to studenci? Jedną z uczestniczek konferencji była Aleksandra Jaroszyńska. Aleksandra studiuje w Barcelonie od trzech lat na międzynarodowym uniwersytecie ESEI kierunek Business Administration na poziomie Bachelor. Z Aleksandrą rozmawiałam po konferencji na Skypie. Byłam ciekawa jej spojrzenia na osobiste środowiska uczenia się i jej ocenę konferencji. Chciałam dowiedzieć się, jak studenci podchodzą do PLE i co daa im ta konferencja. Oto zapis naszej rozmowy.

Ilona: Powiedz prosze, jak to się stało, że trafiłaś na konferencję PLE?

Aleksandra: Z PLE zetknełam się po raz pierwszy w czasie moich zajęć. Mój wykładwca – Ricardo Torres Kompen, docent od Information Technology, wprowadził nas w ten temat z racji tego, że razem ze swoimi współpracownikami z Anglii prowadził badania odnośnie platform dla PLE. Jako studenci zostalismy zaangażowani do organizacji konferencji.

Ilona : W jaki sposób wykładowca zbliżył was do PLE?

Aleksandra: Na samym początku nie wiedzieliśmy, że będziemy studiować koncept PLE. Na zajęciach przede wszystkim bazowaliśmy na poznawaniu narzędzi sieci 2.0 takich jak Flickr, Twitter czy de.li.cio.us. Po około pół roku studiowania różnych aplikacji nasz wykładowca zadał nam jako pracę poskładanie ich wszystkich w jedno i stworzenie czegoś, co było by naszym perfekcyjnym narzędziem do nauki, czyli generalnie naszym PLE. Zajmowaliśmy się PLE z perspektywy użytkownika. Większość z nas nawet nie miała pojęcia o istnieniu Twittera czy Flickra, nie wspominając już o innych programach. Więc najpierw musieliśmy nauczyć się ich używać, potem debatowaliśmy nad tym jak mogą się przyczynić do naszego procesu nauki. A na koniec wdrażaliśmy praktykę w życie…

Ilona : A w jaki sposob “złożyłas” twoje PLE? Czym się kierowałaś?

Aleksandra: Moje PLE było dosyć specyficzne, dlatego, że oparłam je na koncepcie, którego nikt wcześniej nie założył. Dla mnie moje optymalne PLE to … mój własny computer, więc to do czego dażyłam to stworzenie wirtualnej wersji mojego PLE poprzez użycie “web operating systems”, czyli potocznie mówiac wirtualnego desktopu. Przestudiowałam kilka z dostępnych wersji pod względem tego, do jakiego stopnia mogą być one dostosowane do moich potrzeb, czyli pod względem tworzenia i modyfikowania dokumentów, słuchania muzyki, edytowania zdjeć, ale też z drugiej strony pod względem możliwości linkowania moich narzędzi sieci społecznych. Najlepszą platformą okazał się G.ho.st, który niestety obecnie już nie istnieje. Ale stworzyłam też moje PLE na bazie Ajax Windows. Ma więcej ograniczej, ale służy w miarę dobrze, no i wciąż jest na sieci …

Ilona : Wróćmy teraz do konferncji PLE – jak ją oceniasz?

Aleksandra: Myslę, że ze strony organizacyjnej wszystko było naprawdę świetnie przygotowane, było wiele możliwości poznania nowych ludzi i atmosfera naprawdę do tego zachęcała …

Ilona : Ale…

Aleksandra: Ale problem dla mnie i moich znajomych z uniwersytetu, którzy pomagali przy organizacji to było ukierunkowanie konferencji. Większość sesji i warsztatów była przeznaczona dla nauczycieli albo profesjonalistów zajmujących się badaniami nad PLE. Dla nas studentów byłoby dużo ciekawiej, gdyby zostały przedstawione nowe metody tworzenia PLE albo nowe platformy i aplikacje, ktróre mogłyby nasze PLE wzbogacić. Generalnie brakowało mi praktycznego podejscia do PLE. Większość konferencji, przynajmniej te sesje, w których uczestniczyłam, dotyczyły głównie konceptu PLE. My mieliśmy nadzieję na to, że dowiemy się np. jak używać PLE na studiach i w pracy.

Ilona : Rozumiem. Jestem ciekawa, czy Twoje spojrzenie na PLE zmieniło się przez tą konferencję?

Aleksandra: Powiedziałabym, że się rozszeżyło. Osobiście wciaż mam swoją własną wizję PLE jako miejsca, w którym znajdują się wszystkie materiały, których używam do nauki, rozrywki i generalnie rozwijania się. Natomiast rozmawiając z innymi użytkownikami PLE i słuchajac konferencji, zdałam sobie sprawę, że PLE nie jest tylko tym, czego nauczyl nas nasz wykładowca. Zrozumiałam, że PLE to znaczeniowo dużo szerszy koncept. Generalnie, pierwotne podchodziłam do PLE z punktu czysto wirtualnego, czyli moje pierwotne PLE zawierało jedynie “digital resources”, czyli zasoby wirtualne. Konferencja PLE uświadomiła mi po pierwsze, że PLE może istnieć poza komputerem. Po drugie, że dla wielu, PLE nie jest bazą danych informacji, ale łańcuchem, który łączy wiele informacji i tworzy przez to “ściezkę nauki“.

Ilona : To z czego składa się Twoje PLE?

Aleksandra: Moje PLE można podzielić na sekcje, które zresztą są widoczne w ułożeniu mojego pulpitu. Pierwsza część to wszystkie moje dokumenty, prezentacje, artykuły i prace, czyli typowa część biurowa, czyli to, co zazwyczaj nosimy na naszym USB. Druga część to sieć 2.0, czyli linki do Facebooka, Flickra i do moich bookmarków. Generalnie wszystko, co używam na sieci do kontaktowania się ze znajomymi i do szukania informacji. Trzecia część to moje ulubione RSS feeds, które mam zachowane – mój desktop wyświetla mi nowe artykuły, które się pojawiaja w moich ulubionych magazynach. No i dodatkowo to, co cenię w moim PLE to to jak mi pomaga w organizacji, czyli to, że mogę dodać do niego kalendarz, prognozę pogody, listę rzeczy do zrobienia, itp – czyli typowe dla aplikacji internetowych “widgets”. Poza tym z mojego PLE mam bezpośredni dostęp do moich e-maili, które są importowane ze wszystkich moich kont mailowych oraz dostęp do wszystkich komunikatorów, takich jak  Google Talk, MSN, itp.

Ilona : Czy są jakieś problemy związane z prowadzeniem takiego własnego PLE?

Aleksandra: Główny problem to stabilność platformy. W związku z tym, że używam mojego PLE na bazie wirtualnego pulpitu, dostep do niego i jego funkcjonalność jest zależna od osób trzecich no i niestety, jak widać na przykładzie G.ho.st, czasami jest to duży problem. Jest wiele innych problemów, na przykład to, że każda platforma oferuje coś innego, więc tak naprawdę cieżko jest znaleźć perfekcyjną wersję, która będzie zawierać wszystko to, czego potrzebuję w moim PLE. Szczerze mówiąc zbudowałam moje PLE ponad rok temu, ale pół roku temu kupiłam jeden z tych małych przenośnych laptopów i odkąd go mam, używam mojego wirtualnego PLE coraz mniej …

Ilona : Dlaczego?

Aleksandra: Bo głowną zaletą tego podejścia jest to, że PLE jako wirtualny pulpit jest dostępny z każdego komputera. W tej chwili mój laptop jest na tyle przenośny, że nie potrzebuję wirtualnego dostępu do pulpit, tylko noszę go ze sobą 🙂 Generalnie wszystkie moje aplikacje są dostępne z pulpitu mojego komputera. Muszę jednak przyznać, że dużo łatwiej jest stworzyć taki dostęp z wirtualnego pulpitu niż z tego faktycznego w moim komputerze. Wiec to może być duży plus dla pozostania w wirtualnym PLE.

To była bardzo ciekawa rozmowa. Bardzo chciałabym się dowiedzieć, jakich narzędzi sieci 2.0 używacie? Co jest Wszym osobistym środowiskiem uczenia się?

Wirtualne warszaty i mapa myśli

July 1st, 2010 by Ilona Buchem

Moi drodzy, już niedługo już za momencik odbędzie się PLE konferencja #PLE_BCN w Barcelonie (8-9 lipca), którą przygotowujemy już od dawna (od dobrych 7 miesięcy). Właśnie dopinam wszystko do końca – przygotowywuję newsletter, prezentację na pecha kucha no i na warsztaty, które poprowadzę wraz z Cristina Costa (UK), Wolfgang Reinhardt (DE) i George Couros (CA) na temat definicji konceptu osobistych środowisk uczenia się. Tutaj możecie zobaczyć początkową kolekcję definicji. Warsztaty te będą miały formę „collaborative mind mapping“, czyli wspólne tworzenie mapy myśli w grupie realne i wirtualnej. W tym celu będziemy posługiwać się programem mindmeister, który daje bardzo wiele możliwści wspólnego tworzenia map myśli w tym samym czasie i asynchronicznie. Zarówno uczestnicy konferencji, jak i wszystkie inne osoby, które mają dostęp do Internetu i konto w minmeister bedą mogły uczestniczyć w tych warsztatach! Także zapraszam Was wszystkich serdecznie do brania udziału i tworzenia wspólnej mapy myśli! Warsztaty te odbędą sie w piątek, 9 lipca 15:45 do 17:00. We wtorek podam na tej stronie linka do początkowej mapy myśli i hasło do zalogowania się w piątek … ciąg dalszy nastąpi …

Sieci spoleczne i Ning

June 21st, 2010 by Ilona Buchem

Rozmawiałam na Skypie z Markiem Hylą, założycielem i moderatorem sieci społecznej SzkoleniaXXIwieku na temat inicjowania i rozwijania sieci społecznych oraz o nowym modelu biznesowym Ning. Oto zapis naszej rozmowy.

IB: Jest Pan znany w Polskiej spolecznosci e-learningowej. Czym się Pan zajmuje zawodowo? W jaki sposób porusza się Pan na codzień w sieci?

MH: Zawodowo jestem menedżerem w firmie szkoleniowej – osobą odpowiedzialną za nowoczesne technologie w procesie szkoleń. Z sieci korzystam zarówno zawodowo, jak i pozazawodowo. Zresztą jak się nad tym zastanowić, to oba te zastosowania się ze sobą łączą. Trudno oddzielić ostrą kreską zawodowe i pozazawodowe korzystanie z sieci. No bo na przykład czy pisanie bloga to zastosowanie zawodowe, czy pozazawodowe? Albo korzystanie z LinkedIn? Albo z GoldenLine?

IB: A dlaczego założył Pan sieć społeczną www.SzkoleniaXXIwieku.pl?

MH: Chyba z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że postawiłem sobie za cel promowanie i rozwój rynku e-learningowego w Polsce. Po drugie dlatego, iż widziałem bardzo pozytywny wpływ na to jak jestem postrzegany przez książkę, którą napisałem, tzn. “Przewodnik po e-learningu“. Fakt bycia autorem bardzo dobrze wpłynął na mój osobisty brand (markę) na rynku, a blog był znacznie ciekawszą formą nawiązania kontaktu z osobami, zainteresowanymi tematem nauczania przez sieć. Warto też zauważyć, że nie bez powodu zacząłem pisać bloga na środowisku Ning, które pozwala właśnie na tworzenie społeczności, a nie po prostu na pisanie tekstów do poczytania. Zależało mi na tym, aby skupić ludzi, móc nawiązać z nimi kontakt.

IB: Dla kogo sieć www.SzkoleniaXXIwieku.pl jest przeznaczona? Dla kogo szczególnie interesująca? Kim są uczestnicy tej sieci i co im daje bycie jej częcią?

MH: Spolecznosc ta jest przeznaczona dla dwóch grup. Pierwsza grupa jest małoliczna – jedynym jej członkiem jestem ja sam :). Mówiąc poważnie – blog jest dla mnie, tak jak pamiętnik, takim miejscem, gdzie mogę zapisać “sam dla siebie” rzeczy ciekawe, interesujące, ważne z perspektywy czasu, potrzebne do lepszego zrozumienia zmian jakie dzieją się na rynku. Grupa druga – to oczywiście wszyscy uczestnicy sieci. Udało mi się osiągnąć mój początkowy cel – członkami społeczności jest dość szeroki przekrój osób zarówno z firm, instytucji administracji publicznej, szkół i uczelni. Są tu i dyrektorzy, i specjaliści, i wykładowcy akademiccy, i studenci. Mam nadzieję (i to, póki co moim zdaniem, jest wartością dla uczestników sieci), że to, co wydaje mi się interesujące i co zapisuję “sam dla siebie” może być również interesujące dla innych. SzkoleniaXXIwieku mają jednak charakter dość jednostronnego przekazu. Mimo tego, że można bloga komentować, że jest forum, to jednak głównie piszę ja, a inni czytają. Cóż, taka jest specyfika większości blogów…

IB: Tak, znam ten „problem”. Jakie tematy więc Pan porusza?

MH:  Inicjuję zagadnienie, które czasem trafiają na podatny grunt i budzą dyskusje. Poruszam tematy interesujące mnie, obejmujące przede wszystkim nowoczesne technologie szkoleniowe, styk człowiek – technologia, innowacje technologiczne, które mogą wpłynąć na nasze życie, na to w jaki sposób postrzegamy świat, w jaki sposób się uczymy (w bardzo szeroko pojętym tego słowa znaczeniu).

IB: Z pewnością chciałby Pan, aby więcej inicjatywy wykazywali uczestnicy, np. sami inicjowali nowe tematy lub więcej komentowali …

Myślę o tym, by spróbować w ciągu najbliższych miesięcy lepiej wykorzystać potencjał tych prawie 750 osób, które są członkami społeczności. Planuję, by celebrując 1000 osobę wprowadzić jakieś istotne zmiany w formule społeczności, np. bardziej otworzyć społeczność, złamać trochę formułę jednostronnej komunikacji na rzecz oddania trochę większego pola dla uczestników. Oczywiście wymagało to będzie znacznej pracy stymulacyjnej z mojej strony – ale postaram się tego dokonać. Zadowolony nie jestem, ale nie obrażam się na rzeczywistość. Wiem, że taka jest specyfika sieci, społecznościowych mediów. Wiem jednak, że w dużej liczbie osób, z którymi nawiązałem kontakt tkwi ogromny potencjał. Chcę ten potencjał spróbować wykorzystać. Dlatego zachęcam ludzi do uczestnictwa w społeczności, zostawiania swoich danych, tworzenia profili. Wiem jednocześnie, że działa to na moją niekorzyść jeżli chodzi o liczbę odwiedzin na blogu – utworzenie własnego profilu to jednak dla wielu osób pewna bariera …

IB: Jaka będzie Pana strategia? Jak chce Pan zaktywować członków społeczności?

MH: Jak to osiągnąć? Szczerze powiedziawszy jeszcze nie wiem. Muszę zaproponować coś ciekawego, coś co da wartość uczestnikom sieci. Może od czasu do czasu będziemy robić jakieś ciekawe badania ankietowe, albo będę wysyłać do wszystkich personalnego e-maila z prośbą o wsparcie inicjatywy. Może otworzę formułę społeczności tak, aby każdy jej uczestnik mógł pisać tutaj swojego bloga. Może otworzę grupy zainteresowań. To tylko kilka pomysłów…

IB: To ciekawie pomysły. A ma pan jakis model, wzór? Czy jest jakaś sieć społeczna, która jest dla Pana przykładem?

MH: Mam raczej kilka inspiracji. Ninga wybrałem zachęcony przez Elliotta Masie, który na tym środowisku otworzył “LearningTown“. Zobaczyłem, że można zbudować społeczność liczącą tysiące osób w skali światowej. Stamtąd też zaczerpnąłem np. pomysł grup zainteresowań. Śledzę rozwój różnych trendów w zakresie komunikacji społecznościowej. Na przykład zmiany na LinkedIn pokazują co się zmienia, na co stawiają znacznie bardziej doświadczeni w komunikacji gracze. Przykładem jest coraz bogatsze i lepsze poznawanie ludzi poprzez sieci społeczne. To już nie są tylko podstawowe dane, ale (jeżeli, oczywiście, jest taka wola członka społeczności) możliwość poznania jego gustów czytelniczych, planów podróży itp. Do tego dochodzi oczywiście, coraz doskonalszy profil doświadczeń zawodowych. Innymi słowy – sieci społeczne pozwalają na coraz lepsze zdefiniowanie siebie – z korzyścią zarówno dla siebie samego, np. poprzez lepsze szanse rekrutacyjne, oraz innych, np. poprzez sprawniejsze znalezienie osób, które mogą pomóc w realizacji zawodowych czy pozazawodowych celów.

IB: Moje następne pytanie odnosi się do Ning: Niedawno Ning ogłosił, że zamyka wszystkie swoje darmowe serwisy. Jak zareagowal Pan na ten nowy model biznesowy Ninga? W jaki sposób te zmiany wpłynęły na SzkoleniaXXIwieku?

MH: W zasadzie nie wpłynęło to w żaden sposób na SzkoleniaXXIwieku, gdyż od zawsze korzystam ze środowiska płatnego. Moja reakcja była ostrożnie pozytywna. Chciałbym wierzyć w to, że ruch Ning sprawi, iż serwis będzie lepszy, bogatszy w funkcje, sprawniej działający, z mniejszą liczbą błędów. Działa to, oczywiście, na niekorzyść osób, które założyły społeczności w modelu darmowym, niemniej mówi się coraz częściej o tym, że model wartościowych serwisów w Internecie za darmo zaczyna się kończyć. Nie mam nic przeciw płaceniu rozsądnych pieniądzy za wysoką wartość usług.  Na razie nie odczułem zmian, chyba na to za wcześnie. Pojawiły się wprawdzie jakieś nowe funkcje, ale nie nastąpiła żadna rewolucja.

IB: Na koniec proszę jeszcze powiedziec tym osobom, które same chciałayy założyc podobną sieć społeczną. Co jest ważne, jeżeli chce się (a) zainicjować i (b) umożliwić rozwój własnej sieci społecznej?

MH: Moim zdaniem – trzeba chcieć to robić DLA SIEBIE. Jeżeli liczy się na to, że każdego dnia będziemy mieli setki czy tysiące odwiedzających, to szybko się zniechęcimy. Trzeba starać się być regularnym w tym, co się robi. Jeżeli podejmiemy decyzję, że piszemy co tydzień, to róbmy to co tydzień. Jeżeli mamy to robić co trzy dni, to utrzymujmy ten rytm. Ja staram się każdego miesiąca opublikować kilkanaście wpisów na blogu. Trzeba określić i trzymać styl bloga. Tworzyć go tak, aby ten styl był spójny. Trzeba też rugować z sieci osoby, które nie są gotowe podporządkować się takiemu stylowi. Ja np. byłem zmuszony usunąć profil osoby, która miała nieodpowiednie dla stylu naszej sieci zdjęcie. Mam też praktykę witać indywidualną wiadomością każdego nowego członka społeczności. Raz na kilka dni przeglądam listę nowych członków i wysyłam takie powitanie. Poświęcam na te wszystkie zadania pewnie 2 godzin tygodniowo. To może wydawać się dużo, ale tak czy siak – pewnie połowę tego czasu i tak poświęcałbym na szukanie, czytanie raportów, analizy itp. To co robię dodatkowo to dzielenie się swoimi przemyśleniami z innymi. Nie robię tego czysto altruistycznie. Poprzez moje działania w sieci buduję moja osobistą markę. Moja marka pomaga mi w biznesie, określa mnie w sieci, buduje znacznie doskonalszy profil niż wszystkie LinkdIny razem wzięte.

IB: Dziekuję bardzo za rozmowe. Bardzo chętnie porozmawiam z Panem następnym razem na temat budowania własnej marki w sieci. To też bardzo ciekawy temat …

Po co komu Twitter?

June 14th, 2010 by Ilona Buchem

Ostatnio Joanna zapytała mnie, dlaczego właściwie tweetuję (= używam Twittera). Kilka innych osób też zadało mi to pytanie, więc myślę, że jest to temat ciekawy dla wielu, szczególnie tych nie-tweetujących. Oto zapis naszej rozmowy:

Joanna: Wiem, że zawzięcie tweetujesz. Kiedyś napisałaś, że czytasz nowe Tweety jeszcze przed poranną kawą… Co takiego daje ci Twitter?  Na czym polega  jego „czar“? Pytam oczywiście pod kątem procesu uczenia się, bo rozumiem, że informacja o tym że ktoś właśnie idzie na kawę niekoniecznie wzbogaca cię naukowo. Twitter jest na pewno szybkim zródłem informacji, ale czesto jest to informacja z drugiej reki, w dodatku podana w telegraficznym skrócie, a nie każdy jest urodzonym sprawozdawcą, czy reporterem. Szybkie zródło informacji niekoniecznie oznacza dobre i rzetelne zródło informacji….

Ilona: Właśnie z Twitterem jest odwrotnie! Jest świetnym zródłem informacji – zarówno z pierwszej ręki (np. Tweety na temat konferencji PLE) jak i z drugiej ręki (np. Re-Tweety (RT), czyli informacje przez kogoś już ocenione jako wartościowe i dlatego przekazane dalej). Ale masz rację, Twitter jest mieszanką przeróżnych typów informacji i ważne jest, aby umieć filtrowac to, co jest subjektywnie ważne, interesujące itd. Chociaż to, co jest ważne i interesujące może się dosyć często zmieniać. Ja na przykład mam takie momenty, kiedy jestem tylko ukierunkowana na odbiór informacji fachowych i ignoruję Tweety, które donoszą o sprawach osobistych. Jednak czasami właśnie te osobiste Tweety są dla mnie bardzo ważne i cieszę się, że mogę w ten sposób być w kontakcie z ludzmi na innych płaszczyznach niż poziom zawodowy. Twitter to taka mieszanka publiczności i prywatności. I to właśnie jest w nim ciekawe. Każdego dnia możesz znaleść na Twitterze coś, co cię zainspiruje, ucieszy albo skłoni do myślenia, albo podsunie ci prosto „pod nos“ informację, której szukałaś już od dawna.

Joanna: Czyli, kiedy wchodzisz na Twittera to z góry wiesz po co?

Ilona: Czasami wiem, czasami nie. Najczęściej po prostu idę z falą i odkrywam w tym potoku informacji jakieś nowe wzory. Dam ci przyklad. Jakiś czas temu zapomnialam zupełnie, że miała być w TV transmisja z Eurowizji, a bardzo chciałam ją w tym roku zobaczyć, bo Niemcy mieli przesympatyczną kandydatkę (Lenę), ktróra nota bene wygrała.  Było już póżno i zaczełam szukać w Internecie, czy Lena już miała występ. Nie mogłam znalezć nic aktualnego, ani przez Google, ani przez strony programów TV. No i myślałam, że już przegapiłam. Wysłałam więc przez Twittera zapytanie, jak dała sobie radę Lena. W ciągu kilku sekund dostałam na tego Tweeta (wiadomość na Twitterze) kilka odpowiedzi! Okazało się, że wystep był jeszcze przed nami. Przez te Tweety odkryłam hasło tzw. taga #eurovision, za pomocą którego mogłam prześledzić wszystko to, co do tej pory zostało na Twitterze napisane na temat Eurowizji. Okazało się, że ludzie tweetowali już od kilku dobrych godzin na ten temat –  komentowali, co się dzieje, kto ma jakie szanse, kto miał dobry występ itp. Było też wiele dowcipnych Tweetów – przy kilku naprawdę śmiałam się do rozpuku!  Za pomocą Taga #eurovision zaczełam uszestniczyć w tym globalnym tweetowaniu  – komentowałam, odpowiadałam, re-tweetowałam. To była super zabawa! Jak wiesz, transmisje Eurowizji nie są najlepszą rozrywką pod słońcem, ale przez Twittera uczestniczyłam w bardzo fajnej globalnej party. To tak, jakby moi znajomi byli u mnie i razem komentowalibyśmy to, co się dzieje w TV. Było wesoło i miło spędziłam czas. Gdyby nie Twitter, to pewnie wyłączyłabym TV po 5 minutach. A tak, bez wychodzenia z domu byłam częścia społecznego, interaktywnego wydarzenia. Teraz coś podobnego dzieje się w związku z mistrzostwami świata w piłce nożnej … polecam hasło #worldcup!

Joanna: Czy umiesz ocenić ile czasu dziennie poświecasz tweetowaniu? Jakby tak zebrać te sekundy, minuty razem?

Ilona: Cieżko powiedzieć. Czasami pół godziny dziennie, czasami 15 minut, czasami 5 minut. Ale prawie codziennie wchodzę i patrzę co się dzieje, o czym się dyskutuje.

Joanna: Czy zamiast np. czytać tweety o konferencji albo z konferencji, nie lepiej jest na niej być? Albo w tym czasie przeczytać artykuł z dobrego czasopisma naukowego?

Ilona: Tak, dobrze być na konferencji, ale nie możesz być na wszystkich i zawsze. Dlatego jeżeli coś cię bardzo interesuje, a nie masz czasu godzinami śledzić livestreamów, możesz sobie taką kwintesencję przeczytać właśnie na Twitterze. Na podstawie Tweetów dowiadujesz się wtedy, jakie były najważniesze tematy, co ludzi poruszyło i o czym sie mówiło. A jeżeli to cię dalej interesuje, na pewno znajdziesz też pośród Tweetow linka na bloga, gdzie będziesz mogła poczytać więcej … Ale zapomniałyśmy w naszej rozmowie o najważniejszym aspekcie Tweetera – o ludziach, którzy są jego częścią. Porozmawiajmy następnym razem na ten temat pod kątem PLN – Personal Learning Networks …

Cyfrowi tubylcy i gra w szkołę

May 28th, 2010 by Ilona Buchem

Czy nauczyciele w Polsce są dobrze przygotowani na pokolenie cyfrowych tubylców? Opdowiedzi na to pytanie szukałam w rozmowie z Lechosławem Hojnackim – nauczycielem i konsultantem, zajmującym się implementacją nowoczesnych technologii informacyjnych w procesie kształcenia dorosłych, przede wszystkim nauczycieli.

IB: Ten kto zajrzy na Pana stronę internetową  http://www.hojnacki.net odkryje szybko, że jest Pan aktywny na wielu serwisach internetowych. Czym się Pan aktualnie zajmuje zawodowo?

LH: W tej chwili pracuję jako wykładowca w  Kolegium Nauczycielskim w Bielsku-Białej. To taki niszowy w Polsce system kształcenia nauczycieli na poziomie trzyletnich studiów zawodowych, zbliżony bardziej do szkoły (niewielka liczba studentów, sporo praktyk) niż uniwersytetu. Jednocześnie pracuję jako konsultant w Regionalnym Ośrodku Metodyczno-Edukacyjnym “Metis” w Katowicach i zajmuję się implementacją tzw. nowych technologii w procesie dydaktycznym.

IB: Ma Pan więc szerokie spojrzenie na zastosowanie TIK (technologii informacyjno – komunikacyjnej) w edukacji. Czy szkolenia nauczycieli w Polsce obejmują standardowo  tematy e-pedagogiczne? W jakim zakresie szkoleni są nauczyciele w temacie e-learningu 2.0? Jak to wygląda w przypadku czynnych nauczycieli,  a jak w przypadku studentów-adeptów?

LH: Czynni nauczyciele w pewnych okresie swojego rozwoju zawodowego muszą się wylegitymować dowodami opanowania TIK. Na poziomie awansu zawodowego na nauczyciela mianowanego są to “umiejętności wykorzystywania w pracy technologii informacyjnej i komunikacyjnej;” natomiast na poziomie nauczyciela dyplomowanego (najwyższym) – „podejmowanie działań mających na celu doskonalenie warsztatu i metod pracy, w tym doskonalenie umiejętności stosowania technologii informacyjnej i komunikacyjnej”. Od nauczyciela stażysty i kontraktowego (najniższe) nie wymaga się w tym zakresie niczego. Nie ma jednak sztywnych reguł, co to znaczy “wylegitymować się” i duża część nauczycieli korzysta w tym celu ze szkoleń prowadzonych przez ośrodki doskonalenia nauczycieli lub inne instytucje, m.in. w ramach projektów unijnych. W praktyce posiadanie pewnej liczby zaświadczeń o ukończeniu szkoleń, ocenianych częściej w kategorii liczby godzin niż treści i poziomu – jest wystarczającym dowodem posiadania stosownych umiejętności. Członkowie komisji oceniają tylko dostarczone dokumenty określające umiejętności związane z TIK w warsztacie dydaktycznym i czynią to przez pryzmat własnej wiedzy i świadomości.

Są to najczęściej spotykane źródła systemowej motywacji zewnętrznej dla nauczycieli. Jak widać nie ma tu miejsca na rozróżnienia dotyczące stosowania konkretnych metod, konkretnych typów serwisów, sposobów komunikowania się, w tym e-learningu 2.0. Ponadto, idąc dalej tropem systemowych uregulowań, komisje powoływane dla oceniania dokonań nauczycieli na kolejne stopnie awansu zawodowego nie tylko nie mają wytycznych, ale nawet możliwości kompetentnego oceniania metodycznych aspektów TIK – nie muszą mieć w swoim składzie ekspertów w tej dziedzinie.

Są też uwarunkowania hamujące rozwój e-learningu 2.0 w szkołach:

1. Organy nadzoru pedagogicznego (kuratorzy oświaty)  otrzymali wytyczne, aby czynnie zapobiegać ujemnym zjawiskom takim jak cyfrowa agresja i inne niebezpieczeństwa ze strony Internetu, dlatego dyrektorzy szkół (notabene w Polsce posiadający bardzo mały w stosunku do wielu krajów rozwiniętych zakres samodzielności) często uznają –  bardzo racjonalnie – że większym zagrożeniem dla ich interesów służbowych jest nadmiar kontaktu uczniów z Siecią, niż wielostronne jego obwarowania, a w praktyce – ograniczenia.

2. Chyba większość polskich szkół dysponuje pracowniami otrzymanymi z, nazwijmy to, centralnego przydziału. Zdecydowana ich większość jest oparta na Windows oraz serwerach SBS o specyficznej konfiguracji. Konfiguracja ta opiera się na tzw. “filtrach treści niepożądanych” oraz kontrolowaniu i analizowaniu całego ruchu sieciowego przez serwer, który w efekcie, w standardowej konfiguracji blokuje nie tylko niepożądane strony, słowa i złośliwe skrypty, ale także wiele pożądanych stron, nieszkodliwych słów oraz bardzo potrzebnych skryptów. W praktyce w wielu szkołach używa się w związku z powyższym komputerów, na których nie da się uruchomić np. większości serwisów z epoki Web 2.0, ponieważ poprawnie działają tylko stare, statyczne strony nie zawierające żadnych skryptów (np. osadzonych filmików, edytorów online etc.). Takie pracownie skutecznie chronią szkołę przed Web 2.0. W związku z czynnikami opisanymi w punkcie 1. oraz z braku stosownych umiejętności, a często i świadomości, ta bardzo zła z punktu widzenia nowoczesnego korzystania z Sieci konfiguracja nie jest modyfikowana.

IB: Wnioskuję z tego, że sieć społeczna jest przez szerokie grono ludzi traktowana jako zagrożenie?

LH: To niestety powszechna postawa. Czasem artykułowana dość wprost np. w kategoriach zagrożeń, agresji, groźby uzależnienia lub jako bezwartościowy strumień śmieciowej informacji. Czasem świadomie lub częściej nieświadomie ta postawa ukrywana pod poglądami typu “nic nie zastąpi książki”, “skoro ONI używają ciągle Sieci to ktoś wreszcie musi ich nauczyć obywać się bez niej lub posługiwać się innymi narzędziami”, “a jak nie będzie komputera, kalkulatora, a jak braknie prądu, to będzie katastrofa”.

IB: Muszę przyznać, że w Niemczech sytuacja wygląda jednak lepiej, ponieważ osiągnieto poziom, na którym przeważa już pragmatyczne pytanie „jak?“, np. „Jak możemy wporowadzić elementy sieci społecznej w szkołach?“. A jakie sa pozostałe wyzwania związane z kształceniem nauczycieli w tematyce e-learningu 2.0? Jakie strategie pedagogiczno-dydaktyczne sprawdzają się w praktyce? W jaki sposób wprowadza Pan nauczycieli w świat sieci społecznych?

LH: Dziś wyraźnie widać, gdzie wiekowo przebiega granica między typowymi cyfrowcami, a bardziej tradycyjnie ukształtowanym pokoleniem uczniów. Nauczyciele szkół podstawowych zapoznani z faktami, zestawieniami, wynikami badań, naturą ważniejszych zjawisk – dość gremialnie dają się łatwo przekonać, iż jest to problem, z którym muszą się zmierzyć, bo po prostu otrzymują obraz sytuacji dobrze wyjaśniający obserwowane przez nich u uczniów zjawisk społecznych wywołanych  Web 2.0. Dla odmiany statystycznie zdecydowanie najtrudniej jest pracować z nauczycielami szkół ponadgimnazjalnych. W tej grupie nauczycieli najczęściej spotykam się z odmową, obrazą nawet. Nie widzą jeszcze konieczności zmiany metod pracy, populacja ich uczniów jeszcze nie jest w pełni cyfrowymi tubylcami i jeszcze da się próbować pracować po staremu. To smutne zjawisko, bo rozsądek wskazuje, że młodzież licealna byłaby najwdzięczniejszą grupą uczniów do metod i form pracy epoki Web 2.0.

Czynnych nauczycieli zatem staram się na początku przekonać, że ich “klienci” zmienili się i będą się zmieniać dalej, w związku z czym oni muszą starać się podążać za zmianami (uwaga) wbrew ustrojowi organizacyjnemu szkoły, który rzeczywiście niesłychanie utrudnia postęp (uwaga: także w aspektach przeze mnie wcześniej tu nie wymienionych). Staram się także zaczynać od najprostszych technologicznie rozwiązań, które dają maksimum efektu przy minimalnych umiejętnościach, ale jakoś przynależnych do Web 2.0. Na przykład na początek wprowadzamam bloga na Bloggerze jako tablicę ogłoszeniową. Zaczynam więc od przekazu jednokierunkowe, ale z łatwością podejmowania dalszych kroków.

Studentów traktuję zgoła inaczej, ponieważ tu jestem w stanie ustalić bardziej drastyczne reguły. Niezależnie od treści programowych, specjalności, roku i trybu studiów, wprowadzam jako obowiązującą metodę grupowy projekt oparty (przynajmniej  technicznie) na serwisach Web 2.0. Treści merytoryczne stawiam na drugim planie za zasadami współpracy, samozarządzania, angażowania ekspertów z zewnątrz, publikowania efektów, autoprezentacji w Sieci itd. Moje podejście wynika z tego, że zdecydowana większość studentów po raz pierwszy w życiu spotyka się z faktyczną metodą konstruktywistycznego projektu grupowego dopiero po maturze! Wielu z nich wykazuje także zasadnicze braki w podstawowych umiejętnościach komunikacyjnych związanych z TIK, wbrew kilkuletniemu cyklowi nauki tego przedmiotu w poprzednich etapach kształcenia.

IB: Tak ten deficyt mają też studenci w Niemczech. Wynika to często z tego, że większości nauczycieli/wykładowców brakuje po prostu doświadczenia i umiejętności w wirtualnej współpracy, kooperacyjnych technikach, samoorganizacji na poziomie grupowym. A czy Pana zdaniem szersze kompetencje, lepsze zrozumienie mają uczniowie lub studenci? Kto rozumie zalety wirtualnej pracy grupowej i potrafi pracować/uczyć się w zdecentralizowanych, nieuporządkowanych hierarchicznie, wirtualnych grupach?

LH: TAK, dzieci i młodzież żyją w Sieci bardziej i głębiej, niż sami to widzą, bo dla nich Sieć jest  przezroczysta. To zjawisko jest podobne w swojej naturze do szczerej deklaracji uczniów, że nie PISZĄ tylko esemesują, czatują. Oni nie nazywają tego pisaniem, traktują tak, jak my rozmowę. Natomiast dość powszechnie oddzielają tego rodzaju aktywności od szkoły, nie tylko ze względu na uwarunkowania, o których mówiłem wyżej lub takie jak powszechny zakaz używania komórek w szkole. To zjawisko tzw. “gry w szkołę” oznacza, że obie strony procesu (nauczyciel i uczeń) w szkole  używają reguł, których nie traktują jako przekładalne na świat zewnętrzny. Ani nauczyciele nie mają motywacji do uczenia np. komunikowania się w Sieci, ani uczniowie tego od nich nie oczekują.

IB: Wspomniał Pan, że dzieci i młodzież nie piszą tylko esemesują i czatują. Na pewno często spotyka się Pan z pytaniem, czy takie praktyki nie zagrażają podstawowym kompetencjom pisania i czytania? Jak odpowiada Pan na takie pytania?

LH: Jeżeli uznać, że taki rodzaj kompetencji, do którego przyzwyczaiły nas doświadczenia poprzednich pokoleń i nasze własne, to kompetencje prawdziwe, jedynie słuszne, stosowalne w przyszłości, albo nawet tylko “potencjalnie akceptowalne dla większości populacji cyfrowców”, to oczywiście czaty i esemesy stanowią zagrożenie.  Przy całym moim osobistym przywiązaniu do sztuki pisania i czytania oraz wielkiej literatury (proszę zauważyć, odruchowo zacząłem odpowiedź od zasygnalizowania, że stoję po tej samej stronie barykady, co inni imigranci cyfrowi), widzę wyraźną analogię do skądinąd bardzo słusznego twierdzenia, że rozwój motoryzacji zagraża zdrowym nawykom długich spacerów oraz kompetencjom jazdy konnej. Sam jeżdżę konno dobrze i od zawsze. Jednak na codzień poruszam się samochodem, a koń jest tylko moim hobby, ukłonem w stronę tradycji, zdrowym spędzaniem wolnego czasu i gimnastyką. To samo spotyka dziś tradycyjne formy przekazu tekstowego.

IB: I na tym moglibyśmy już właściwie zakończyć naszą rozmowę, ale zadam jeszcze jedno pytanie: Czy udało się już Panu zarazić swoim entuzjazmem dla nowych technologii wielu nauczycieli?

LH: Uchodzę za skutecznie zarażającego. Jeżeli ktoś mnie personalnie do czegoś wynajmuje, to znacznie częsciej do zarażania, inicjowania, uświadamiania niż np. do późniejszego systematycznego szkolenia. Niestety ciągle szkoła w Polsce obfituje w czynniki zrażające bardziej niż zarażające, ale w ciągu ostatnich dwóch lat widzę bardzo wyraźną zmianę nastawienia nauczycieli – na lepsze.

Jakie są Wasze/Państwa doświadczenia i opinie na temat wprowadzania e-learningu 2.0 w szkołach? Dziękujemy za komentarze!

Kognitywistyka i e-learning 2.0

May 17th, 2010 by Ilona Buchem

Badaniami nad e-learningiem zajmuje się pedagogika, informatyka, psychologia, socjologia, etnografia … oraz kognitywistyka. Czym zajmuje się kognitywistyka i czego od kognitywistyki może nauczyć się e-learning? Na ten temat rozmawiałam z Markiem Goliaszem z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz autorem bloga mechanikaumyslu.pl. Oto zapis naszej rozmowy:

IB: Czym zajmuje się właściwie kognitywistyka?

MG: Kognitywistyka jest nauką zajmującą się umysłem i jego funkcjami – myśleniem, uczeniem się, językiem, świadomością, emocjami. Jest to nauka o szeroko pojętym poznaniu. Cechą wyróżniającą kognitywistykę jest jej multidyscyplinarność – są w niej wątki psychologiczne, filozoficzne, informatyczne oraz neurobiologiczne.

IB: A jak wykorzystywuje się kognitywistykę w e-learningu?

MG: Jednym z zastosowań kognitywistyki jest problem wizualizacji danych – jak złożone pojęcia przedstawiać tym, którzy spotykają się z nimi po raz pierwszy. Standarowym przykładem wykorzystania nauk poznawczych w e-learningu jest teoria obciążenia poznawczego (cognitive load theory) Johna Swellera. Osobiście uważam, że w e-learningu jest szerokie pole do popisu dla kognitywistyki, ponieważ wiedza ekspercka i technologia nie wystarczą do zbudowania efektywnych środowisk przekazu wiedzy.

IB: Dlaczego nie wystarczają wiedza ekspercka i technologie? Co tutaj proponuje kognitywistyka?

MG: Obserwując sposoby wymiany wiedzy przez internet zauważam, że często eksperci nie przejmują się sposobem przekazu wiedzy, a firmy zajmujące się wdrażaniem e-learningu za bardzo stawiają na zachwycenie kursantów efektami graficznymi. Na mój sposób myślenia o przekazie wiedzy wpłynęło zdanie Cushinga Andersona – “Dobre szkolenie jest zawsze kompromisem między możliwościami percepcyjnymi osoby szkolonej a metodą prezentacji wiedzy i sposobem jej dostarczenia”. Badania kognitywistyczne pozwalają określić owe możliwości percepcyjne.

Jednym z przykładów takich zastosowań jest zasada podwójnego kodowania sformułowana przez Paivio, zgodnie z którą, jesteśmy w stanie efektywniej kodować docierający do nas przekaz, jeśli wykorzystujemy zarówno wzrok jak i słuch. Dalsze badania pokazały, że wzrokowo lepiej kodujemy to, co konkretne, a to, co abstrakcyjne lepiej przyswajami słuchowo. Lepsze kodowanie oznacza w tym kontekście lepsze zapamiętywanie i późniejsze wydobycie z pamięci.

IB: Jakie są dla Pana najbardziej zaskakujące wyniki badań kognitywistycznych?

MG: Myślę, że bardzo ciekawym wynikiem na gruncie kognitywistyki było odkrycie przez Millnera i Goodale dwóch szlaków przetwarzania wzrokowego (two streams hypothesis) – jednego na użytek percepcji, a drugiego na użytek działania. Na poziomie mózgu za każdy z nich odpowiada osobny szlak neuronowy. Badanie to rzutuje na nasz sposób myślenia o percepcji jako o mechanizmie biernego przyswajania tego, co znajduje się na zewnątrz. Coraz więcej współczesnych badań pokazuje, że percepcja służy przede wszystkim sprawnemu działaniu.  Więcej o tym można przeczytać w wydanej przez PWN książce “Mózg wzrokowy w działaniu“. W dziedzinie uczenia się, a więc bliżej zagadnień e-learningu, duży wpływ wywarła na mnie książka Manfreda Spitzera “Jak się uczy mózg“. Autor pisze w niej o tym, że sieci neuronowe w naszym mózgu uczą się bez przerwy. Najbardziej wydajnym sposobem uczenia się jest więc zapoznawanie się z jak największą liczbą przykładów. Spitzer dowodzi, że nasz mózg potrafi sam wyekstrahować z tych przykładów reguły i zasady. Czyż nie jest to znaczący wynik dla metodyków e-learningu i wszystkich zajmujących się nauczaniem?

IB: Jak najbardziej. Mysle, że z wynikami takich badań powinni zaznajomić się wszyscy, którzy zajmują się nauczaniem. Moje kolejne pytanie dotyczy pola badań kognitywistyki. Powiedział Pan, że kognitywistyka zajmuje się percepcją na poziomie indywiduum:

Czy w kognitywistyce jest też nurt, który zajmuje się grupowymi zjawiskami, takimi jak współpraca międzyludzka, kooperacja?

MG: Tak, coraz więcej badaczy zajmuję się takimi zagadnieniami jak poznanie społeczne (social cognition). Przykładem badań w tej dziedzinie jest odkrycie neuronów lustrzanych, czyli takich komórek nerwowych w korze premotorycznej, które aktywują się gdy obserwujemy czynności podejmowanych przez innych. Wyniki te są podstawą do tego, aby zdefiniować na nowo pojęcie empatii. Rozumiem jednak intencję Pani pytania. O tym jak skuteczne jest uczenie się od siebie nawzajem świadczy dynamika rozwoju forów internetowych i list dyskusyjnych. Trudno mi wskazać na konkretne badania, które opisywałyby ten fenomen. Widocznie, jest jeszcze wiele do zrobienia 🙂

IB: Bardzo interesuje mnie właśnie social cognition, distributed cognition. Do tego nawiązuje też moje następne pytanie:

Czy z perspektywy kognitywisktyki jest różnica między e-learningiem 1.0 a e-learningiem 2.0? Czy sieci społeczne zmieniają coś w na poziomie percepcji?

MG: Na początku krótko objaśnię dlaczego trudno wypowiadać się “z punktu widzenia kognitywistyki”. Otóż nauka ta nie ma jednolitego paradygmatu. 30 lat temu kognitywistyczne badania umysłu cechowało założenie  – mózg jako komputer, a umysł jako wykonywany na tym komputerze program. Badania z różnych dziedzin naukowych, szczególnie psychologii i filozofii umysłu, ukazały słabość takiego podejścia. Kognitywistykę należy więc traktować bardziej jako szerokie spektrum badań i badaczy skupionych wokół tematyki funkcji umysłu. Dlatego też często wykluczające się stwierdzenia reprezentują punkt widzenia kognitywistyki.

Mogę więc wyrazić swoje zdanie w oparciu o wiedzę, która składa się na szeroko pojęte nauki poznawcze.  Sądzę, że e-learning 2.0. jest pozytywnym zjawiskiem. Zagrożeniem jakie widzę jest tu jakość przekazywanej wiedzy. O tym jak pogodzić wiarygodność przekazu z zaangażowaniem internautów opowiem na przykładzie projektu student.pl, przy którym aktualnie pracuję. Rzecz polega na udostępnieniu kursu z pewnej dziedziny na kilku poziomach zaawansowania. Główna idea polega na tym, że ci, którzy wiedzą już więcej tzn. ukończyli pierwszy i drugi stopień, dzielą się swoją wiedzą z tymi, którzy dopiero rozpoczynają. Nie wymaga to żadnej szczególnej technologii, wystarczy forum i czat udostępnione w ramach platformy Moodle. Na efekty tego rozwiązania dopiero czekam, ponieważ projekt dopiero startuje.

IB: Co ma Pan na myśli mówiąc “efekty”? Jakie efekty będą przedmiotem badań w tym projekcie?

MG: Efektem będzie to, że kursanci będą chcieli angażować się coraz bardziej w kurs. Z jednej strony będą osiągać kolejne etapy, a z drugiej chętnie i rzetelnie wspierać tych, którzy są na wcześniejszych etapach. Rzetelność tego jak “starsi” wspierają młodszych będzie oceniana przez eksperta przygotowywującego kurs.

IB: Czy na osiągniecie tych efektów, np. zaangażowanie, wymianę i wzajemną pomoc między uczacymi się, mają wpływ jakieś czynniki, którymi zajumje się kognitywistyka?

MG: Tak, moim zadaniem jest właśnie zapewnić odpowiednią formę przekazu. Jednym ze sposobów jest odwołanie się do wiedzy, którą uczestnicy kursu mają “na wejściu”. Chodzi o to, aby używać tam gdzie to najbardziej potrzebne metafor i języka konkretu odwołujących się do codziennych doświadczeń i elementarnej wiedzy. Innym sposobem jest oddziaływanie na głębokość przetwarzania wiedzy. Bardzo często bowiem interakcja to tylko przeciąganie i klikanie. Nie trzeba znać badań psychologicznych, aby wiedzieć, że im lepiej opracujemy materiał, im bardziej się na nim skupimy, tym więcej w nas pozostanie. Środkiem do tego mogą być chociażby zadania polegające na napisaniu dłuższej wypowiedzi na forum czy hasła w słowniku.

IB: W jaki sposób diagnozuje Pan wiedze “na wejsciu” i podejmuje decyzję o tym, jaką metaforę, jaki zwrot językowy zastosować?

MG: Przyznam szczerze, że nie mam tu złotych zasad. Dla mnie punktem wyjścia jest zapewne znana Pani koncepcja metafor Georga Lakoffa, która dała podwaliny językoznawstwa kognitywnego oraz jej rozwinięcia. Lakoff twierdzi, że nasz system pojęciowy jest tak bogaty właśnie dzięki metaforze. Pojęcia abstrakcyjne biorą swój początek z naszych interakcji ze światem, z tego w jaki sposób się poruszamy itd. Stąd też diagnozowanie wiedzy wejściowej nie zawsze jest obowiązkowe, aby używać dobrych metafor. Pozwolę sobie przytoczyć pewną anegdotę o wybitnym fizyku R. Feymanie, którą słyszałem od swojego promotora. Otóż Feyman przysłuchiwał się kiedyś rozmowie dwóch matematyków zajmujących się bodajże topologią. Choć nie znał tematu pozwolił owym matematykom rozwiązać spór, który toczyli. Gdy zapytali go jak to zrobił powiedział, że gdy oni rozmawiali on wyobrażał sobie to co mówią jako wklęśniętą piłkę tenisową. Jest to dla mnie doskonały przykład tego, w jaki sposób metafora jest kluczem do zasobów naszego umysłu.

IB: To bardzo ciekawe zagadnienie: Metafory jako centrum międzyludzkiej komunikacji. Więcej na ten temat przeczytać można w książce “Metafory w naszym życiu”. Dziekuję za tę interesującą rozmowę!

Moje pytanie do czytelnikow: Jak sądzicie, w jakim kierunku powinny zmierzać badania kognitywistyczne, tak aby można było lepiej zrozumieć i zaprojektować procesy związane z sieciami społecznymi i osobistymi środowiskami nauczania się?

Co to jest PLE? Proba definicji.

May 11th, 2010 by Ilona Buchem

W naszej dyskusji na temat Personal Learning Environments (PLEs), czyli osobistych środowisk uczenia sie, pominęłyśmy jak dotychczas próbę zdefiniowania PLE.  Ponieważ kilka osób zgłosiło się do nas z zapytaniem, co to własciwie jest PLE, wpis ten będzie próbą udzielenia odpowiedzi na to własnie pytanie. Sprawa nie jest prosta, bo po pierwsze definicji PLE jest wiele, a po drugie te definicje bardzo się od siebie róznią. Poniżej zamieściłyśmy zapis naszej rozmowy na Skypie. Mamy nadzieję, że zachęci was ona do włączenia się do dyskusji.

Ilona: Chcemy dzisiaj porozmawiać o tym, czym jest PLE. Zależy nam na tym, aby definicja tego pojęcia była zrozumiala dla każdego, nawet dla osoby, ktora rzadko zagląda do Internetu, czy też korzysta z nowowczesnych technologii.

Joanna : Może zacznijmy tak: osobiste – środowisko – uczenia się. Spójrzmy na każde slowo z osobna i na wszystkie razem. Co to oznacza?

Ilona : Ja najchętniej zaczęlabym od słowa “środowisko”, bo ono jest dla mnie kluczowe dla zrozumienia tego, czym jest PLE. Czy to środowisko jest tylko wirtualne, czy realne? A moze wirtualne i realne?

Joanna : W tej kwestii badacze dzielą się generalnie na dwa obozy. Przeważająca cześć używa określenia PLE wyłącznie w odniesieniu do nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Dla tych badaczy PLE składa się z aplikacji i serwisów internetowych, które umożliwiają uczącemu się tworzyć  i publikować nowe treści, przechowywać dokumentację związaną z procesem uczenia się, a także agregować informacje pochodzące od innych członków społeczności uczących się.

Druga grupa badaczy rozumie PLE znacznie szerzej: PLE odnosi się nie tylko do narzędzi i technologii cyfrowych lecz obejmuje swoim znaczeniem także starsze technologie oraz inne nie-cyfrowe zasoby (np. kolegów w pracy, drukowane gazety i książki, telewizję i radio, teatr i kino, itp.) wspierające osobę uczącą się w osiągniąciu konkretnego celu uczenia się.

llona : Ja mam szczerze powiedziawszy problem z tą szersza definicją, bo wydaje mi się ze robi ona z PLE taki koncept wiadro, do ktorego można wszystko włożyć. To tak jak z terminem „kompetencje” – jest ono tak szeroko definiowane, że trudno jest sprecyzować, co kompetencją nie jest lub co do kompetencji nie należy.

Joanna: Niekoniecznie. Może lepiej bedzie to zrozumieć na przykładzie: W Paradygmacie poruszamy nurtujące nas tematy zwiazane z wykorzystaniem nowoczesnych technologii w procesie uczenia się i nauczania. Nasze dyskusje pozwalają mi spojrzeć na wiele rzeczy pod innym kątem, zmuszają mnie do refleksji i weryfikacji dotychczasowych koncepcji – czyli niewątpliwie się uczę. Używamy głównie dwóch narzedzi – skypa oraz bloga i nasza dotychczasowa komunikacja odbywa sie jedynie za posrednictwem tych dwoch technologii. Cały Pardygmat 2.0 a w nim:  ty, ja i ci, którzy nas komentują (czyli osoby), materiały, które cytujemy lub podlinkowujemy (czyli zasoby) skype i blog (czyli narzędzia) oraz nasze dyskusje (czyli aktywności) są niewątpliwie czescią mojego PLE.

Ilona : To dobry przykład, ale jednak to świat wirualny. Mówimy tu o tym, jakie cyfrowe zasoby i narzędzia wykorzystujemy do tego, aby stworzyć również cyfrowe artefakty.

Joanna: Wydaje mi się, ze stary podział na świat wirtualny i realny już dawno temu się zatarł. Czy jeżeli ja, ty i inni uczestnicy (osoby) spotkamy się na konferencji w Barcelonie i zogranizujemy razem warsztaty (narzedzie), których celem będzie wypracowanie definicji PLE (aktywność), w czasie których to warsztatów będziemy korzystać z przygotowanych wcześniej materiałów pomocniczych (zasoby), a wszystko będzie się odbywało w jednej z sal konferencyjnych  –  to nie będzie to już częścią mojego PLE? Tylko dlatego, że brakuje skypa, bloga, Internetu?  Według mnie te dwa światy się przenikają i wzajemnie na siebie oddzialywują. To moja opinia. A co dla ciebie ozacza PLE?

Ilona : Moja własna definicja PLE nie jest jeszcze skamienieliną i cały czas się rozwija. Moja prywatna definicja PLE jest węższa i ogranicza się do indywidualnego (tzn. według własnych potrzeb, stylu uczenia się i innych preferencji) wykorzystywania aplikacji technicznych do uczenia się w pełnym tego słowa znaczeniu, a więc uczenie się poprzez dyskusje z innymi ludzmi, poprzez wspólne rozwiązywanie problemów, poprzez pracę nad jakimś zadaniem, poprzez czytanie tekstów, słuchanie nagrań i oglądanie filmów, odkrywanie przez to nowych treści i znaczeń, spojrzenie na sprawy z innej perspektywy, głębsze zrozumienie tematu, a przez to poszerzenie własnych umiejętności, poszerzenie pola działania. Definicja ta obejmuje więc tylko płaszczyznę wirtualną, a wraz z nią  cyfrowe artefakty, ktore zostały stworzone przez ludzi, np. wpis na blogu, text na wiki, link przesłany na Twitterze itp.

Joanna:  Z jakich elementów składa się więc PLE  według twojej definicji?

Ilona : To dobre pytanie, właściwie z różnych artefaktów i z róznych aplikacji sieciowych, które umożliwiają indywidualną recepcję, produkcję, aktualizację, agregację, kombinację, konfigurację tych wlasnie artefaktów. Indywidulaną, to nie znaczy odizolowaną od innych. Wręcz przeciwnie. Uważam, że uczenie się jest zjawiskiem społecznym, ponieważ to co czytamy, oglądamy, czego słuchamy jest stworzone przez ludzi, osadzone w społecznym kontekście, uformowane pod różnymi wpływami społecznymi. No i właśnie nowe technologie, takie jak aplikacje i sieci społeczne doskonale odzwierciedlają tą „filozofię”.  Chociaz sama powiem ci szczerze nie wiem, czy to słowo “artefakt” jest takie udane, bo czym ono różni się np. od informacji?

Chcę tu jeszcze raz podkreślić, że moja definicja nie obejmuje bezpośrednio ludzi jako zasoby, tylko artefakty, ktore zostały stworzone przez tych ludzi. Często ludzie mówią, ze jestem częścią ich PLE albo ich zasobem. Mam wtedy wrażenie, że ktoś myśli, że ma nade mną kontrolę albo posiada kawałek mnie. To śmieszne i niedorzeczne. Ale to pewnie tylko taki skrót myślowy. Chodzi tu o to, że tą wiedzę, myśli, opinie, informacje, ktore eksternalizuję (chodzi mi tu o różnicę między implicit/explicit knowledge) wpływają w taki sposób na myślenie, spojrzenie, opinie itp. tych ludzi, że te osoby stwierdzają, że czegoś nowego się uczą.

Natomiast, jesli dobrze zrozumialam, zgodnie z twoją definicją PLE obejmuje wszystko to, czego dana osoba używa w procesie uczenia się? To znaczy, że elementem PLE moze być i książka i rozmowa z szefową?

Joanna : No i oczywiście nowoczesne technologie. I właśnie ta cyfrowa część PLE interesuje mnie naukowo i głównie nią się zajmuję. Jednocześnie staram się nigdy nie zapominać o tym, ze to tylko wycinek rzeczywistosci.

Ilona:  Co do tego nie ma wątpliwości. Myślę jednak, że takie szerokie definiowanie PLE utrudnia operacjonalizację tego konceptu i badanie związanych z nim zjawisk. W większości publikacji i badań na temat PLE chodzi właśnie nie o ten cały wszechswiat uczenia się, tylko o ten specyficzny wycinek rzeczywistosci – wirtualność. Może więc potrzebujemy innej terminologii, aby odróżnić, kiedy mówimy o osobistym środowisku uczenia się, jako o szeroko pojętym środowisku realno-wirtualnym, a kiedy tylko o wirtualnym świecie i wykorzystaniu technologi do indywidualnych procesów uczenia się. W przeciwnym razie utrudniamy komunikację miedzy ludzmi – mówimy o PLE, ale właściwie o czym?

Rozumiem, dlaczego definicja PLE jest poszerzana o real – chcemy uwzględnić wszystkie momenty, konteksty i sytuacje uczenia sie, czyli spojrzeć całościowo na człowieka jako indywiduum i jako część społeczności. Staramy sie to holistyczne spojrzenie odzwierciedlić w technice. To bardzo ważne, aby ludzie, ktorzy tworzą technikę mieli szerokie spojrzenie na to, co robi człowiek, kiedy się uczy.

Moim zdaniem trzeba jednak odgraniczyć obiekty badań i posługiwać się ustalonym aparatem pojęciowym. Jednym z najważniejszych zadań nauk społecznych jest opisywanie badanej rzeczywistości i sprawdzanie hipotez/twierdzeń za pomocą jednoznacznie określonych terminów.

No i na tym jak na razie stanelo. Przedstawiłyśmy Wam dwie definicje – jedną szerszą, która mowi, że PLE to wirtualne i realne środowisko uczenia się, które obejmuje ludzi, starą i nową technikę i wszystkie inne realne I wirtualne zasoby, które dana osoba wykorzystuje w procesie uczenia się. No i tę węższą definicje, która mówi, że PLE to wirtualne środowisko uczenia się, które obejmuje cyfrowe artefakty i aplikacje, tworzone przez ludzi. Co o tym myślicie?

  • Search Pontydysgu.org

    News Bites

    Innovation is male dominated?

    Times Higher Education reports that in the UK only one in 10 university spin-out companies has a female founder, analysis suggests. And these companies are much less likely to attract investment too, raising concerns that innovation is becoming too male-dominated.


    Open Educational Resources

    BYU researcher John Hilton has published a new study on OER, student efficacy, and user perceptions – a synthesis of research published between 2015 and 2018. Looking at sixteen efficacy and twenty perception studies involving over 120,000 students or faculty, the study’s results suggest that students achieve the same or better learning outcomes when using OER while saving a significant amount of money, and that the majority of faculty and students who’ve used OER had a positive experience and would do so again.


    Digital Literacy

    A National Survey fin Wales in 2017-18 showed that 15% of adults (aged 16 and over) in Wales do not regularly use the internet. However, this figure is much higher (26%) amongst people with a limiting long-standing illness, disability or infirmity.

    A new Welsh Government programme has been launched which will work with organisations across Wales, in order to help people increase their confidence using digital technology, with the aim of helping them improve and manage their health and well-being.

    Digital Communities Wales: Digital Confidence, Health and Well-being, follows on from the initial Digital Communities Wales (DCW) programme which enabled 62,500 people to reap the benefits of going online in the last two years.

    See here for more information


    Zero Hours Contracts

    Figures from the UK Higher Education Statistics Agency show that in total almost 11,500 people – both academics and support staff – working in universities on a standard basis were on a zero-hours contract in 2017-18, out of a total staff head count of about 430,000, reports the Times Higher Education.  Zero-hours contract means the employer is not obliged to provide any minimum working hours

    Separate figures that only look at the number of people who are employed on “atypical” academic contracts (such as people working on projects) show that 23 per cent of them, or just over 16,000, had a zero-hours contract.


    Other Pontydysgu Spaces

    • Pontydysgu on the Web

      pbwiki
      Our Wikispace for teaching and learning
      Sounds of the Bazaar Radio LIVE
      Join our Sounds of the Bazaar Facebook goup. Just click on the logo above.

      We will be at Online Educa Berlin 2015. See the info above. The stream URL to play in your application is Stream URL or go to our new stream webpage here SoB Stream Page.

  • Twitter

  • RT @SE_Lomer Want to see our slides on lessons from research for teaching international students? From @h_cockayne @JLMittelmeier docs.google.com/presentation/… Thanks to @rhordosy for organising

    About 4 hours ago from Cristina Costa's Twitter via Twitter for Android

  • Sounds of the Bazaar AudioBoo

  • Recent Posts

  • Archives

  • Meta

  • Upcoming Events

      There are no events.
  • Categories